10 świetnych baz do makijażu, które naprawdę działają!

Też uważacie, że bazy do makijażu są przereklamowane? Nam się zdarza. Dzieje się tak wtedy, gdy robimy testy pół na pół (pół twarzy w makijażu z bazą, pół bez) i widzimy, że nie ma wielkiej różnicy. Zwłaszcza, jeśli chodzi o trwałość makijażu, czy zmniejszenie błyszczenia się skóry w ciągu dnia. Ale! Na szczęście są też bazy świetne. I to właśnie o nich poczytacie dzisiaj.


We wpisie znajdują się bazy zarówno pod, jak i zamiast podkładu. Jest mat, ale i nawilżenie. Coś dobrego dla każdej cery!



Gdzie jest baza dla Ciebie?


Aby ułatwić Wam nawigację po wpisie, podzieliłam go nie wg nazw i producentów, a według efektu, który dają. Dzięki temu posiadaczki cer tłustych będą od razu wiedziały, gdzie szukać pomocy w ogarnięciu sebum. Dziewczyny z nierówną teksturą, czy zaczerwienieniami poznają bazy korygujące kolor, czy wypełniające pory. A te z Was, które marzą o nawilżonej, świetlistej i jędrnej skórze, od razu znajdą coś dla siebie.

Wszystkie bazy są oczywiście przetestowane porządnie: na co najmniej 3 różnych kremach, pod co najmniej 3 podkładami, używane co najmniej 10 razy – aby sprawdzić, czy nie zapychają porów (spoiler: żadna z nich tego mi nie zrobiła). Każda z nich będzie zlinkowana do strony producenta/sklepu.


Bazy naprawdę matujące!


Przetestowałam mnóstwo, kocham tylko dwie. Z bazami matującymi jest ten problem, że zwykle albo nie dają efektu, albo matują na beton (co sprawia, że w makijażu wygląda się jak pomarszczona rodzynka. Z podkreśloną każdą zmarszczką – nawet tą, o której istnieniu nie miałam pojęcia).

Kolejny problem: zapychanie. Niektóre bazy (czy z talkiem, czy krzemionką) trudno jest mi używać dłużej, niż 3 dni, bo skóra zaczyna na nie źle reagować. Zazwyczaj wysypem zaskórników zamkniętych. Albo wręcz drobnymi wypryskami.

Ale nic takiego nie dzieje się, gdy noszę na co dzień bazę Primed&Peachy od Too Faced (tuba z pompką airless o pojemności 40 ml kosztuje w Sephora.pl 147 zł). Leciutka baza o zapachu brzoskwini i mleczka figowego (oraz w brzoskwiniowym kolorze, którego oczywiście po rozprowadzeniu an twarzy nie widać) jest świetną hybrydą między matem, gładkością, a delikatnością. Nie ma mowy o podkreślaniu zmarszczek, czy porów. Za to jest mniej błysku na buzi w ciągu dnia. Nosi się znakomicie i jest turbo wydajna.

Tańsza opcja na mat? Proszę bardzo! Rimmel Matte Primer (tubka 30 ml w e-zebra.pl kosztuje tylko 15,99 zł!) to naprawdę mocny zawodnik, jeśli chodzi o matowienie. Imponujęco długo utrzymuje mat na skórze, zastosowany razem z podkładem z tej samej serii (tu pełna recenzja serii Lasting Matte – kto nie czytał, zapraszamy). Z innymi podkładami nie jest już tak spektakularnie, ale jest mat. W zasadzie mogę śmiało powiedzieć, że to jest baza, która przedłuża matowy efekt każdego podkładu.


Przedłużenie trwałości i wygładzenie skóry – ale bez wysuszania


Moja ulubiona kategoria, a w niej – dwie ulubione bazy z całej tej dziesiątki. Bazy, które robią wszystkiego po trochu, pozostając lekkie, niewyczuwalne, ani przez moment nie przesuszają, nie zapychają. Podkłady je uwielbiają – łatwo się do nich przyczepić, a skóra po aplikacji jest gładziutka. Z tymi bazami każdy mój podkład drogeryjny radzi sobie, jak wysokopółkowy.

Zacznę od absolutnego ulubieńca – bazy Hydro Grip od Milk Makeup (30 ml kosztuje w Sephora.pl 129 zł, można ją też okazjonalnie kupić w zestawach minisów). Póki jej nie użyłam po raz pierwszy, nie sądziłam, że osiągnięcie efektu połączenia klasycznej lepkiej bazy nawilżającej z wygładzającą i matującą jest w ogóle możliwe. A tu proszę! Hydro Grip aplikuje się, jak hialuronowe serum (kojarzycie tę żelowość i lepkość w konsystencji?). I przez minutę czujemy je na skórze, jako nawilżające. A potem wierzchnia warstewka wysycha i okazuje się, że buzia jest gładka, pory lekko zblurowane, cera bardziej aksamitna. I – co ważne – to nie jest uczucie ciężkości, czy przesuszenia. Pod warstewką bluru jest jeszcze kropla nawilżenia. Taka niemal niewidzialna woalka. Uwielbiam!

Tak samo dobra, ale o nieco innej konsystencji (bardziej nawilżająca) jest baza 4-in-1 Correcting Primer Pur Polska (tubka 30 ml kosztuje na stronie producenta 165 zł). Tu także znajdziecie bardzo przyjemne połączenie efektu wygładzenia, nawilżenia, aksamitnej skóry. Natomiast jej największą zaletą jest… skład (czyli to, co w większości baz kuleje). Baza Pur nie ma silikonu, talku, parafiny, glutenu, ani żadnych składników zwierzęcych. Ma za to wodę kokosową, probiotyki (!), ekstrakty z kawy, jaśminu, lukrecji oraz dobroczynne olejki. Jeśli podoba Ci się opcja przejścia na zdrowszy, bardziej naturalny makijaż, to też jest kosmetyk dla Ciebie.


Bye bye pory!


To, w czym bazy pod makijaż są naprawdę dobre, to wygładzanie. Ale wygładzać strukturę, skutecznie minimalizując widoczność porów tak, by nie rpzesuszyć cery, ani jej nie zapchać potrafią tylko nieliczne. Powinnam tu wspomnieć honorowo o kultowych bazach Benefit, jednak w ciągu ostatniego roku znalazłam alternatywę dla tego klasyka.

Beauty Blender i makijaż? Też wydawało mi się to naciągane (w końcu między produkowaniem gąbek, a kosmetyków jest soira róznica), ale kiedy wypróbowałam podkład Beauty Blender stwierdziłam, że tej gamie trzeba dać szansę. Dokupiłam więc też bazę do kompletu. I tak, jak nie lubię ich używać razem (za dużo matu i krycia jak na moje preferencje), to oddzielnie są rewelacyjne. A baza The Leveler (30 ml kosztuje w Sehorze 99 zł) to doskonały zamiennik Benefitu. Śmiem twierdzić, że uczeń przerósł mistrza (Leveler jest mniej suchy na skórze, pozostając tak samo skuteczny w ukrywaniu porów i robieniu na buzi efektu Photoshopa). Jest też tańsza i ma większą pojemność.

Czym byłby wpis o najlepszych bazach bez tej najbardziej kultowej? Jest i Tatcha! Baza Silk Canvas (słoiczek 7 gr/169 zł w ShopaholicDolls), prawdopodobnie najsłynniejsza baza świata, nadal jest nieoficjalnie niedostępna w Polsce, ale na szczęście da się kupić wersje sprowadzone z USA. I niech Was nie zmyli maleńka pojemność. To jest de facto koncentrat kosmetyku. Nakłada się ba buzię tak mało produktu, że bazy w słoiczku niemal nie ubywa. Imponująca jest nie tylko wydajność, ale i skład. To jedna z niewielu baz pod makijaż, która ma skład lepszy, niż większość kremów. Wręcz napakowany antyoksydantami, fermantami oraz jedwabiem.

A efekt? Porównywalny do bazy Beauty Blender, może nieco bardziej wyważony. Jest blur, ale taki, który będzie dobrze wyglądał także na cerze suchej i dojrzałej. Warto sprawdzić, czy będzie to też Twój graal.


Baza nie tylko pod, ale i zamiast podkładu


Wyjątkowo lubię tę kategorię, bo to są bazy, których działanie widać od razu. I nie ma się ochoty przykrywać skóry fluidem.

Kultowa baza Nanoblur Indeed Labs (wersja zielona, tubka 30 ml/80 zł w DOZ.pl) to naprawdę genialny kosmetyk dla tych z Was, które chcą zredukować zaczerwienienia na twarzy. Czy to naczynka, czy świeże blizny trądzikowe, a nawet większe zaczerwienienia. Nie dość, że działa jak korektor cery (i to niewidoczny – nie ma żadnej zielonej poświaty), to jeszcze wygładza, delikatnie ukrywa powiększone pory i daje buzi aksamitne wykończenie. Co ważne – nie wygląda jak makijaż, nadaje się więc też dla osób, które nie chcą go nosić (np. dla mężczyzn).

Bardzo dobrze wygładza też Perfecteur Teint Express Eisenberga (tubka 30 ml kosztuje w Sephorze 199 zł). Beżowy kolor, mocne i natychmiastowe wygładzenie i ukrycie niedoskonałości – to jej mocne strony. Podobnie jak fakt, że sama wygląda na skórze tak dobrze, że możesz nie chcieć w ogóle przykrywać jej podkładem. Albo użyć tylko pudru. Ja tak właśnie lubię ją nosić – solo albo pokrytą tylko mineralnym, lekkim pudrem.

Co ciekawe, producent obiecuje, że ta baza sprawdzi się do korekty makijażu w ciągu dnia (zamiast pudru do poprawek). I wiecie co? To działa! Zierenko bazy nałożone na makijaż po kilku godzinach nie warzy tego, co jest na twarzy. A wręcz naprawia makijaż.


Więcej nawilżenia, więcej rozświetlenia!


Na finisz dwie wspaniałe bazy nawilżająco-rozświetlające. Coś, co pokocha każda cera, ale szczególnie ta przesuszona, dojrzała, tracąca jędrność i blask.

Musiałam się nauczyć jej używać, bo to baza, jak żadna inna. W zasadzie hybryda między rozświetlaczą, bazą pod makijaż i leciutkim tintem. Mogłaby być śmiało zakwalifikowana do poprzedniej kategorii, ale tylko dla cer bardzo suchych (bo efekt rozświelający jest anprawdę mocny!). Naotmiast reszta świata z przyjemnością użyje jej pod podkład punktowo lub na całej twarzy, albo wymiesza odrobinę tej bazy z podkładem (dla pięknego efektu glow) i jeszcze doda na szczyty kości policzkowych, jak rozświetlacz.

Charlotte Tilbury Flawless Filter (30 ml w szklanym słoiczku z aplikatorem/ok. 150 zł, do upienia w Cult Beauty) to światło i młodość w płynie. Serio.

Na koniec trochę luksusu. Baza Guerlain L’Or z drobinkami 24-karatowego złota (ta przyjemność zamknięta w szklanym opakowaniu z pompką kosztuje 309 zł za 30 ml – w Douglas.pl). Noszenie jej to prawdziwa przyjemność. Lekki żel daje natychmiast odczuwalny wzrost poziomu nawilżenia. Makijaż pięknie się na niej aplikuje (szczególnie gąbeczką) i skóra wygląda bardzo dobrze – jędrnie, młodo, gładko – bez silikonu, bez matu. Szczególnie docenią ją panie z cerą dojrzałą (młodszym serdecznie polecamy tańszą alternatywę – bazę Hangover Too Faced).


A jaka jest Twoja ulubiona baza pod makijaż?


Wpis nie jest sponsorowany, część kosmetyków pochodzi z paczek PR, pozostałe z zakupów (co oczywiście nie ma wpływu na ocenę, ale daję znać), a część linków to afiliacje.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x