5 powodów, by nie zmieniać nazwiska po ślubie

Najpiękniejszy dzień w twoim życiu, perfekcyjnie skrojona suknia, idealne buty ślubne... co kilka dni na ulubionych blogach pojawiają się wpisy o tematyce ślubnej. A dokładnie o przygotowaniach to tego, jak piszą ich autorki (najczęściej dziewczyny, które właśnie same mają wyjść za mąż albo są świeżo po ślubie), najważniejszego dnia.

Dlaczego musi być tak idealnie?

Ilekroć widzę tego rodzaju wpisy, czuję się jak zrzędliwy tetryk obserwujący przedstawienie z balkonu i cedzący przez zęby: oj dziecko, co ty wiesz o ważnych chwilach w życiu (nasze nastawienie do wesel jest Wam pewnie znane, tekst „Sprawa wagi weselnej” wciąż aktualny). Ilekroć oglądam blogowe posty poświęcone fryzurom, welonom, butom, sukienkom, zaproszeniom, menu, mam wrażenie, że w ślubnym szaleństwie zdecydowanie brakuje przemyśleń i inspiracji na tematy ‚po’. Czyli te rzeczy, które liczą się nie tylko w dniu ślubu, ale mają wpływ na całe kolejne lata. Bo przecież w całym ślubnym outficie najważniejsze są obrączki, suknię z taką ekscytacją wybieraną przez kilka miesięcy będziesz co sezon przekładać z miejsca na miejsce nie mając pojęcia co z nią dalej zrobić, a o menu weselnym zapomnisz już rok po imprezie.

053

To, co ważne

Nie mam ambicji urażać niczyich uczuć, naprawdę. Jednak ślub i wesele to zdecydowanie coś więcej, niż wybór florysty, zestawu przekąsek i kwartetu smyczkowego. Być może nie chce się tego słuchać w przededniu własnego zamążpójścia, ale własne wesele nie ma być najlepszą imprezą ever (choćby dlatego, że zawsze zdarzy się jakaś maruda, której się nie spodoba), a wiele decyzji zapadających niejako przy okazji przygotowań do ślubu jest dużo ważniejszych niż to, na czym skupia się 99% panien młodych. To są te rzeczy, których nie jesteście do końca pewne, ale ponieważ czas nagli, podejmujecie jakieś decyzje. Jak będzie wyglądała wasza rodzina, co ślub zmieni w postrzeganiu świata, czy jesteśmy przygotowani na straty osobowe (bo to, że któryś przyjaciel się odsunie macie jak w banku, pytanie tylko komu jesteście gotowe pozwolić odejść, a o kogo podjąć walkę). Takie sprawy jak fakt, kto robi kolację gdy oboje jesteśmy zmęczeni po dniu pracy (czy zgadzasz się, by zgodnie z tradycją była to kobieta, czy walczysz o równouprawnienie), kto ogarnia sprawy meldunkowo-rejestracyjno-urzędowe urastają potem do rangi punktów zapalnych w związku. A jakby tego było mało, trzeba zmienić nazwisko…

Jesteśmy jednym

Z założenia sprawa jest nawet całkiem romantyczna. Jesteśmy od dziś jednością, łączy nas więc nie tylko przysięga, dokument i obrączka, ale i ono. Nazywamy się odtąd tak samo i jesteśmy traktowani przez społeczeństwo jako ten zlew dwukomorowy, szampon 2w1, bliźniaczki Olsen – jeden byt w dwóch osobach. Mimo to jakieś 80% potencjalnych małżonek ma opory przed tą zmianą. I zaprawdę powiadam, intuicja ich nie myli. Bo zmiana nazwiska z romantycznym gestem ma niewiele wspólnego, po latach częściej uprzykrza życie niż cieszy, a w najlepszym razie jest po prostu… niepotrzebna. I mam na to 5 dowodów:

1/ Podwójne nazwisko, podwójny problem

Zacznę od sytuacji, w której sama się znalazłam ponad 4 lata temu. Miała być decyzja. Wóz albo przewóz. Wybrałam opcję medium czyli podwójne nazwisko. Oficjalnie ze względu na to, że pod własnym, panieńskim, figurował już pewien dorobek publicystyczno-naukowy i szkoda było tego tracić (był to czas gdy prowadziłam zajęcia na uczelni i sądziłam, że powinnam robić doktorat). Nieoficjalnie – nie miałam ochoty tak po prostu odrzucić nazwiska, z którego jestem dumna. Z perspektywy czasu wiem, że to najprostszy sposób, by prowadzić podwójne życie. Wymiana dokumentów jest straszliwie upierdliwa i do tego droga, więc nadal w części miejsc (w tym na tym blogu!) pozostałam sobie Pawłowską. Mało tego, świat też jakoś nie chce zaakceptować zmiany sytuacji życiowej. Dawno znajomi nie pamiętają nowego nazwiska, banki i firmy zapominają o nowym adresie, bo jest do niego przypisane podwójne nazwisko. Otwierając listonoszowi czy kurierowi nigdy nie wiem jak się podpisać – czy ktoś akurat zaadresował jak na dowodzie osobistym, czy może jeszcze po staremu? A jak już jest jak należy to… kilka akapitów wyżej pisałam, że romantycznie nie będzie. Bo jak niby ma być, kiedy kilka razy w tygodniu człowieka trafia szlag, gdy nie mieści się w rubryczce do podpisu? A nie mieszczę się: Na poczcie, w US, w punktach odbioru paczek i na czytnikach kurierów, na części firmowych dokumentów (parafowanie umów z podwójnym nazwiskiem, brrrr). Nawet na pocztówkach jest kurde trudno. O! i w polu podpisu do wyrobienia nowego dowodu też było dziwnie ciasno (co już wtedy dało mi o myślenia, ale wiecie – się wyjeżdżało w podróż poślubną, miał człowiek ‚ważniejsze’ rzeczy). Taka mała upierdliwość, a wkurza jak ukąszenie komara.

2/ A jeśli musi być jedno, dlaczego nie twoje?

Kłóciłyście się o to przed ślubem, czy od razu uznałyście, że jego jest ważniejsze? Wybór nazwiska to chyba pierwsza prawdziwa małżeńska próba sił. Bo o ile sala jest na jedną noc, kwiaty szybko zwiędną, a wspólne mieszkanie macie już pewnie opanowane wcześniej, w dyskusji o przejmowaniu nazwiska chodzi de facto o model zakładanej rodziny. Feministka siedząca w mojej głowie podpowiada, że już sama presja społeczna na poddanie się zmianie jest nie fair w stosunku do wielu dziewczyn, które tej sytuacji nie czują. Czasy, gdy zaślubiny oznaczały przejście z domu ojca do domu męża (co symbolizuje zmiana nazwiska ojca na małżonka) dawno minęły, bo przecież po drodze mieszkamy tu i tam i same decydujemy, kiedy nastąpi moment założenia własnej rodziny. I to jest sedno. Zakładamy rodzinę wspólnie. Oboje będziemy w niej tak samo ważni. Dlaczego nadal to kobieta musi zmienić nazwisko? Dlaczego ktokolwiek musi je zmienić?

3/ Wcale nie jest łatwiej

Bardzo często słyszę ten argument, zupełnie nieromantyczny i nietradycyjny: bo tak jest łatwiej. Odebrać dziecko z przedszkola, listo z poczty, pismo z urzędu, kasę z banku. Łatwiej się wysyła kartki z wycieczki, przykleja tabliczkę na domofon czy drzwi wejściowe. Łatwiej ogarnąć sobie wzajemnie te codzienne życiowe mikrosprawy. Bullshit! Na żadnej poczcie nie wydadzą już mężowi mojej korespondencji (a dzięki nowym dowodom osobistym bez adresu już w ogóle kaplica), w sprawach urzędowych i tak potrzebne jest pełnomocnictwo, wspólne kredyty i tak są wspólne i bank znakomicie orientuje się, do kogo wyciągnąć łapkę po ratę, niezależnie od nazwiska. Aby odebrać dziecko z przedszkola nie trzeba nazwiska tylko dowód osobisty (a wcześniej trzeba być zgłoszonym na specjalną listę, gdzie podane są takie dane jak: pesel, numer telefonu, nazwisko – dowolne!). Te wszystkie rzeczy, w których jedno nazwisko pomagało albo są nieaktualne, albo nazwisko straciło na znaczeniu.

049

4/ Dla dobra dziecka

Mamusiu, a dlaczego my z tatusiem nazywamy się inaczej niż ty? – czy takie pytanie w dzisiejszych czasach kogokolwiek przeraża? Przecież wszystko jest kwestią umowną. Czasy się zmieniły i nosząc inne nazwisko niż własne dziecko nie fundujemy mu już lawiny podejrzliwych spojrzeń ze strony grupy rówieśniczej, poczucia niższości, odmienności i innych dziecięcych traum. W tej kwestii tradycja zmiany nazwiska jest daleko w tyle za współczesnością, gdzie dzieci żyją w różnych konfiguracjach rodzinnych i taki drobiazg, jak różnice nazwisk mamy i taty nie robią na maluchach najmniejszego wrażenia. Robiłam nawet taki test wśród dzieci znajomych – dzieciaki były co najwyżej zdziwione, że ja się dziwie dziwnością ich nazwisk 🙂

5/ Nie bądź taka super, nie warto!

Na koniec najważniejsze. Stop pierdołom i problemom pierwszego świata. Zaglądamy do środka. Kogo tam widzisz? Jak definiujesz siebie, gdzie znajdujesz punkty odniesienia? Pytając wprost: kim jesteś? Biorąc pod uwagę aktualne i przyszłe role społeczne, a – co ważniejsze – własne postrzeganie swojej osoby. Z nowym nazwiskiem będziesz kobietą, żoną, matką (jeśli tylko chcesz), żoną pracującą (jeśli będziesz pracować). I w każdej roli chcesz być super, najlepsza, dla siebie, dla niego, dla świata. Ale przecież wewnętrznie dużo większe znaczenie niż nowa życiowa rola ma to, co nas kształtuje: charakter, osiągnięcia, zainteresowania, doświadczenia. One już nierozerwalnie łączą się ze starym nazwiskiem. Pytanie o to, czy i na jakie nazwisko zmienić to obecne jest więc także pytaniem do siebie samej: czy jestem bardziej sumą doświadczeń i przeżyć, czy wolę skupić się na przyszłości i nowych rolach społecznych, a także tych nowych z nimi związanych, przeżyciach i doświadczeniach. Jakkolwiek durnie brzmi filozująca blogerka w tekście lifestyle’owym, ale dajcie sobie tylko w jednym zdaniu powiedzieć i ucinam temat: decyzja o zmianie nazwiska jest ważna, bo pozwala przemyśleć jaki macie pomysł na własną przyszłość. Tę nową drogę życia, o której wypisuje się pierdyliardy słów w poradnikach o sukniach i welonach, a każde z nich ani o krok nie przybliży sedna sprawy. Podobnie jak sama suknia nie uczyni nikogo żoną.

Epilog

Czy się wymądrzam? No dobra, trochę – taka natura. Ale w słusznej sprawie. I please, jak już będziecie piątą godzinę wybierać inspirację wiązanki ślubnej dla swojej florystki, zróbcie sobie przerwę, weźcie zeszyt i napiszcie po 50 razy każdą z rozważanych wersji nazwiska. Zobaczycie, która z nich najmniej męczy przy końcu arkusza, do której macie najwięcej ciepłych myśli po takim wysiłku. I najważniejsze, jeśli czujecie, że opcja jedynie słuszna niezupełnie raduje serducho, pogadajcie z narzeczonym o możliwościach jej zmiany, także w przyszłości (mało kto o tym myśli w dniu ślubu, ale przecież to nie jest zmiana na zawsze – nazwisko można zmienić także później, nie musimy raz wybranego nosić ‚do śmierci’). Żeby potem nie okazało się, że nazwisko jest jakie jest, bo on ‚bał się jak zareagują koledzy’, a z tymi kolegami od dawna nie utrzymuje już kontaktu…

Nie namawiam do buntu przeciwko tradycji. Namawiam do świadomych decyzji. Od serca.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x