Paleta cieni Amrezy- odpowiedź Anastasia Beverly Hills na turbopigmenty i brokaty Hudy?

Amrezy jest pod kilkoma względami wyjątkową paletą w całej ofercie Anastasii. Po pierwsze – zamiast 12, ma 14 cieni. Nigdy wcześniej w historii marki nie było aż tak błyszczącej, brokatowej palety do makijażu. Za oceanem na pewno jest to spore wydarzenie i innowacja. Ale nad Wisłą od dawna wszystkie fanki makijażu są zakochane w turbopigmentach. Czy to możliwe, by paleta ABH x Amrezy była jeszcze lepsza, niż pigmenty Glam Shopu? I jak na ich tle wypadają maty?


Pokażę Wam swatche Amrezy w pełnym słońcu oraz opowiem, za co nową ABH uwielbiam, a co mnie wkurza.


Zacznę może od krótkiego wyjaśnienia co do samej osoby Amrezy. Nie jestem jej fanką, nie śledzę jej profili społecznościowych i nie brałam pod uwagę swojej sympatii (bądź jej braku) do influencerki, oceniając jej paletę. Mam za to bardzo dobre doświadczenia z innymi paletkami Anastasii (Soft Glam, Norvinę, Sultry i Rivierę uwielbiam), więc spodziewałam się, że jakość mnie nie zawuiedzie. A jak wyszło? No właśnie bardzo różnie – są w ABH x Amrezy kolory genialne, ale są też niewypały.


Zacznijmy od matów.Wielkie rozczarowanie!


Nigdy nie sądziłam, że coś takiego napiszę o jakiejkolwiek palecie ABH, ale maty są bardzo… średnie. Oczywiście to nadal jest ten pigment, który od razu daje mocny kolor, łatwo się rozciera (nawet bez bazy) i trwa na powiece przez cały dzień. Ale! Mamy w Amrezy po pierwsze bardzo niezrozumiały dla mnie dobór kolorów matowych.

Jest ich tylko 6 (na 14 cieni), więc przydałoby się, by były dobrą bazą dla wszystkich błysków z palety.

Swatche dolnego rzędu cieni w palecie Amrezy

A tymczasem (co widzicie na swatchu powyżej), mamy w palecie dwa niemal identyczne średnie ciepłe brązy (na powiece praktycznie nie ma miedzy nimi różnicy), czekoladowy (znów ciepły) brąz, brudny (i trudny w pracy!) kolor suszonej śliwki oraz czerń, która tak naprawdę jest burą, ciemną szarością (bardzo nie podoba mi się ten kolor). Ostatni kolor to piękna malina – tej nie mam nic do zarzucenia. Natomiast! Takie barwy (i to w lepszym wydaniu) widzieliśmy już w Soft Glam.

A do tego dobór matów sprawia, że cała paleta wygląda na nudną (póki nie zobaczy się, jak lśni!) i to może odstręczać od zakupu.


A co z odcieniami błyszczącymi?


Jak dla mnie matowe cienie są tak meh w palecie Amrezy, że mogłoby ich spokojnie nie być. Ale błyski… o mamo! Uwielbiam je!

Róż, fiolet, szampan, miedź, turkus, brąz – pełne lśniących drobinek, bardzo intensywne, pięknie przyklejające się do powieki. Szczególnie wyjątkowe są dwa odcienie – Barb i Anastasia. To jest jakość bardzo zbliżona do turbopigmentów, może nawet odrobinkę lepsza (bo drobinki nie opadają na skórę w ciągu dnia, co się czasem zdarza moim turbotom, gdy nakładam je palcem bez glitter glue).

Fantastyczny jest też najjaśniejszy odcień w palecie – Waisted (pierwszy od góry na swatchu poniżej). Bardzo maślany w konsystencji mat, który jest niemal perłą, a do tego ma trochę drobinek. Przepiękna formuła! Zdecydowanie takich cieni powinno być w palecie więcej, zamiast nudnych matów o powtarzalnych kolorach.

Swatche górnego rzędu cieni w palecie Amrezy

A brokatowe toppery? To naprawdę odpowiedź na brokaty Hudy – mam wrażenie, że są identyczne w konsystencji (lekko suchawe, ale skoncentrowane i wielowymiarowe). Bardzo ładne, choć potrzebują kleju do brokatu, by się dobrze przykleić do powieki pokrytej wcześniej innym kolorem.

Wszystko, co w palecie Amrezy błyszczy jest co najmniej bardzo dobre. Zarówno same kolory, ich wielowymiarowość, konsystencje i łatwość aplikacji. A także trwałość. I tak, gdybyśmy nie mieli na rynku wcześniej cieni z Glam Shop albo Mexmo (do tej pory nie wiem, czy turboty i cienie Mexmo powstają w tej samej fabryce, czy nie), pewnie szał na Amrezy byłby większy.

Bo to jest naprawdę rarytas dla srok. Błyszczący z zewnątrz i w środku.


Czy warto ją mieć?


Na pewno nie jako pierwszą/jedyną paletę ABH. Bo będę się upierać, że Soft Glam, Norvina i Modern mają lepiej skomponowany zestaw cieni matowych. I że są tam bardziej przemyślane kolory. Natomiast jeśli macie już w domu fajne maty (kalsyczne nudziaki lub coś kolorowego), to Amrezy będzie cudownie dopełniać Wasze makijaże.

Ja osobiście uważam, że Amrezy jest idealnym dopełnieniem Sultry i Rivery. Sultry ma przepiękne bazowe kolory, na których tle błyski z Amrezy tworzą piekny efekt glam. Natomiast kolory matowe w Rivierze są przepiękne, soczyste, ale też mądrze skomponowane (znacznie lepiej, niż w Amrezy). Bardzo ładnie współgrają ze wszystkim, co błyszczące.


Podsumowując, paleta Amrezy ma cudowne, przepiękne błyski – część z nich jest niemal identyczna, jak turbopigmenty Glam Shop. Piekne jest też opakowanie. Ale już dobór kolorów matowych oraz ich jakość nie porwała mnie szczególnie. I szczerze mówiąc nie sądzę, by paleta była warta pełnej ceny. Ja swoją kupiłam z rabatem (za ok. 210 zł) i za tę kwotę nie żałuję.


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x