Ace Beaute: Blossom Passion. Makijaże / swatche / recenzja.

Kiedy w ręce wpada nam mało znana marka i proponuje paletkę w pięknych, soczystych kolorach – nie wahamy się. Dlatego dzisiaj Ace Beaute i paleta Blossom Desire.


Amerykańska, niezależna marka stawia na produkty cruelty free, a jej moto to „Piękno dla wszystkich”  – niezależnie od wieku, płci, koloru skóry i statusu materialnego.


W Polsce znajdziecie ją w MintShopie, i właśnie tam zamówiłam swoją paletkę. Jej koszt to 139,9zł, a w samej serii Paradise pojawiły się jeszcze trzy inne warianty kolorystyczne palet (Slice w kolorach tęczy, Classical  z ciepłymi brązami i złotościami oraz Fallen – chłodna paletka z szarościami i fioletami).

Paletka jest leciutka, przez kartonowe opakowanie. Znajdziemy w niej dobrej jakości lusterko, a sama kolorystyka tekturki współgra z barwami cieni wewnątrz. Łącznie dostajemy 19.2 g produktu, czyli 1.2 gram na jeden cień (dwanaście kolorów cieni w palecie).

To sporo produktu, a koszt pojedynczego cienia wychodzi wówczas ok 11.7zł.

  • Gardenia – matowy, brzoskwiniowy cień, który jest za ciemny, by być cieniem bazowym, ale pięknie sprawdza się jako kolor transferowy.
  • Peony – metaliczny cień w kolorze różowego złota. Mocno błyszczący, świetny do dziennych szybkich makijaży, jako cień na całą powiekę. Można nanosić go i na mokro, i za pomocą palca.
  • Dahlia – matowy, brudny róż. Jeden z moich ulubieńców nadający się zarówno na transfer, jak i w kąciki czy na dolną powiekę. Ma dość suchą formułę, ale rozciera się prosto, nie traci pigmentu.
  • Carnation – odcień matowy w kolorze mocno wibrującego łososia. Bardzo energetyczny, łatwy we współpracy, dobrze się rozciera.
  • Orchid – przepiękny metaliczny czerwony odcień z zatopionymi złotymi drobinkami. Wygląda obłędnie nałożony i na sucho, i na mokro. Ma przyjemną, masełkową konsystencję.
  • Red rose – prawdziwa czerwień z matowym wykończeniem. Barwa do stworzenia bardzo trudna i dlatego tak nasyconą barwę czerwień spotyka się dość rzadko. W tym wypadku formuła jest dość sucha, lekko się sypie i zdecydowanie lepiej malować oko jako pierwsze. Kolor ma mocny pigment, ale nie da się go budować (u mnie był problem w zewnętrznym kąciku).

  • Eros – różowy, metaliczny odcień z fioletowym podbiciem. Pięknie podbija kolor każdej tęczówki.
  • Love – matowy odcień różu w wersji dla fanek lalek Barbie. Wbrew pozorom – rzadki odcień! Jest dość suchy, ale prosto się z nim współpracuje. Robi naprawdę efekt wow i w mojej sporej kolekcji nie mam drugiego takiego odcienia.
  • Beauty – to satynowe wykończenie kolejnego wyrazistego różu. Nie ma tak błyszczącej formuły, jak cienie metaliczne, ale na zdjęciu w mocniejszym makijażu zobaczycie, że ma potencjał błysku.
  • Lust – matowy odcień głębokiej śliwki. Jest suchy, mocno się osypuje i jak kolejne dwa kolory, nie jest prosty we współpracy. Można wykrzesać z niego moc, ale bez fajerwerków.
  • Seduction – matowy kolor w odcieniu ciemnego bakłażana. Jak wspominałam, niełatwy. Można podkreślić nim kącik oka czy dolną powiekę. Nie da się budować koloru.
  • Desire –  matowy odcień bardzo ciemnej fuksji. Piękny kolor, więc szkoda, że tak suchy. Lubi się osypywać, ale ja bez problemu podkreśliłam nim załamanie powieki czy zewnętrzne kąciki.
Makijaż ze zdjęcia jest zrobiony trzema kolorami: Gardenia, Peony i Dahlia.

Jak widzicie, cienie nie są równe i z jednej strony mamy przepiękne, nasycone barwy, ale również suchą formułę, która lubi się osypywać. I przy mocniejszym makijażu zalecam rozpoczęcie od oka. W wersji lżejszej, jak najbardziej możemy rozpocząć od podkładu i korektora.

Zerknijcie na zewnętrzny kącik – widać tam, że nie udało mi się dobudować koloru.

Moje uczucia wobec paletki są mieszane. Jestem zachwycona jej kolorami i kiedy pojawiam się w makijażu z nasyconymi barwami, wiele osób dopytuje, cóż to za cudowne barwy. Bo zwyczajnie rzadko spotyka się czerwienie i róże w tak wibrujących wariantach. Zazwyczaj są to bardziej zgaszone kolory (np. u Huda Beauty czy Lime Crime).

Musicie samodzielnie zadecydować, czy macie cierpliwość do tych trudniejszych, suchych odcieni. Myślę, że osoby bardziej zaawansowane poradzą z sobie z nimi bez trudu. Raczej nie dla amatorów.


Wniosek jest prosty – nadal czekam na wibrujące czerwienie i róże w doskonałych formułach. Tego ciągle brak!


Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x