Bubel w stylu jednorożca, czyli Anastasia Beverly Hills: Glow Kit Dream / i dobre jego zamienniki!

Przychodzą takie chwile, że człowiek musi uznać (z ciężkim sercem), że coś jest bublem. I taki moment nadszedł wobec palety rozświetlaczy od Anastasii Beverly Hills, czyli Glow Kit w wersji Dream.


Obiecuje tak wiele, a niestety nie dotrzymuje słowa i z pełną mocą chcę ostrzec wszystkie fanki holo i jednorożców. Nie tędy droga, tym razem.



Anastasia Beverly Hills
Glow Kit: Dream
199zł do kupienia tutaj


Spoglądając na cacuszko od ABH w wersji Dream mogę tylko rzec jedno – ależ jesteś piękna droga paletko. Sześć kolorów w stylu holo/unicorn, coś dla odważnych, ceniących sobie blask widziany z kosmosu i to w dodatku w nietuzinkowych barwach.

Tym bardziej robi się przykro, kiedy człowiek nastawiony na szaleństwo, otrzymuje przeciętniaka. I już mówię dlaczego nie pokochałam paletki Dream, choć wszystko na to mogłoby wskazywać.

Po pierwsze, znałam już wcześniej formułę rozświetlaczy ABH, bo jak widzicie na zdjęciu powyżej, posiadam Glow Kit Sugar. Mocno sfatygowany, bo rozświetlacze są mięciutkie jak masełko i ucierpiały podczas przesyłki, ku rozpaczy mej – najbardziej najpiękniejszy kolor ever – Gumdrop.

Co jednak nie wpłynęło na jakość produktów i niepowtarzalny ich blask. Cudowna tafla z mikroskopijnymi drobinami, które na skórze robią wielowymiarowy błysk. Elegancki, mocny, nie do podrobienia. Używamy i uwielbiamy je z Iloną szalenie, i wszystkim polecamy te pudrowe rozświetlacze.

No więc jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że sześć rozświetlaczy z paletki Dream ma zupełnie inną formułę. Na plus – są bardziej odporne w podróży, nie pokruszą się.

Cóż z tego, jeśli brakuje im mocy i zamiast giga blasku mam blask średni i to z mocnymi drobinami. Choć mnie brokat nie przeszkadza, ale musi mieć „to coś”, czego tutaj wyraźnie brakuje.

Najbardziej jednak zwiodły mnie swatche! Nim zakupiłam (online) paletkę, sprawdzałam ją stacjonarnie, co prawda tylko na rękach, ale byłam urzeczona sześcioma kolorami. I wiecie co? Być może robią wrażenie na dłoni, ale naniesione na twarz (palcami, wszelakimi pędzlami) barwy wyglądają niemal identycznie.

Tak jakbyście zamiast sześciu kolorów miały maksymalnie trzy. Unicorn i Etheral wyglądają na policzkach tak samo (lekko różowo-filetowe holo), Wish i Regal niemal wcale się nie różnią (złoto-szampański odcień), Sunshine i Magic to praktycznie to samo (chłodniejszy kolor).

A wiem, że może być inaczej, bo w swojej kolekcji posiadam paletki Kat Von D Metal Crush oraz Fetish, gdzie możemy znaleźć podobne kolory, które oddają na twarzy odcienie, jakie się po nich spodziewamy. I to z wielką mocą.

I jeśli ktoś marzy o niecodziennym kolorze rozświetlacza, który ma w swobie drobiny, daje ogrmony błysk i zwraca na siebie uwagę, to po stokroć polecam pojedyncze odcienie Metal Crush od Kat.

Bo paletka Dream rozczarowuje, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę jej cenę – 199zł. To przecież bardzo dużo. I jeśli zyskałybyśmy sześć unikatowych odcieni, to byłoby super. Przy ledwie trzech i blasku na poziomie drogerii, zupełnie się to nie opłaca.


Lepiej wybrać Sugar Glow Kit albo poszperać w drogerii, bo efekty holo i jednorożca możecie znaleźć i tam.


 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x