O tym jak wkurzyła mnie Warszawa!

To, że wszystko co naprawdę interesujące dzieje się w stolicy zwykli powtarzać ci, którzy akurat nie mogą się znaleźć na danej imprezie, a z Warszawy nie są. Oczywiście, że to nie prawda, ale bez dwóch zdań premiery, pokazy, ciekawe eventy, interesujący goście, itp, itd. najczęściej widywani są w centralnym punkcie Polski. Ok, przywykłam bo przecież taka rola stolicy. Przywykłyśmy wszystkie i wszyscy – blogerzy, fani koncertów, bywalcy galerii, maniacy dobrej sztuki. I byłabym żyła nadal w przekonaniu, że tak być musi, gdyby nie ostatni numer magazynu ELLE. Oto bowiem czara goryczy przelała się, ba, przelewała na wielu stronach.

Już kiedyś wspomniałam, że mimo, iż mam lat 27 i wedle wszelkich prawideł jestem w grupie docelowej, to nie zawsze jest mi po drodze z owym wydawnictwem. Generalnie, i za przeproszeniem, dla mnie to magazyn do autobusu i WC. Proste treści, nieskomplikowane rozmowy, ładne obrazki. Nie wymaga skupienia, myślenia, ciszy i głębokiej refleksji. Nie przypominam sobie ani jednego tekstu, który w jakiś sposób skłoniłby mnie do zgłębienia tematu, zatrzymania się, wytchnienia. No nie po to jest ta gazeta. Ma za to pokazywać to co modne, na czasie, to co hot.

I tutaj powracam do numeru listopadowego, urodzinowego. Czytam, jak zwykle bez spiny, kiedy nagle zaczynam się jeżyć. Na Warszawę. Rozmawia z redaktor naczelna Monika Stukinos z projektantką Anią Kuczyńską.  No, jak miło. Panie przez parę akapitów spijają sobie z dzióbków jak to cudownie wychować się Warszawie. Ta chodziła na lody na taką ulicę, a tamta wisiała na trzepaku na innej (nie cytuję bo gazetka poszła już w kolejne ręce, więc z głowy wszystko). Och jak cudownie drogie Panie. Wiecie co mówi mi ulica x i na niej cukiernia? Niewiele. A co Paniom powie kawiarnia Chopin na 3-go Maja w Katowicach? Równie niewiele pewnie. A co Wam powie, że chodziłam do sosnowieckiego Staszica? W mundurze, w przebranych butach i bez makijażu? Pewnie nic również, bo Panie nie stąd. A ja nie z Warszawy. Jak większość Czytelników, i pewne miejsca i ulice kojarzymy, ale BEZ PRZESADY. Rozumiem, że projektantkę ukształtowało miasto. Bosko! Po to jest jednak prowadzący wywiad, by tak pokierował tekst, by był przejrzysty dla reszty świata.

Pewnie bym się nie przyczepiła, ale… w tym samym numerze mamy wywiad z Łukaszem Simlatem, bardzo proszę – mym krajanem. I tam, redaktorka Agnieszka Sztyler-Turovsky, pokazuje jak bardzo w nosie można mieć nie-Warszawę. Simlat pochodzi z Sosnowca jak ja, a pani Agnieszka wmawia mu śląskie wychowanie. Bo przecież po co research, po co jakiekolwiek pojęcie o tym czym jest Zagłębie i dlaczego kulturowo nie jest Śląskiem. Szkoda Panie Łukaszu, że nie urodził się Pan na Pradze. Redaktorki na pewno by się nie pomyliły…

Jadę dalej, już mocno poirytowana. Widzę, oczywiście, gorąca sesję Marty Dyks w stolicy. Jaki czad, jak miło i cudnie. Marta przecież urodzona w Bydgoszczy. Zaczynam się czepiać, ale moja irytacja rośnie. Bo przecież organizacja sesji zdjęciowej nie w Wawce jest nazbyt skomplikowana. A tak to przynajmniej możemy zrobić gorący temat numeru czyli o tym jak stolica rośnie w siłę na tle miast europejskich. Owacje.

Czara goryczy przelała się, kiedy na ostatnich stronach znalazłam adresy butików. Tych najgorętszych, warszawskich.

Zamknęłam gazetę naprawdę wściekła. I apeluję – niech się Państwo Redaktorstwo zainteresują tym, co dzieje się w Polsce. Zapraszamy do innych polskich miast. Kraków, Gdańsk, Wrocław, Lublin, Katowice, Poznań, Szczecin, Bydgoszcz… My naprawdę mamy modę, design, ciekawe miejsca, interesujące adresy, zdolnych artystów.

Czy Państwo wiedzą, że Zuza Bijoch pochodzi z Katowic? Botaniczni bracia Paprocki&Brzozowski z Dąbrowy Górniczej i Zawiercia? Wiecie jak wielu zdolnych wydał na świat Śląsk i Zagłębia? Nie chcę Wam pomagać. Mam w nosie, bo Wy też nas macie. Żałośnie mało piszecie o reszcie kraju. No tak, bo przecież wszystko jest pod nosem – eventy, spotkania, goście, pokazy, gwiazdy i celebryci. Resztę tematu pewnie załatwiają jakieś informacje prasowe. A gdyby tak wsiąść w pociąg i przejechać do Katowic (innego miasta w Polsce)? Uwierzcie na słowo- nie jesteśmy prowincją. Jesteśmy fajnymi ludźmi, dzieje się u nas wiele, żyjemy w ciekawych miastach z boską architekturą.

Odpuście nam Warszawę.

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x