beglossy od serca – edycja lutowa!

Lutowe pudełeczko beglossy przybrało barwy czerwieni. To oczywiste, wszak drugi miesiąc w roku przepełniony jest miłością, namiętnością i… całkiem dobrą paczką kosmetyków. Zima powolutku odchodzi w zapomnienie, szykujemy się na pierwsze słoneczne dni (na Śląsku od kilku mamy prawdziwe przedwiośnie, jupi!), więc zacieramy łapki i mamy nadzieję na małe odświeżenie i poprawienie kondycji naszej skóry po chłodnych miesiącach. Czy Walentynkowy box sprzyja miłości do wiosny?

I jakie jest to pudełeczko?:

Po otwarciu czerwonego pudełeczka przyklasnęłam, bo już na pierwszy rzut oka widziałam, że w środku są kosmetyki, które akurat się przydadzą bo dotychczasowe sięgnęły denka. Ku mojej uciesze znalazłam serum  Flavo-C marki Auriga. Obiecujące, choć naprawdę niewielkie opakowanie używałam w zespół z Physiogel, kremem łagodzącym. Ten duet z beglossy przypał mi do gustu, choć wystarczył zaledwie na 4 dni (nakładany obficie na twarz i szyję rano i wieczorem). Po tak krótkim czasie mogę na pewno stwierdzić, że moja twarz była mniej przesuszona (a miałam z tym kłopot), skórka lekko napięta i gładsza. Z przyjemnością powtórzę kurację pełnowartościowymi produktami. Podczas kuracji powyższymi produktami zaczęłam używać również toniku Kueshi, który bardzo ładnie odświeża, ale nie posłuży jako kosmetyk do demakijażu. Nie radzi sobie z tuszem do rzęs czy szminką, więc jeśli lubicie, by Wasz tonik miał i tę właściwość, to zły adres. Mnie oczywiście podoba się również różowy kolor. Do hitów wrzucam lakier do paznokci marki Postquam. Przy dwóch warstwach (mam kolor maliny) dostajemy piękny manicure, który przeżyje z nami co najmniej 5 dni. Byłabym zawiedziona, gdyby trafił mi się brzydki kolor. Teraz trzy produkty słabsze. Po pierwsze krem Dermo Pharma Skin Repair Ideal Bronzer. Zapowiada się całkiem nieźle; przyjemnie pachnie czekoladą i nie podrażnia. Prosto się nakłada, nie zostawia smug… Niestety po kilku godzinach zaczyna pachnieć typowym samoopalaczem, czego nie znoszę. Jeśli komuś to nie przeszkadza, to zyska ładny, naturalny efekt nawet na jasnej karnacji. Hydrożelowe płatki Efektima zupełnie nic nie zrobiły mej skórze pod oczami; być może przy systematycznym używaniu, ale na pewno nie po jednorazowym. Raczej nie wrócę. I na koniec coś, co absolutnie nie odpowiada mnie, a Lona jest tym zachwycona – Styliste Ultimate, czyli mus zwiększający objętość włosów marki Schwarzkopf. Ma śliczny kolor, świetną konsystencję i pięknie pachnie. Jednak moje włosy są obciążone, szybko przetłuszczone i nie widzę żadnego efektu. Kosmetyk trafia do Lony!

beglossy luty-beglossy (7)beglossy luty-beglossy (1)beglossy luty-beglossy (8)beglossy luty-beglossy (9)

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x