Czerwcowe beGlossy – Hello Sunshine!

Jest! Choć mamy wrażenie, że jakoś niebardzo go widać. Zamiast zapanować nad całym Śląskiem (ba, niech będzie – całą Polską), to przyniosło deszcze i ochłodzenie. Hej, Lato, prosimy – rozgość się na dobre. Nie musisz dawać nam wielkich upałów, ale choć sporą dawkę słońca, ciepły deszcz wieczorem i bardzo orzeźwiające powietrze. Bo mamy ochotę siedzieć do późnych godzin na balkonach albo pod kawiarnianymi parasolami i wspominać czasy, kiedy lato równało się słowu wakacje.

Znalazłyśmy jednak jeden maleńki plus – mamy jeszcze odrobinę czasu, by do prawdziwego letniego maratonu się przygotować. Do wymarzonego wyjazdu, do dni spędzonych w naszych miastach, do ochrzczenia nowego roweru, który już niebawem dotrze. Beglossy przygotowało dla nas box wypełniony kosmetykami w sam raz na letnie doszlifowanie ciała i ducha. A co w nim? Już mówimy i opowiadamy, co czujemy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
WSZYSTKIE ZDJĘCIA ILUSTRUJĄCE WPIS WYKONAŁYŚMY APARATEM OLYMPUS PEN E-PL7

Opinia Leny

Po otwarciu wieczka i pierwszy, szybkim przejrzeniu produktów wiedziałam, że jest naprawdę przyjemnie. Każdy kosmetyk miałam ochotę użyć od razu! To dobry znak. Na pierwszy ogień poszła piękna, wiśniowa pomadka w kredce Lord&Berry. Świetna barwa, której o dziwo nie mam w swoim zbiorze. Prosta aplikacja, przyjemne uczucie na wargach i brak przesuszania. Nie zgodzę się, że jest bardzo trwała – po spożyciu obiadu była dość mocno zjedzona, zwłaszcza w środkowej partii ust. Myślę jednak, że to fajna opcja na letnie imprezy z drinkami z palemką. W pudełeczku znalazł się także tusz do rzęs IsaDora All Day Long, który znam. To bardzo fajny produkt do dziennego makijażu – wydajny, ładnie rozczesuje rzęsy, nie osypuje się i jest trwały. Wiem, że początkowo jest dość wodnisty, ale to kwestia wprawy. No i, choć to niepopularne, cieszę się z miniaturki bo jest idealna do wakacyjnej kosmetyczki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeśli chodzi o pielęgnację, to pudełeczko ma w środku m.in. krem do depilacji Veet z masłem Shea. Powiem Wam, że rzadko używam kremów – mam maszynki i oczywiście depilator. Ale… to najlepsza alternatywa do miejsc intymnych. Delikatny, nie podrażnia, przyjemnie pachnie. Choć kąpiele w morzu i basenie to nie moja działka, to produkt na plus! Podobnie jak Glov Quick Test. Co to? Niewielka gąbeczka do mycia twarzy. Usuwa makijaż wyłącznie za pomocą wody. To fakt. Lona jest nią zachwycona, a ja mam swoje niezawodne produkty do oczyszczania [klik] i nie jest to dla mnie oszałamiające. Wezmę na pewno na wakacje bo produkt jest malutki, funkcjonalny, ale nie radzi sobie np. z Benefit „They’re Real”.

Ostatni na liście! Łagodząca maseczka do twarzy (po opalaniu) Purederm. Minusy to zapach, dość duszny i mdły, oraz w mojej opinii forma. Nie lubię tych „plasterków” na twarzy – kleją się, spadają i nie sięgają do szyi. A jak wiadomo ta pierwsza zdradza dojrzały wiek. Mimo tego produkt jest niezły – twarz po 25 minutach aplikacji jest gładka, nawilżona, miękka. Nie potrzeba jej kremu. Plus za działanie, ale minus za formę. Szampon Prosalon z olejkiem arganowym użyłam raz – to znów dobre opakowanie na wyjazdy. Szkoda, ze już na drugim miejscu w składzie znajduje się SLS, co mnie zaskoczyło bo podczas mycia niewiele było piany. Ale produkt dobrze zmywa zabrudzenia, przyjemnie pachnie. Jednak nie obejdzie się bez dobrej odżywki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bardzo słabo wypadł krem Charmine Rose β-hypo z filtrem 30. Szkoda! W kilka chwil po nałożeniu zauważyłam na twarzy mnóstwo suchych skórek. Na brodzie, nosie, nawet na czole. Poza tym krem jest gęsty, słabo się rozmasowuje, nieprzyjemnie pachnie. Producent mówi o nawilżaniu i równoważeniu Ph – oj nie. Nie u mnie.

Opinia Lony

Jedno z moich ulubionych pudełek beGlossy ever! Na pierwszy rzut oka nie robi powalającego wrażenia, ale jest pełne niespodzianek. Pozytywnych! Bo jeśli chodzi o podstawową funkcję subskrypcji boxów, czyli możliwość odkrywania nowości kosmetycznych, o których istnieniu nie mamy pojęcia, to jest mistrz!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Absolutnie zakochałam się w rękawiczce oczyszczającej Glov! Maleńki ręczniczek z magicznego włókna naprawdę działa! Zmywa makijaż, nawet oczu, bez kropli detergentu! Lekko peelinguje, przyjemnie oczyszcza, działa szybko i równie szybko schnie. Jedyna wada to podróży rozmiar, ale z przyjemnością kupię większy do codziennego oczyszczania twarzy. Bye bye micele, papa żele i olejki!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolejnym, bardzo pozytywnym zaskoczeniem była mascara wydłużająca IsaDora. Małe opakowanie kryje sprytną silikonową szczoteczkę, która pozytywnie zaskakuje łatwością aplikacji produktu i efektem idealnie rozczesanych rzęs. Ale najlepsze jeszcze przed nami! Ten tusz jest diablo trwały, trzyma się rzęs jak przyklejony na Kropelkę i trwa aż do momentu zmycia (oczywiście za pomocą Glov). Co prawda na co dzień i tak wolę pogrubiający Collistar, ale dla dziewczyn o grubszych rzęsach IsaDora będzie ukochanym tuszem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeśli w pudełku beGlossy znajduję produkt ‚made in Korea’ to wiedzcie, że jestem kupiona. Kocham koreańskie kosmetyki i filozofię dbania o urodę (czytaliście już wpis o mojej ulubionej koreańskiej marce Laneige?) dlatego z maski-kompresu Purederm ucieszyłam się jak dziecko. Co prawda nie opalam się, więc nie mogę powiedzieć, jak maska regeneruje skórę podrażnioną przez słońce, ale świetnie nawilżyła i ujędrniła moją buzię. Robi to, co wszystkie koreańskie sheet masks – napina, odświeża, nawilża, dodaje blasku. A wszystko w formie wygodnego kompresu. Idealna opcja na wieczór z maseczką i książką.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bardzo polubiłam także krem do depilacji Veet z serii Natural Inspirations, bo działa tak dobrze, jak wszystkie kremy Veet, a pachnie delikatnie, kwiatowo i w ogóle niechemicznie. Używa się go przyjemnie i dość wygodnie, a dołączona szpatułka pomaga zebrać produkt i włoski szybko i bezproblemowo.

Bardzo polubiłam także szampon do włosów Prosalon Argan Oil, bo zaskakująco ładnie wygładza, a po użyciu włosy są miękkie i nawet bez odżywki dają się łatwo rozczesać. Cena jest bardzo przyjazna, z pewnością jeszcze do niego wrócę.

Ale największą miłością zapałałam do pomadki w kredce marki Lord&Berry w pięknym malinowoczerwonym odcieniu. Opakowanie bardzo estetyczne i malutkie -idealne do poprawek w ciągu dnia, do tego niezła trwałość i wielka precyzja w nakładaniu. Oklaski dla zespołu beGlossy – wreszcie w pidełeczku mamy szminkę do ust, która jest naprawdę matowa! A efekty? Zobaczcie na zdjęciu, jak prezentuje się makeup wykonany tuszem BeLong IsaDory, kredką Lord&Berry (a także moimi ulubionymi cieniami Naturally Yours z Zoevy). Bardzo jestem ciekawa, czy się Wam podoba :)))

glossy-beglossy-makeup-isadora-longlash

PS Jedyny kosmetyk z pudełka, którego nie polecam, to krem z filtrem SPF30 Charmine Rose.
Niestety bieli skórę, a to nowoczesnym filtrom nie powinno się już przydarzać.

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x