Wielki test kosmetyków Bell z Biedronki

Pomysł na przeprowadzenie inspekcji wsród biedronkowych produktów Bell chodził za mną od dawna. Impuls by to zrobić przyszedł, kiedy zobaczyłam wypełnioną po brzegi szafę w mojej lokalnej Biedronce (chyba była dostawa). Wybrałam dla Was osiem produktów, tak by stworzyć mejkap (prawie) jedną marką.


Jeśli jesteście ciekawi, jak wypad test kosmetyków Bell, które znajdziecie w Biedronce – zapraszam serdecznie.



#Oh My Blur! Make-up Base,
20 g za 10,9zł


Baza wygładzająco-nawilżająca schowana jest w lekkiej, poręcznej tubie. Jak przekonacie się poniżej, opakowania Bell nie zawsze robią dobre wrażenie, ale w tym wypadku wszystko jest okej. Schludnie i estetycznie. Baza ma żelową formułę, o lekkim zapachu (szybko się ulatnia), która bardzo prędko wchłania się w skórę.

Jeśli chodzi o wygładzenie, to widzę minimalne zatuszowanie rozszerzonych porów. Natomiast faktycznie delikatnie nawilża i stanowi całkiem niezła kanwę do aplikacji podkładu. Czy jest świetna? Nie. Czy jest zła? Również nie. Sympatyczny średniaczek, który jest na tyle lekki, że sprawdzi się również na cerze mieszanej.


Ultra Satin Foundation Mattifying Effect,
30g za 19,9zł


W zasadzie sama dziwię się sobie, że wybrałam podkład, który ma w opisie słowa – matujący, długotrwały. Chyba skusiła mnie ta obietnica satyny w nazwie. I kolor! Wybrałam wersję o2 Vanilla i doskonale trafiłam. Odcień mojej skóry w 100%. Ale sama linia kolorystyczna jest uboga, i z tego co pamietam to są tylko trzy odcienie do wyboru. Jeden jaśniejszy i drugi ciemniejszy od mojego. Wygodna pompka i lekkie opakowanie na plus.

Ultra Satin jest absolutnie matowy. Ba! Dawno nie miałam do czynienia z tak solidnym matem, ani grama satyny tam nie dostrzegam! Na mojej cerze zaczyna się lekko wyświecać w okolicach nosa i czoła po ok. 3h od nałożenia. Czyli, jak większość produktów tego typu. Krycie ma średnie (maksymalnie), ale ładnie wtapia się w skórę, nie oksyduje, wygląda naturalnie (mimo, że podkreślę raz jeszcze – jest to turbo mat). Trwałość produktu jest również niczego sobie – bez problemu będzie towarzyszył w pracy czy na uczelni przez dobrych 8-10h.

Nie zostaniemy bardzo bliskimi kolegami, bo już nie używam się z tak matowych formuł, ale dla właścicielek cer mieszanych i tłustych, może być on ciekawą propozycją.


No Cake Bake Loose Powder Banana Fragrance Mineral Pigments, 6,5 g za 15,99zł


Bananowy puder od Bell, który w składzie zawiera np. skrobię z tapioki, ale także talk, i to na pierwszym miejscu. Jest żółtawy, jednak naniesniony na skóry jej nie barwi na żółty kolor i ma bardzo wyrazisty zapach banana. Nawet dość przyjemny. Szczerze powiedziawszy kupiłam go absolutnie nie wierząc w to, że może mi się spodobać. Do tej pory moje spotkania z bananowymi pudrami były naprawdę średnie. No i opakowanie jest niezbyt ładne (bardzo tanie) i niepraktyczne – puder się sypie, nawet mimo gąbeczki, którą ma zatrzymywać produkt.

Muszę przyznać, że jest świetnie zmielony, przez co jedwabisty w dotyku. Jednak robi na buzi efekt matu, nawet dość płaskiego. Spróbowałam zapiec nim makijaż, bo w końcu nazwa sugeruje, że się do tego nadaje, ale tak matowe wykończenie wygląda na mojej cerze mało estetycznie. Kiedy omiatałam nim buzię przy użyciu puchatego pędzla było całkiem nieźle, wolę jednak bardziej świetliste wykończenia. Ale… bardzo ładnie wygładza cerę, robi tzw. efekt blur na buzi.

Znów mam wrażenie, że prędzej może spodobać się fankom produktów ultra matujących, trzymających w ryzach sebum.


Matte Face Contour Palette Mineral Pigments,
19g za 14,99zł


Po lekkim narzekaniu, opowiem o produkcie który zaskoczył mnie bardzo na plus! Jest to trio do konturowania zawierające puder rozjaśniający, bronzer ocieplający i kontur. Trzy produkty w kamieniu o świetnie przemyślanej kolorystyce i przyjemnym, budyniowym zapachu. Minus to brzydka naklejka na plastikowym opakowaniu, które samo w sobie jest ok, ale… wiecie jak po kilku dniach częstego używania wyglądają brzegi naklejek.

Jeżeli jednak komuś to nie przeszkadza, to paletka do konturowania jest warta grzechu. Odcienie bronzerów są pięknie wyważone (ciepły nie jest ceglasty, a chłodny ma śliczny kakaowy odcień), pigmentacja bardzo w porządku, ale pudry trzeba stopniować, co według mnie jest super, bo nie zrobimy sobie plam. Niedawno pisałam Wam o bronzerach i z całą mocą stwierdzam, że propozycja Bell to hit w drogeryjnej cenie.

Puder rozjaśniający nadaje się także pod oko, a i do omiatania całej buzi. Warto zapolować na ten zestaw do konturowania twarzy.


Mineral Pigments Glow Palette,
10 g za 15,99zł


Zachwycona paletką do konturowania miałam spore oczekiwania wobec paletki z rozświetlaczami w kolorze złotym i różowawym. Co ciekawe, tym razem na ma naklejki na pudełku, a ładne tłoczenie. I już produkt wygląda lepiej! Dobór kolorów jest rozsądnie przemyślany – mamy cieplejsza i chłodniejszą opcję, więc np. będzie to całkiem fajna opcja do podróżowania.

Same rozświetlacze dają lekki błysk, który teoretycznie można zbudować, ale mam wrażenie, że oba kolory nie tylko rozświetlają, ale i rozjaśniają miejsca, na które są aplikowane. Co może wyglądać dziwnie, kiedy nałożymy produktu bardzo dużo. Według mnie to przeciętniak. Lub produkt dla fanek tak naturalnego, lekkiego blasku, którego niemal wcale nie widać.

Mój sposób na uratowanie tej paletki, to aplikacja rozświetlaczy na ulubiony róż, wówczas ten zmienia formułę na bardziej błyszczącą, a rozświetlacze nie rozjaśniają tak mocno cery.


Pressed Pigment Palette Mineral Pigments,
15 g za 19,9zł


Paletka z 10 cieniami w dwóch wykończeniach – matowym i błyszczącym, o naprawdę ładnych, cieplejszych odcieniach Warm Memories wygląda na naprawdę uniwersalną i przemyślaną. W zestawieniu mamy matowe beż, czerń, brązy oraz rozświetlające odcienie złota, brązów, miedzi. Kolory cieni może nie są szczególnie zaskakujące, ale selekcja barw daje możliwość stworzenia pełnego makijażu – dziennego i wieczorowego.

Mojego serca nie podbiło błyszczące złoto, które widzicie na zdjęciu poniżej. Aplikowane palcem, na mokro, nieszczególnie oddaje blask. Jest leki błysk, ale taką mocą metalików mogliśmy się interesować dekadę temu. Lepiej wypada miedź i brudny brąz.

Zdecydowanie więcej dobrych słów dostaną ode mnie cienie matowe, którymi bez problemu zrobiłam przydymioną kreskę, a także  wzmocniłam załamanie powieki czy zewnętrzny kącik. Najmniej mocy ma w sobie odcień bordowy – podczas aplikacji zamiast bordo mamy ciemny róż, który może nam posłużyć co najwyżej jako transfer czy kolor do roztarcia. Reszta matów jest ok!

Generalnie czuję, że większość z nas ma kolory z paletki w swoich zbiorach, więc nawet jeśli napiszę jest w porządku, to jakoś nie sądzę, by tłum pognał na zakupy. Alę, żeby nie było – jest ok!


Royal MAXXX! Grand Volume Dimension Mascara 4D,
9ml za 12zł


O tuszu do rzęs będzie bardzo krótko – nie sprawdził mi się wcale. Szczoteczka obiecywała dużo – jeden raz i bum, rzęsy w 4D. Jest wprost przeciwnie – muszę aplikować wielokrotnie, wyczesywać i dokładać produktu, by dojść do efektu, jaki mnie satysfakcjonuje. Czyli naprawdę grubych rzęsior. Na plus – produkt nie skleja włosków, nawet jak przejadę szczoteczką z 40 razy:D Taki minimalny, naturalny efekt lubi moja mama, ja lubię ten niemal teatralny. Dlatego ode mnie pas.

 


KISS, Shiny Lipstick, 10,9zł


W przypadku szminki KISS (numer jej jest zagadką, gdyż nie ma go na opakowaniu) mogę powiedzieć, że jest to formuł trochę retro, i smak także, ale za to jest komfortowa i nawilżająca. Daje efekt lśniących ust, trochę jak po błyszczyku, ale przy tym dość wyraźnego, naturalnego koloru. Szminka nie jest bardzo trwała, ale aplikuje się intuicyjnie i prosto o poprawki.

Naprawdę całkiem w porządku. I tutaj dodam, że szminka bije na głowę pomadki Glam Shop. Wiem, że to inne wykończenia (Glam to mat), ale o niebo lepiej nosić coś lekkiego i nawilżającego, niż ciężki w aplikacji, rolujący się i tępy mat z Glamu.


Jestem ciekawa, jakich produktów Bell z biedronkowej szafy używacie i polecacie!


Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x