Kilka dni temu znowu „przerobiłam” rozmowę o blogerach, jutuberach i wszystkich osobach, które rozwijają się dzięki sieci. Wiecie, że po raz kolejny musiałam tłumaczyć fenomen siły Internetu? I tego, że blogowanie ma wpływ na opinie innych ludzi? To wydaje się niemal niemożliwe, ale jednak nadal są ludzie, którzy nie zauważają siły naczyń połączonych, jaką jest Internet i rynek. Mimo, że kiedy ich spytasz, to… zazwyczaj czerpią swą wiedzą z blogów. Bo szukają przepisu na rosół, sprawdzają jaki krem działa na zmarszczki i czy uda im się samodzielnie naprawić koło od roweru.

Uderzył mnie jednak inny fakt. Znajomy, który z blogerami modowymi ma niewiele wspólnego, przypadkowo poznał Tuulę, czyli Jessice Stein. Dziewczyna od lat jest w blogowym „topie” i akurat realizowała jedną z kampanii reklamowych na egzotycznej wyspie. Kolega powiedział wprost – to taka fajna, miła dziewczyna. Równa, uśmiechnięta! Super, zupełnie inna niż… Dokończyłam za niego – nasze, polskie blogerki, prawda? Przytaknął.

Poczułam, po raz kolejny, jak skrajnie nieobiektywne są polskie media, i jak nadal mocno dokuczają polskim „szafiarkom”.

ile zarabiaja blogerzy (3)

Z mojej zeszłorocznej wycieczki do Stanów przywiozłam przekonanie, że oni (amerykańskie społeczeństwo, i chyba australijskie również biorąc pod uwagę sukces Tuuli) dużo się uśmiecha, ciągle powtarza „love you” i… życzy bliskim wszystkiego najlepszego. Jeśli pojawia się konkurencja, to raczej zdrowa. Zwroty „good for you” i „keep going” powinny częściej pojawiać się w naszych ustach. Tam są codziennością, która pomaga ludziom spełniać swoje mniejsze i większe marzenia.

Wiecie ile osiągnęły polskie blogerki? W ilu zagranicznych kampaniach wzięły udział? Ile firm, modowo-urodowych potentatów, realizowało z nimi swoje akcje marketingowe? Sukcesy Julii, Jessiki, Tamary czy Kasi są jednak zupełnie niezauważane przez media.

Chriara Ferragni jest we Włoszech uważana za gwiazdę. Liczącą się i wpływową osobistość, która ma do powiedzenia w świecie mody więcej niż niejedna dziennikarka. Bo jej siła tkwi w szerokiej publiczności, którą zgromadziła samodzielnie. Podobnie jak nasze dziewczyny. Jednak kto by się przejmował i pisał o ich kampaniach z Versace, Dior czy Chanel? Kto podkreśli fakt, że jutuberki tworzą własne marki i sprzedają swoje produkty? Wyłącznie media branżowe.

ile zarabiaja blogerzy (1)
Kiedy na okładce pisma pojawia się blogerka – zawsze kupię! Solidarnie!

Na Pudelku przeczytamy jedynie o tym, czy ktoś nie jest czasem za szczupły i czy jego usta są naturalne, jaką wpadkę zaliczył i z kim się pokłócił. Obraz blogerek stworzony przez polskie, masowe media jest naprawdę przykry. I nie chodzi tylko o bulwarówkę, ale o prawdziwy brak zainteresowania realnym sukcesem dziewczyn i chłopaków. Wcale nie dziwię się, że tak wiele osób daje znak równości między blogerką, a jakimś… pustostanem umysłowym. Jednak, czy gdyby te blogerki były tak „głupie” to czy największe marki tego by nie zauważyły?

Ktoś powie – liczy się pieniądz i oglądalność. Pewnie, ze tak. Jednak uwierzcie, że Cola Cola czy Stradivarius nie wybiorą na swoje ambasadorki osób, które mogłyby negatywnie wpłynąć na wizerunek firmy.

Zżymam się również na komentarze w stylu „co to za idolki, które nic nie robią tylko bywają i posiadają”. I jeszcze nie potrafią wysłowić się po angielsku, nie mówiąc o tym, ze i z polskim mają problemy. Drodzy! Nie wiem, czy każdy miał okazję stanąć przed kamerą i wypowiedzieć kilka słów. Zdajecie sobie sprawę jak paraliżujące jest oko kamery? Naprawdę odbiera mowę, a człowiek zaczyna się plątać. Pomaga wyłącznie doświadczenie przed kamerą. Dajmy spokój wpadce „vivivi”, bo dam sobie rękę uciąć, że większość popłynęłaby sromotnie, gdyby miała znienacka przedstawić się w obcym języku zagranicznemu dziennikarzowi.

Okej, przyznam szczerze, ze ja też mam czasem ochotę pofantazjować. Wyobrażam sobie, że dzieciaki nie grają w zbieranie Pokemonów na mieście, tylko ściągają aplikację, w której radośnie oznajmiają kolegom z klasy i podwórka o kolejnej przeczytanej książce, zobaczonym zabytku, zrozumianym wzorze z matmy, udanym doświadczeniu z chemii i nowopoznanym słówko z hiszpańskiego. Takie moje wymarzone „Science&Culture to Go”. Ależ by było! Mój wewnętrzny kujon nie posiadałby się z radości.

ile zarabiaja blogerzy (5)

No to teraz, bez hipokryzji  – tak nie było, tak nie będzie. Snobowanie się na wiedzę zawsze było domeną mniejszości. Igrzyska, byle krwiste, i chleb; to rozrywka dla mas. Wszyscy krytykanci, którzy wytkają blogerkom puste stany umysłowe, niech samodzielnie stworzą listę przeczytanych w tym roku książek, obejrzanych wartościowych filmów i seriali, odwiedzonych galerii sztuki, muzeów czy zaliczonych koncertów. Nie, nie tych juwenaliowych.

Po raz kolejny uzmysławiam sobie, że „ludzie Internetu” są wygodnym kozłem ofiarnym, który od lat skutecznie pełni rolę wentyla bezpieczeństwa. Bo zarabiają „za nic” i tylko leniuchują. Taka „prawda”, powtarzana przez tysiące ust, staje się dla niektórych jedyną słuszną. Niezweryfikowaną. A przecież, by stwierdzić, ze nie lubisz kakao, musisz go najpierw spróbować, prawda? Ale kto by się wysilał, łatwiej zawierzyć temu, co przypadkowo usłyszane.

Ach, łapmy sobie Pokemony, czytajmy książki, wrzucajmy fotki na instagrama i wyluzujmy. Powtarzajmy bliskim „keep going” i ” good for you”, bo to znacznie bardziej motywujące niż ciągły jad.

Bo wiecie: media kłamią. Serio!

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x