Środowe popołudnie, po pracy. Lena: Robimy zdjęcia? Ja: Trochę zimno, ale co tam. Robimy!
Jedziemy szukać ciekawego miejsca. I oto jest. Długi czerwony mur oddzielający od eleganckich nowszych bloków stare ceglane osiedle. Jedno z sosnowieckich ‚gett’. Okropne miejsce do życia, za to… jak dla nas – piękne w swej brzydocie.


Wysiadamy z auta. Wieje tak mocno, że muszę trzymać ręką kapelusz. Nie no nie mogę wiecznie w tych zimowych kurtach chodzić! Buntuję się i zrzucam zimówkę. Ojjj zimno! Oj wieje! Oj trudno ustać spokojnie choć chwilę, łzy po polikach lecą. 3 minuty – tylko na tyle mnie stać. Ale jest kilka zdjęć. I uwieczniony kombinezon z Promodu, w którym od miesiąca chodzę nałogowo. Jest też wyjątkowa obrączka z napisem CHANGE (o tym, co się u mnie zmienia niedługo napiszę, tymczasem zdradzę tylko, że obrączka pochodzi z She Bijou) i beżowa skóra (obstawiam beż czarnym koniem tego sezonu).
Na więcej nie starczyło krzepy i sił. Enjoy!

Blogowanie boli i prowadzi do łez! Really 😉

Promod jumpsuit | Glitter hat | Monnari jacket |  Ryłko shoes |  Venezia, H&M bracelets |  She Bijou ring

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x