Oko w stylu paryskim – sprawdzamy nowości Bourjois.

Na naszym instagramie jednogłośnie daliście znać, że chcecie recenzji kosmetyków do makijażu oka od Bourjois, które pojawiły się u nas w paczce PR. Zatem nadchodzimy!


A jeśli mielibyście pytania odnośnie jednego z najlepszych fluidów drogeryjnych od francuskiej marki, to spieszymy z recenzją podkładu Always Fabulous. Niezmiennie go uwielbiamy i przy poniższych mejkapach był w użyciu. Ofkoz!


Rozświetlone smoky wykonane paletką – RUE DU CAFE

Tusz do rzęs Always Big Lashes Oh, Oui!


Czerwone opakowanie, a w nim czarny jak smoła tusz! Często bywa tak, że maskary zyskują na mocy po kilku aplikacjach, kiedy przestają być wodniste, dostaje się do nich trochę powietrza. W tym wypadku spektakularny efekt otrzymujemy od pierwszego użycia. Pogrubienie, które z łatwością budujemy, wydłużenie i rozczesane włoski.

Grubą, ale wyprofilowaną szczoteczką sprawnie manewruję między rzęsami, nie sklejam ich i nie tworzę na nich brzydkich grudek. Do tego zero łzawienia i trwałość na cały dzień. Nie znajduję żadnych minusów, używam codziennie od momentu, kiedy go otworzyłam.


Maskara do brwi Brow Fiber Oh Oui!


W żelowej masakrze do brwi znajdują się niewielkie włókienka, które aplikowane na włoski, powodują ich optyczne zagęszczanie. Formuła pewnie znana wielu osobom, które lubią Gimme Brow od Benefit. Tym razem jednak dostępna w drogerii. I to w trzech odcieniach. Ja używam 003, a Ilonka 001 – oba mają chłodne, bardzo twarzowe tony. Wersja 002 do opcja dla rudowłosych.

Moje brwi nie wymagają wielu ruchów – rozczesanie, dopełnienie kilku luk i voila, są gotowe. W wypadku Brow Fiber wystarczy, że je przeczeszę, a żelowa formuła z włókienkami ładnie wypełnia braki, i co najważniejsze – jest odporna na ścieranie. Jeśli weźmiecie cienki pędzelek, to z łatwością dorysujecie włoski, którym nie będzie straszny ani deszcz, ani trudy całego dnia. I to potwierdza Ilonka, która musi namachać się odrobinę więcej, by zagęścić swoje łuki brwiowe.

Makijaż paletką Place de L’Opera

Paletki cieni Rue Du Cafe oraz Place de L’Opera


O paletce brązowej – Rue Du Cafe opowiem nieco więcej, bo jest dostępna w Rossmannie. To najgrzeczniejsza paletka nude, jaką tylko możecie sobie wyobrazić. Zawiera cztery cienie matowe (beż, biel, jasny i ciemny brąz) – formuła ich jest dość sucha, ale prosta we współpracy. Za to swatchują się fatalnie, więc niech to nie będzie dla Was jedyna podpowiedź przy zakupowej półce. Na oku (jak widzicie na fotce) widać ładnie kolory.

Do matów dostajemy również cztery cienie błyszczące (złoto, szampan, jasny i ciemny brąz). To nie są jakieś spektakularne błyski, ale nałożone na mokro dają sobie radę. Generalnie paletką nie da się popełnić błędu, ale za to możecie stworzyć szybkiego dzienniaczka czy klasyczne smoky.

Czy znam lepsze palety? Tak. Czy ta jest zła – nie. Obawiam się jednak, że wiele z Was ma już podobne odcienie w swoich zbiorach.

Paletka w wersji różanej jest zdecydowane słabsza. Tym razem jest to pięć matów i trzy błyski. Bordowy, matowy cień się bardzo pyli i niestety ma przy tym mało pigmentu. Kiedy próbuję pogłębić makijaż ciemnym brązem, dokładając do bordowego koloru – robię sobie plamę. Biel z drobinami to w zasadzie topper, który daje efekt dopiero na innym kolorze. Srebrno-szary i różowy odcień metaliczny są nawet ładne, ale błysk znika w ciągu dnia.

Jak zerkniecie na ostatnie zdjęcie, to zobaczycie, że makijaż nie ma w sobie prawie wcale różowego tonu, a jedynie szarości. U mnie taka kolorystyka się nie sprawdza, bo wyglądam na bardzo zmęczoną. Paletka Place de L’Opera nie przypadła mi do gustu.

Makijaż wykonany paletką Place De l’opera

I co, macie swojego faworyta na zakupowej wishliście?


 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x