Wieczorowy makijaż z nowościami Clarins

Wiosna to zazwyczaj lekkie formuły, delikatne kolory, makijaż sprzyjający trendom na „no makeup makeup”.

Ale przecież nie zawsze mamy ochotę na pistacje na powiece czy truskawkowy sorbet na ustach. Ja, przyznam szczerze, nie czuję mięty do pastelowych kolorów na powiekach. Z zdecydowanie częściej sięgam po zdecydowane i wyraziste kolory.

clarins makeup
I jest dzióbek w gratisie:)

Dzisiaj przychodzę do Was z mocnym okiem, bardzo wieczorowym i roziskrzonym. Ale jego sekret tkwi w niesamowicie szybkim tempie, w jakim uzyskujemy podobny efekt. Cały sekret tkwi w pudrowo-kremowym cieniu Clarins z serii Ombre Iridescente ( u mnie w kolorze Silver Grey). Nakładam go na całą ruchomą powiekę palcem, a następnie sięgam po cień transferowy i rozcieram makijaż ku górze.

Jeśli przyjrzycie się dokładnie, to zobaczycie, że moim cieniem do roztarcia jest barwa ciepła, nieco różowawa. Dokładnie tam sam odcień noszę na policzkach i jest to przepiękny róż Skin Illusion w kolorze Golden Havana. To jeden z bardziej uniwersalnych kolorów, które pięknie zgrają się z każdym rodzajem cery.

Dla mnie to także produkt, dzięki któremu mogę na moment zapomnieć o konturowaniu; daje tak przyjemne i naturalne wykończenie.

Zewnętrzny kącik oka, to czerń z palety Palette 4 Couleurs, również od Clarinsa. W biżuteryjnym opakowaniu znajdziemy cztery, niezwykle mocno napigmentowane cienie. Zestaw piąty, to gołębio-szare kolory, idealne do rozdymionego oka. Wszystkie kolory połyskują, ale z całej czwórki to właśnie czerń jest najmniej błyszcząca.

Wewnętrzny kącik oka, to biel z pomieszana jaśniejszą szarością. Natomiast dolną powiekę przydymiłam nieco ciemniejszym szarym, i chyba moim ulubionym kolorem z całej paletki. Zależało mi, żeby tym razem kocia kreska była niewielka, roztarta i wykonana miękką kredką.

Jak wspominałam – policzki to zasługa Skin Illusion Blush, a usta to dobrze mi znana pomadka z serii Joli Rouge, tym razem w koralowym odcieniu 31. Kremowa, lekko połyskująca formuła pomadek sprawia, ze są niezwykle komfortowe, niemal tak nawilżające jak błyszczyki do ust. Przyjemny, dzienny kolor wprowadza równowagę przy intensywniejszej górze.

Jeszcze słówko o cieniach, i tych w palecie i w kremie – naprawdę zachwycają trwałością!

Wiele osób, i całkiem słusznie, kojarzy Clarinsa przede wszystkim z pielęgnacją. Ale jeśli szukacie naprawę dobrej jakości, klasycznych i uniwersalnych kolorów, i przy tym niezwykle piękny biżuteryjnych opakowań (ale z dozą elegancji, całkowicie minimalistycznych), to polecam zerknąć ku clarinsowej półce.

Te chłodne kolory to chwila wytchnienia od ciepłych, miedziano-różowych bar, jakie nieustannie noszę!

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki
Akceptuj Cookie.
x