Tylko nie bielizna! Co dawać [a czego nie] w prezencie kobiecie.

90% naszych czytelników to kobiety.

Tak mówią statystyki Googla, tak mówi Mark Zuckerberg. I wydawałoby się, że kobietom pisać o tym, czego pragną kobiety, nie ma sensu. A jednak moje drogie każda z Was posiada przy boku faceta (tylko mi się nie wzdrygać, każda! liczę adoratorów, braci, kumpli, tatusiów nawet) i od czasu do czasu coś od niegoż dostaje. W najbliższym miesiącu będą po temu przynajmniej dwie okazje: Walentynki i Dzień Kobiet.

Ty mnie chyba wcale nie kochasz!

Zanim zaczniemy narzekać na Panów (bo niby czego się można spodziewać po takim tytule?) niechaj nastąpi chwila spotkania ze sobą w prawdzie. Oczekujemy prezentów. Jako te harpie i modliszki zamierzamy przyjmować kwiaty i komplementy wzdrygając się na co uboższe/mało kreatywne/nietrafione podarunki. W końcu mamy swoje wymogi. Krokodyla co prawda od lubego nie chcemy (bo nie jest vegan friendly), ale weekend w SPA, karnet do ulubionej kosmetyczki, szminkę do Chanel (o to, to!), jak najbardziej. Znamy swoją wartość! A dobry, dopasowany prezent świadczy, że myśli, że kocha, że gotów do poświęceń. Tymczasem panowie z uporem maniaka kupują zwiędłe wiązanki, niedopasowaną bieliznę (to jest prawdziwy koszmar, jakaś zmowa firm bieliźnianych i porno-biznesu, przecież 99% mężczyzn nie zna rozmiarów bielizny swoich ukochanych! Kończy się na nieśmiertelnym 75B, które nie nadaje się absolutnie do niczego), albo – o zgrozo – przychodzą do domu z niczym. My robimy karczemne awantury, dając zadość obrazie majestatu, a i ciche dni się zdarzają. Tyyyle hałasu o te prezenty, zaproszenia, kwiaty. Przedmioty i gesty, które dla przeciętnego faceta nie świadczą o uczuciu, ale co najwyżej kobiecych fanaberiach.

To się zawsze sprawdzi!

Z prezentami jest trochę jak z modą – co sezon nowe trendy, a i tak wszyscy chodzimy w czerni. Bo choćby nie wiem jak się człowiek dwoił i troił, zwykle najlepsze podarunki to także te najprostsze. Klasyki. Co zawsze się sprawdzi? Panowie oto mała ściąga:

1/ Kwiaty. Bukiet (nie z Biedronki, nie biedne 3 kwiatki z tandetnym przybraniem, ale też nie wielki ostentacyjny kosz). Klasyczny bukiet ok. 10 kwiatów, albo i nawet maluteńki bukiecik kwiatów polnych lub ogrodowych. Bez wstążek, celofanów, gipsówek i innych zbędnych dodatków. Dla osobników mających duży problem z gustem, niechaj wyznacznikiem będzie cena. Najbezpieczniej kupić coś za więcej niż 20 złotych, ale nie więcej niż 100. Bez ostentacji, ale też bez skąpstwa (które jak wiadomo jest dla kobiety oznaką, że ‚on mnie już nie kocha’).

2/ Kosmetyki. Truizm, ale jakże podstępny i niebezpieczny. Panowie, gdyby mogli, kupowaliby kobietom same czerwone szminki, seksowne (czyli z seksownymi paniami w reklamie, ewentualnie podawane przez seksowne ekspedientki w perfumerii) perfumy albo… zestawy do kąpieli (co może być przez wybrankę zinterpretowane nie jak pan chciał – zachęta do wspólnej zmysłowej kąpieli, a raczej uwaga o braku higieny osobistej – foch jest bliżej niż myślisz :D). Tymczasem nie znam kobiety, która nie ucieszyłaby się z kosmetyku z gatunku ‚niewidocznie upiększających’. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Przeciętny facet nie wpadnie na to, by kupić kobiecie szminkę w klasycznym jasnym różu, połyskujący puder do ciała z wielkim puszkiem (nie wiadomo co robi, ale jaki śliczny!), róż do policzków Chanel, Meteoryty Guerlain albo różowy zestaw pędzli Zoeva.

3/ Świece. Dlaczego faceci na to nie wpadają? Zamiast ryzykować z perfumami, o wiele łatwiej i bardziej efektownie wypadnie pachnący prezent w postaci pięknej świecy. Albo dwóch. Albo świecy i dyfuzora. Piękne, klasyczne Yankee czy Kringle, naturalne z Pat&Rub albo ekskluzywne Diptyque (dostępne w Galilu) czy nawet ostatni hit blogerek: świece Jo Malone (bo przecież książe z bajki, który wie co to, istnieje prawda?). O ile tylko kobieta, którą chce się obdarować lubi ładne zapachy i ma emocjonalny stosunek do swego pokoju/mieszkania, to będzie piękny prezent.

4/ Czas spędzony razem. Nie musi być to superdroga restauracja. Nie musi być wypchane po brzegi kino i ’50 twarzy Grey’a’. We wspólnym wyjściu najfajniejsze jest to, że wyjście jest wspólne. Najbardziej elektryzująca randka (do której się przyznaję ;)) odbyła się w… herbaciarni. Z obecnym mężem zresztą. Siadało się w specjalnych boksach na stertach poduszek, popijało herbatę, czekoladę, zagryzało orzechami w miodzie i karmelizowanym imbirem. Był półmrok, hinduska muzyka i ten klimat randki, który jest tak fantastyczny. Rachunek wyniósł jakieś 40 złotych na nas dwoje, a smaku imbirowych pocałunków nie zapomnę nigdy.

Płaszcz Marc O’Polo | golf Nife | spodnie narciarki Mango | kapelusz Medicine | torba Bata | botki Asos | paznokcie Mazur OPI Katowice

bless-1662 bless-1679 bless-1665-horz bless-1645

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x