Co robimy jesienią? Oglądamy!

Nie powiem, by jesień rozgościła się na dobre, ale przecież wieczory są już odrobinę dłuższe, herbata smakuje jakoś lepiej. Ja noszę już w domu grube skarpety, przysięgam! No i zaczynam poszukiwanie seriali i filmów, które urozmaicą mi wieczory.


Dzisiaj kilka propozycji, z różnych kategorii. Dla każdego, coś jesiennego.



Księgą Czarownic, 2018 HBO


Cóż mogę rzec – musiałam pochylić się nad serialem o czarownicy i wampirze, prawda? Zwłaszcza, że jego akcja rozgrywa się w przede wszystkim w Oxfordzie, który pokazany jest tak malowniczo, jak i ja go pamiętam.

Ba! Prócz rozkosznych, starych uliczek, nasi bohaterowie mnóstwo czasu spędzają w bibliotece, wertują książki, piją bawarkę oraz wino i najprawdopodobniej uczucie, jakie między nimi się zrodzi (albo i namiętność!) nie będzie mile widziana wśród innych istot.

Bo jak się okazuje, świat wypełniony jest czarownicami, demonami, wampirami (albo i innymi stworzeniami, o których jeszcze nas nie powiadomiono). A my obserwujemy losy czarownicy Bishop (z tych Bishopów, z Salem), która niechętnie używa swej mocy, a jak się okazuje – ma jej w zanadrzu sporo i moc owa jest nieprzeciętna.

Intryga główna będzie się toczyć wokół tajemniczej księgi, której pożądają wszystkie istoty.  A nadmienię tylko, że między rożnymi gatunkami nie układa się zbyt kolorowo.

Po serialu nie spodziewam się fajerwerków, ale przyjemnego czasoumilania. Pierwsze dwa odcinki powiedziały mi, że takowe prawdopodobnie dostanę.


Mayans M.C., 2018 FX


Szybka zmiana tematu i serial „dla prawdziwych facetów”. Twórcą jest Kurt Sutter, czyli pan od Sons of Anarchy.

I znów mamy gang motocyklowy, i nawet pojawiają się bohaterowie z Sonsów. Są narkotyki, kartele, wojny gangów i zawiła akcja. Z podobieństw jeszcze muzyczny klimat, trochę rockowe, trochę folkowo i trochę… a no właśnie – mariachi.

Bowiem tym razem jesteśmy na granicy amerykańsko-meksykańskiej, a nasz główny bohater to EZ – chłopak, który miał szansę wyrwać się z getta (jest bardzo bystry), ale coś się nie udało. Co? Jeszcze nie wiemy. Natomiast musiał zostawić miłość życia, trafił do więzienia, a następnie stał się członkiem Mayans.

Osadzenie historii w latynoskich realiach to ukłon w stronę ogromnej, i nadal nienasyconej, publiczności. Jeśli przyjrzeć się uważnie, to spostrzeżemy, że twórcy dostrzegli wielki potencjał (dosłownie!) , jaki tkwi w „mniejszości” latynoskiej. Wreszcie wiodący bohaterowie produkcji z USA, którzy są pochodzenia meksykańskiego, kolumbijskiego czy portorykańskiego, nie odgrywają ról bandziorów, pokojówek i egzotycznych kochanek (Orange is the New Black, On my Block).

Sam serial nadal się rozkręca, ale na jego plus jest czas oczekiwania. Musimy poczekać tydzień na kolejny odcinek. Mnie sprawia to frajdę i pozwala nacieszyć się produkcją.


Dwie poniższe pozycje mają kilka cech wspólnych. Po pierwsze są to produkcje netfliksowskie z gatunku romcom, czyli komedie romantyczne. Ale! Skierowane do młodej publiczności i opowiadające o perypetiach licealistów. Teoretycznie nie dla mnie, ale jak się okazuje – millenialsi szaleję na ich punkcie.

Łączy je również męski bohater, czyli przeuroczy Noah Centino, który w obu filmach gra fajnego, inteligentnego, czułego chłopaka z drużyny. Typ ideał.

I są jeszcze dwie kobiece bohaterki, dwie skrajnie różne. Jedną lubię, drugiej nie trawię. Ale od początku…


Do wszystkich chłopców, których kochałam 2018 Netflix


Słodka i śliczna Lara Jean od dziecka fantazjuje o romantycznej miłości. I zawsze, gdy zdarzy się jej zakochać pisze list do oblubieńca. Jednak nigdy go nie wysyła, a trzyma w pudełku.

Aż pewnego dnia listy znikają i szybko okazuje się, że trafiają w ręce adresatów. Wydaje się, że świat Lary powinien legnąć w gruzach, ale dzięki tej dziwnej komplikacji, zaprzyjaźnia się z Peterem (jednym z odbiorców listu – Noah Centino) i wspólnie obmyślają plan, jak zdobyć wymarzonych „ukochanych”. Bo uznają, że między nimi nic się już nie wydarzy.

Co ważne – jedną z miłości Lary Jean jest były chłopak starszej siostry, więc sprawa jest troszkę śliska.

I choć wszystko to brzmi dość infantylnie, to film jest ciepły, pozytywny. Całkiem ładnie naszkicowane są relacje z rodzinami, które jak rzadko, wydają się być w miarę realne. Nastoletnie bohaterowie są nieidealni, ale da się ich lubić. Także tych drugoplanowych. Po seansie, tak po prostu, poszłabyś z nimi na kawę i poplotkowała…


Sierra Burges jest przegrywem, 2018 Netflix


… Za to nie z Sierrą, bohaterką kolejnej produkcji. Zapowiada się obiecująco. Sierra nie jest klasyczną pięknością; to kujonka z lekką nadwagą, grająca w orkiestrze.

Marzy o dobrej uczelni i zna swoją wartość; potrafi obronić się przed docinkami i utrzeć nosa najładniejszej dziewczynie w szkole.

Wszystko zmienia moment, kiedy dostaje smsa od chłopka. Wiadomość  nie była skierowana do Sierry, ale ta daje się ponieść emocjom, nawiązuje wirtualną relację i zwyczajnie kłamie. I to jak najęta! Do tego wykorzystuje znajomych i nie jest dla nich zbyt miła. Nie chcę Wam zdradzać fabuły, ale można było się domyśleć, że poczucie wartości, które miała Sierra było fikcją.

Niby powinnam ją zrozumieć, jakoś sobie zracjonalizować fakt, że ciało w okresie licealnym jest tak ważne, że może przysłonić chęć bycia fair. Ale złe zachowanie, spowodowane frustracją życia w ciele „nieidealnym” , nie powinno być nagradzane.

Po seansie uznałam, że nie było źle. Jednak mimo wszystko nie będę kibicować tej bohaterce, nie chcę jej lubić, nie chcę by taka postać była przedstawicielką dziewcząt i chłopaków zmagającymi się z dodatkowymi kilogramami. Bo w sumie okazało się, że wnętrze było mniej fajne, niż to co na zewnątrz.


Insatiable, 2018 Netflix


Mówiąc o tym, co piękne na zewnątrz i wewnątrz, nie mogę zapomnieć o bardzo kontrowersyjnej produkcji, która miała premierę kilka tygodni temu.

Insatiable rozgrzało publikę do czerwoności. A fakt, że dziewczyna zaczyna mścić się na wszystkich, którzy ją (rzekomo) urazili, w momencie, kiedy zrzuca kilkadziesiąt kilogramów (i wreszcie staje się „piękna”!), sprawił, że ruch #BodyPositive nie pozostawił suchej nitki na serialu.

I zupełnie niesłusznie. Bo mimo, że fabuła brzmi dość obrazoburczo, to szybko okazuje się, że serial przyjmuje konwencje satyry. I to dość mocno pogrywającej sobie z różnorakimi tematami tabu (molestowanie, niepełnosprawność, orientacja seksualna). A sam fakt, że nasza bohaterka schudła, nijak się ma do tego, jakim jest człowiekiem. Bo skorupkę można zmienić, ale piękno to przecież nie biodra, cycki i buzia lali.

Serial jest nierówny. I jak przestaje zajmować się kwestią wagi, a zaczyna zajmować problemem moralności, to nabiera tempa. I mimo, że fala krytyki nieustannie go dosięga (zwłaszcza za oceanem), to już dostał zielone światło na sezon drugi. Bo wiecie – fabuła rozwija się tak interesująco, że naprawdę warto zerknąć, co w sobie ma Fatty-Patty (złośliwa ksywka bohaterki), że trudno być wobec niej obojętnym.


No dobra, teraz Wy. Jakie nowości już widzieliście? I na jakie premiery czekacie?


Podobne wpisy