Hity i kity od Morphe. Sprawdzamy, co warto kupić!

Od niedawna w Douglasie jest dostępna marka Morphe. Pamiętam, nie dalej niż dwa lata temu, że była to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier w Polsce. Bo kosmetyki są niedrogie, uwielbiają je fani makijażu na całym świecie, a ich jakość nie odbiega ani odrobinę od drogich kolegów.


Wzięłam na warsztat kilkanaście produktów Morphe – część kupiłam, część przyszło w paczce PR. Przetestowałam i wracam z recenzją. Tak, by dać Wam dobre rozeznanie podczas zakupów. Zwłaszcza, że marka bywa na promocjach w Douglasie i perełki można kupić naprawdę w świetnych cenach.



Palety cieni dla każdego


Nie ukrywam, że pierwsza paletka Jaclyn Hill we współpracy z Morphe, to jeden z tych produktów, które polecam w ciemno jeśli chce się zainwestować w dobrą jakość, wielofunkcyjność i wydać na nią rozsądne pieniądze. Po pełną recenzję zapraszam tutaj, ale chcę zapewnić, że nadal nie zmieniłam opinii i np. cienie matowe są według mnie znacznie lepsze niż np. te z Glam Shop, Affect czy Nabla.

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma ochotę wspierać akurat Jaclyn, ale nie byłabym obiektywna, gdybym po raz kolejny nie przyznała palmy pierwszeństwa właśnie tej paletce. Kiedyś pisałam nawet, że byłaby moim jedynym wyborem, gdybym straciła wszystkie kosmetyki i mogła uzupełnić je wyłącznie produktami z drogerii. I nadal podtrzymuję ten werdykt.

Do moich ulubieńców zaliczę również nowość marki, świąteczną paletkę 35XO, która spodoba się fankom różów i fioletów, cieplejszych brązów. Dziewczęce kolory sprawiają, że jest to paletka stworzona do szybkich makijaży – do pracy, na uczelnię, na randkę. To odcienie, które schlebiają wszystkim typom urody.

Paletki Morphe, to zazwyczaj 35 cieni o różnych wykończeniach – kremowych matach, metalikach, perłach, matach z brokatem, a w paletce świątecznej znajduje się także pięknie migoczący brokat. Nakładam go na klej do brokatu, a nawet na mokro. Trzyma się świetnie.

Kilka makijąży zrobionych przy pomocy paletki 35XO.

W paczce PR przyszła do nas paletka 35V – jedyna jaką mam, która jest w plastikowym opakowaniu (kiedyś charakterystyczne dla Morphe, dziś marka raczej celuje w kartonowe pudełeczka). To, po raz kolejny fajna jakość i bardzo duży wybór kolorów. Od tych ciepłych, po chłodniejsze.

Ceny paletek Morphe z 35 cieniami kosztują zazwyczaj 125zł. Wyjątkiem są droższe współprace. Uważam, że są to propozycje nie do pobicia, jeżeli chodzi o stosunek jakości do ceny. Przyznam się, że jestem bardzo zaskoczona, że Morphe nie zostało tak ciepło przyjęte, jak się spodziewałam po wspomnianym przeze mnie wcześniej oczekiwaniu sprzed dwóch lat.

Wiem, że dziś mało kto wybiera sobie „jedną jedyną paletkę”, ale mówię szczerze – po doświadczeniach z trzema dużymi paletkami marki, mogę śmiało powiedzieć, że to strzał w dziesiątkę np. dla osób początkujących, które lubują się w brązach i nie chcą „kombinować” i dużo płacić za cienie.

Jeszcze jedno słowo o oczach, a dokładnie o przygotowaniu powiek do makijażu. Jak wiecie, jakiś czas temu całkowicie zrezygnowałam z używania korektora, jako bazy pod cienie (dlaczego? wyjaśniam w tym wpisie). Używam wyłącznie baz przeznaczonych do tego celu i właśnie primer na powieki Morphe jest jednym z tych, które warto rozważyć podczas zakupów.

Daje minimalne wyrównanie koloru powieki, ale za to maksymalnie przedłuża trwałość cieni i podbija ich kolor. Do tego jest bardzo ekonomiczny i przypuszczam, że wydając 49zł na ten produkt, będziecie go używać co najmniej rok, przy codziennym stosowaniu.

Znacznie mniej entuzjazmu wzbudza we mnie gąbeczka do makijazu Morphe. Co prawda ma świetny kształt – te wycięcia pozwalają naprawdę precyzyjnie zaaplikować podkład, korektor i puder, to jednak znam znacznie lepsze, tańsze (i miększe) zamienniki. np. ulubieniec ostatnich miesięcy – gąbeczka Ibra. W tym wypadku mówię pas.

Podobnie, jak w sprawie pudru Bake&Set  (mam odcień transparentny). Kupiłam go, by sprawdzić, czy znajdziemy nieco tańszego ulubieńca do utrwalania mejkapu i powiem tak – pewnie dwa lata temu byłabym oczarowana. Bo puder mocno matuje, świetnie zapieka. Ale są to walory, które już mnie nie przekonują. Wolę coś bardziej satynowego, a nawet rozświetlającego. A jednocześnie utrzymującego makijaż.

Jeżeli jednak poszukujesz pudru w stylu Huda Beauty (mat na beton!), to możesz śmiało sprawdzać propozycję Morphe. Zwłaszcza, że cena znów jest sympatyczna – 65zł.

Korektor Fluidity (mam odcień C 1.55 i śmiało mogłabym mieć jeszcze ze dwa tony ciemniejszy) kupiłam pod wpływem internetu i wielkiego zachwytu, jakim darzą go influencerzy. I muszę się zgodzić – faktycznie robi robotę, nie obciąża, rozjaśnia i kamufluje. Jak na moje przyzwyczajenia teraz – kryje solidnie, choć sam producent daje mu poziom średni. Według mnie mówimy tu o naprawdę godnym przyjacielu do ukrywania zasinień, ale i niedoskonałości.

Podoba mi się mocno kremowa konsystencja oraz możliwość łatwego aplikowania go palcami. Mogłabym jego siłę krycia porównać do Loreal Infallible, ale w przeciwieństwie do Loreala, nie przesusza i nie podkreśla załamań skóry. Kosztuje 49zł za 4,5ml.

Trio do ust (możecie kupić je w secie, u mnie odcień Nude Pink), to perfekcyjnie miękka kredka (Backseat Love) – odcień ten to ideał do lekkiego powiększania warg, semi-matowa szminka (Wifey) o bardzo komfortowym, kremowym wykończeniu oraz błyszczyk (POP) o lekko beżowym zabarwieniu. Każdy z tych produktów zasługuje u mnie na pochwałę, a razem tworzą naprawdę zgrany team. Co prawda, to takie bardziej beżowy nudziak (a wiecie, że wolę chłodniejsze), to musze być szczera – jest super.

Zestaw sprawia, że mam ochotę sprawdzić więcej produktów do ust od Morphe. Kosztuje 89zł.

Testowałam również mgiełkę do twarzy Luminous Setting Mist i wiem, że nie jest to ten słynny spray Morphe, który utrwala, jak nic innego na świecie (tak mawia internet;). Akurat w tym wypadku nie widzę potrzeby, by wydawać 85zł. Jest ok, ale nie robi nic, czego nie zrobi dla Ciebie mgiełka Bielendy.

I choć Morphe chwali się składem i ekstraktem z jabłek, gliceryną czy wodą kokosową, to rzeczona Bielenda Magic Water zawiera ekstrakt z mango, panthenol, glicerynę czy kwas hialuronowy. Więc nadal nie pozostajemy przy polskim kosmetyku. Nie wykluczam jednak, że wersja w areozolu jest lepsza.

Ostanie słowo należy do pędzli. Mój zestaw Eye Obsessed kupiłam w Stanach prawie rok temu i niezmiennie uważam, że jego cena (w Polsce 125zł) jest zniewalająca! Jakość tych pędzelków zachwyca mnie za każdym razem, jak po nie sięgam. A mając w pamięci ich koszt, uważam, że jest to świetny zestaw dla początkującego. Recenzję wraz z opisem każdego pędzelka znajdziecie tutaj.

W paczce PR znalazły się inne pędzelki – Eye Stunners, który również bardzo polubiłam i używam na codzień. To taki podstawowy zestaw sześciu pędzli do makijazu oka, którym zrobicie absolutnie wszystko. Włącznie z narysowaniem kreski czy odcięciem cut crease.

Bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że Morphe zaliczyło naprawdę udany debiut i niezależnie od tego, co dzieje się za oceanem (a tam drama goni dramę), to kosmetyki, jakie przetestowałam, to w większości hity. I co jest niewątpliwą zaletą – w dobrej cenie.


Już wiemy również, że Douglas decyduje się na rabatowanie marki (choć czasem bywa wykluczona z promocji), więc możecie wyłowić ulubieńca nawet z bonifikatą -20%.


Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x