Czy dobra pielęgnacja jest droga? Ile wydać na kosmetyki, na czym zaoszczędzić?

Ile powinien kosztować dobry krem do twarzy? Czy drogie kosmetyki są naprawdę lepsze od tych tańszych? Po co nam drogie produkty, gdy na rynku są zamienniki z drogerii? I czy naprawdę o jakości kosmetyku decyduje skład? – w tym wpisie postaram się pokazać Wam, jak z otwartą głową i dużą dozą rozsądku podejść do kosmetycznych zakupów. Tak, by skóra zyskała, ale też portfel nie został doszczętnie zdrenowany.


Pojawią się tu też konkretne przykłady dobrych kosmetyków  w różnych cenach – od 4,85 zł do 600 zł.



Do napisania tego artykułu zabieram się od… pół roku (dokładnie od grudnia 2018). Zawsze jednak hamowało mnie kilka czynników. Nie chciałam stawiać Was w niekomfortowej sytuacji. Ani tych, które wydają na kosmetyki dużo, ani tych, które kupują tanią pielęgnację (z jakichkolwiek przyczyn). Nie chciałam też być osobą, która wtrąca się w finanse innych. Bo pierwsza podstawowa prawda jest taka, że reguły gry ustalacie Wy. To Wy decydujecie, na co warto przeznaczyć zarobione pieniądze. I ani ja, ani ktokolwiek, nie ma prawa Was z powodu zawartości koszyka w drogerii (czy półki w łazience) zawstydzać, krytykować, punktować.

Dlatego pozwólcie, że ten tekst będzie wskazówką, pewnego rodzaju inspiracją do tego, jak budować swoje listy zakupowe w przyszłości. Bez oceniania i wskazywania palcem, za to z dawką wiedzy. I propozycją jak maksymalnie wykorzystać środki, które przeznaczacie na kosmetyczne zakupy.


Co w kosmetykach kosztuje?


Kupując krem płacimy za produkt, opakowanie, pokrywamy koszty pośredników, reklamy, w cenie są także zawarte zyski ze sprzedaży. Skąd to wiem? Kilka lat temu pracowałam w firmie kosmetycznej (zajmowałam się reaserchem składników, opakowań, projektem nadruków na słoiczkach i kartonikach). Znam kulisy ustalania cen i kalkulacji kosztów, wiem jak wygląda praca nad produktem od pomysłu do sklepowej półki.

I tak, jest możliwość, że krem, który kupujesz za 400 złotych został wyprodukowany za dolara, a opakowanie jest znacznie droższe, niż sam kosmetyk. A przecież kupując kosmetyk powinnaś mieć pewność, że:

  • w środku będzie coś, co ma szansę zadziałać na skórę (czyli nie tylko skład będzie dobry, ale też stężenia odpowiednie i świetna formulacja),
  • kosmetyk jest nie tylko dobry sam w sobie, ale dobry dla Twojej skóry (zarówno dla rodzaju cery, jak i jej problemów),
  • będzie miał konsystencję i formę, która będzie Ci odpowiadać (nawet najlepszy skład w trudnej do zaakceptowania formie jest de facto stratą Twojego czasu i pieniędzy),
  • a także opakowanie, które odpowiada Ci z punktu widzenia estetycznego i praktycznego, ale też chroni swoją zawartość.

Dziś nie zamierzam dywagować, czy marki wydają na reklamę za dużo czy za mało oraz jakie są marże Sephory i Rossmanna. Bo to są aspekty, na które bezpośrednio nie mamy żadnego wpływu. Za to na wybór odpowiedniej zawartości i opakowania – jak najbardziej.


Dobry kosmetyk to ten, który działa


Banalne, prawda? Czy nie tego oczekujemy od naszych kremów? Zdecydowanie najważniejszym czynnikiem oceny kosmetyku powinna być jego skuteczność. Czyli odpowiednia ilość składników aktywnych i podanych w taki sposób, by były zdolne zadziałać w naskórku, a najlepiej nie działać tylko na powierzchni skóry, ale wnikać w nią jak najgłębiej (co nie jest łatwe i właśnie dlatego jak mantrę powtarzam tropicielom dobrych składów, że lista INCI to nie wszystko – bez stężenia i odpowiedniej formuły nawet najprzyjemniejsze, najbardziej naturalne składniki nie dadzą oczekiwanych efektów). Niestety, nie zawsze to, co wydaje nam się, że działa – działa naprawdę.

Pielęgnacja to są zawody dla długodystansowców. Maraton. Albo lepiej – dziesięciobój. 

Zaraz po aplikacji widzisz tylko rezultat zastosowania kosmetyku na skórę, a nie działanie substancji aktywnych. Na efekty trzeba poczekać tydzień, miesiąc, czasem nawet pół roku. Proszę, nie dajcie się zwieść obietnicom na opakowaniach – tym o natychmiastowym efekcie, o działaniu z mocą lasera, czy wypełniacza.

Serum i kremy potrafią zawierać silikony, pigmenty kryjące i drobiny rozświetlające – dokładnie takie, jak w produktach do makijażu. Same w sobie nie są niczym złym, o ile zastosowanie w dobrej formule. I o ile nie uwierzycie, że to jest faktyczne działanie kremu, a nie tymczasowy makijaż.


Za jakie kosmetyki warto zapłacić więcej?


Nie jesteśmy w stanie zrobić listy wszystkich dobrych produktów na rynku. Zresztą, taka lista byłaby poniekąd naruszeniem Waszej wolności wyboru. Za to możemy zastanowić się, w których etapach pielęgnacji warto postawić na bardziej wartościowy kosmetyk (i to się opłaca i skórze, i nam), a gdzie można co nieco zaoszczędzić.

Przygotowałam zestawienie, w którym omówię pielęgnację krok po kroku z podziałem na etapy gdzie warto, a gdzie nie trzeba zbyt wiele płacić za kosmetyk. Poniżej znajdziecie też grafikę, którą można zapisać sobie w telefonie i mieć pod ręką podczas zakupów.

Produkty, za które warto zapłacić więcej to głównie te, które zwykle mają wyższą zawartość ważnych z punktu widzenia efektu pielęgnacyjnego składników. I gdy np. w kremie odżywczym zawartość cennych olejków wyniesie łącznie kilka, kilkanaście procent, w olejku pielęgnacyjnym będzie to co najmniej kilkadziesiąt procent. W toniku zwykle mamy ponad 90% wody w składzie, gdy w esencji typu first treatment znajdziemy 80-90% dobroczynnych filtratów.

Podobnie jest z serum i kremem – serum z racji konsystencji i składu ma większe szanse na działanie w głębszych warstwach skóry, niż krem (którego zadaniem będzie stworzyć na skórze niewidoczną otoczkę, aby składniki z serum nie odparowały). To oczywiście są tylko wskazówki, ale mam nadzieję, że pomocne przy planowaniu kosmetycznego budżetu.


Tanie i drogie – krok po kroku


Oczyszczanie

Jeśli stosujesz metodę podwójnego oczyszczania (do czego bardzo zachęcam – opisałam je szczegółowo w TYM wpisie) pewnie już wiesz, że znalezienie dobrego i niedrogiego olejku czy balsamu do demakijażu jest znacznie trudniejsze, niż żelu do drugiego mycia. Warto zapłacić więcej za lepiej zmyty makijaż bez uczucia oblepienia skóry i mgły na oczach. Są jednak dobre i stosunkowo niedrogie propozycje na rynku drogeryjnym, które działają niemal tak samo dobrze, jak Drunk Elephant czy Chanel. Ich lista poniżej.

1/ Nawilżający balsam do demakijażu + granulki peelingujące Slaai Drunk Elephant (110 gr/150 zł), 2/ lekki olejek z rumiankiem Yves Rocher (150 ml/49,90 zł), 3/ olejek oczyszczający Senelle do demakijażu (150 ml/56 zł), 4/ Lekki balsam do demakijażu Heimish All Clean (120 ml/74,90 zł), 5/ delikatny żel oczyszczający z olejkiem z lnu Tołpa Green Oils (150 ml/16,99 zł), 6/ żel oczyszczający do cery mieszanej/tłustej z drobinkami kokosa Cien Food For Skin (150 ml/4,85 zł), 7/ krem oczyszczający z siarką do cery trądzikowej EradiKate Kate Somerville (120 ml/150 zł).

Natomiast drugie oczyszczanie (i mycie poranne) to cenowa bajka – dobry żel do mycia buzi udało mi się znaleźć już za 4,85 zł (w Lidlu), a średnia cena za dobrej jakości, delikatny żel/piankę do twarzy  to 20-40 zł. Podobnie peelingi – enzymatyczne czy z drobinkami – nie muszą być drogie, by działać.


Tonizacja

Uwielbiam luksusowe toniki, które rozpylają się idealną mgiełką i pachną jak SPA, ale nie mam złudzeń – tonik to w większości czysta woda oraz hydrolaty i niewielki dodatek kwasów owocowych. To nie są drogie składniki, więc finalny produkt też taki być nie musi. Wybierając tonik warto sprawdzić, czy zawiera substancje kojące, odświeżające i (jeśli potrzebujesz) przeciwzapalne. Takie produkty kupisz już za 16 zł.

1/ Mgiełka MIYA Flower Power (100ml/30 zł), 2/ Woda różana Make Me Bio (100 ml/16 zł), 3/ Tonik-mgiełka Queen Of Hungary Mist Omorovicza (50 ml/150 zł), 4/ Tonik-peeling z kwasem glikolowym The Ordinary (240 ml/38 zł), 5/ Tonik-mgiełka mocno nawilżająca Resibo (150 ml/50 zł), 6/ Tonik z wodą, olejkiem i ekstraktem różanym Fresh Rose Toner (100 ml/125 zł), 7/ Mgiełka ze srebrem Argentum 200 (regeneruje, antybakteryjna), 150 ml/19 zł.

Serum / esencja

Takie z kwasem hialuronowym lub gliceryną – może, ale nie musi być drogie. Proste serum z apteki kosztuje ok. 20 zł za 30 ml, a jedno z naszych ulubionych serum z Neutrogeny 50 zł (bez rabatu) w Rossmann. Ale jeśli chcesz coś zmienić w swojej skórze – pomóc jej nie tylko zachować poziom nawilżenia, ale też chronić przed zmarszczkami, niwelować przebarwienia, trądzik, podrażnienia, ujędrniać skórę… serum potrafi wiele i warto wydać na nie pieniądze.

To tam (oraz w esencjach typu first treatment, czyli tych wodnistych, które można stosować zamiast toniku) kryje się największy potencjał pielęgnacyjny. Im lepsza formuła, stężenie składników aktywnych, im więcej zrobionych badań, im lepsze opakowanie (chroni składniki przed światłem i tlenem), tym większa szansa, że zobaczysz różnicę.


O ulubionych serum pisałam niedawno – w TYM wpisie znajdziesz listę skutecznych produktów z różnych półek cenowych.



Olejki do twarzy

Tu sprawa ma się podobnie jak w przypadku serum. Produkt jest skoncentrowany, a jego jakość zależy w ogromniej mierze od składu, miejsca i sposobu pozyskiwania, jakości opakowania. Olejki są bardzo wydajne i mogą wystarczyć na długo, ale najlepsze są świeże, więc raz otwartą butelkę należy zużyć w ciągu kilku miesięcy. Dlatego warto wydawać na nie pieniądze (i niestety nie jest prawdą, że w przypadku olejków tańszy zamiennik to jest ten sam olej, co droższy produkt), ale tylko wtedy gdy wiemy, że będziemy ich używać regularnie.

W tej edycji pojawi się jeszcze oddzielny artykuł o olejkach – w nim znajdziecie też. moje rekomendacje produktowe.


Maseczki

Ta grupa także należy do kosmetyków z dużą koncentracją składników aktywnych (czyli zawartość opakowania może być dość wartościowa). Maska przebywa na twarzy krótki czas, a oczekujemy od niej rezultatów, dlatego zwykle znajdziemy w nich sporą dawkę dobroczynnych substancji (zwykle większą niż w kremach, ale mniejszą niż w serum czy olejach). Ale! Maska masce nierówna. Najmniej wartościowe z punktu widzenia działania i dobrego wykorzystania wydanych na nie pieniędzy są maseczki peel-off. Składają się głównie z wypełniaczy i działają tylko na powierzchni skóry dając bankietowy efekt oczyszczenia lub liftingu.

Maski w płachcie to tak naprawdę płaty tkaniny nasączone mieszanką składników podobnych do tych w serum lub esencji. Są to głównie produkty nawilżające, działające natychmiastowo. Jednak dla pełnego efektu trzeba byłoby stosować je także jak serum – czyli codziennie, najlepiej przez co najmniej 2 tygodnie.

1/ Maseczka nawilżająco-regenerująca Jet Lag Summer Fridays (64 gr/209 zł), 2/ Nawilżająco-chłodząca maseczka w piance Givenchy Hydra Sparkling (75 ml/255 zł), 3/ Błotna maska oczyszczająca z cynkiem Sephora (60 ml/56 zł), 4/ Łagodząco-nawilżająca maska w płachcie Dr. Jart (1 szt/25 zł), 5/ Maseczka-peeling enzymatyczny z ananasem Bielenda Juicy Jelly (50 gr/15,90 zł), 6/ poranna maska odżywczo-rozświetlająca Glow Mask Frank Body (80 ml/79 zł), 7/ Mocno oczyszczająco-ściągająca maseczka błotna Glow Mud Mask Pixi (45 ml/99 zł), 8/ nawilżający krem-żel i maseczka nocna w jednym – Laneige Water Sleeping Mask (70 ml/129 zł).

Maski w kremowej/żelowej formie są najbardziej wydajne i przewidywalne – zwykle znajdziemy tam oczyszczające glinki, nawilżającą glicerynę, witaminy i wyciągi roślinne. Ich stosowanie daje efekt natychmiastowego wygładzenia czy nawilżenia, ale regularne używanie potrafi naprawdę poprawić stan skóry.

I zgadliście, to w maski kremowe najbardziej warto zainwestować. I to, że maska kosztuje tyle samo (a czasem więcej) niż krem, nie powinno dziwić.


Jak zrobić maseczkę w płachcie w domu, pisałam TU.


Kremy do twarzy i pod oczy

Rynek kremów jest ogromny i ich różnorodność nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, czy wszystkie są warte wydania większych kwot, czy nie. W większości przypadków wystarczy dobry, bazowy krem nawilżający plus serum i skóra i tak dostanie dość wsparcia (albo olejek i krem w przypadku cer suchych, dojrzałych). Ale jeśli oczekujecie wysublimowanych konsystencji, pięknego zapachu lub macie duże wymagania co do składu – cena kremu może okazać się dość wysoka.

1/ Krem nawilżająco-ochronny do każdego rodzaju cery The Ordinary NMF (100ml/34 zł), 2/ Krem regenerujący do suchej/podrażnionej skóry Ceramidin Dr. Jart (50 ml/169 zł), 3/ Krem-żel intensywnie nawilżający Tidal Sunday Riley (50 gr/300 zł), 4/ żelowy lotion wygładzający L’Intemporel Givenchy (50 ml/629 zł), 5/ odświeżający i energizujący krem nawilżający Ginzing Origins (50 ml/105 zł).

A jak to jest z kremem pod oczy? Czy musi być drogi? Raczej tak, jeśli masz co do niego duże wymagania (kremy pod oczy są trudniejsze w formulacji, niż te do twarzy, mają więcej ograniczeń co do składu i przechodzą więcej testów i badań). Ale! Jeśli chcesz, by nawilżał, chronił i nie podrażniał skóry być może najlepszą strategią będzie… zakup lekkiego żelu z kwasem hialuronowym lub po prostu używanie pod oczami tego samego bazowego kremu, co na twarzy (o ile ten obszar nie jest u Was wrażliwy)?


Moje ulubione produkty do stosowania na skórę pod oczami pokazywałam niedawno na Instagramie:


 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez BLESS THE MESS 🇵🇱 (@blessthemesspl)


A jak wygląda Wasz podział budżetu na kosmetyczne zakupy? Na co stawiacie w pielęgnacji?

Dajcie znać! I widzimy się jutro o 20.30! #TydzienPielegnacji trwa!

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x