Dlaczego nie warto kupować sercem?

„You stupid woman!” – krzyczał Renee do (faktycznie niezbyt rozgarniętej) żony Edith za każdym razem, gdy przyłapywała go na zdradzie. I zawsze udało mu się wyłgać zwalając winę na chore podejrzenia kobiety. A ja, wzorem bohaterów kultowego serialu „Allo! Allo!”, krzyczę „you stupid woman!” sama na siebie. Tak to jest, kiedy człowiek zobaczy wymarzone buty i tak bardzo chce je mieć, że zamawia nie bacząc na nic. I robi to mimo faktu, że na fanpejdżu firmy Schaffashoes, gdzie dojrzał owo obuwie, dziesiątki klientek bezskutecznie pytają „gdzie jest moje zamówienie”?  
Moja historia to modelowy przykład tego, jak nie kupować  w sklepie internetowym.

Sprawcy całego zamieszania – buty United Nude – Mono Jane. Po 19 dniach od opłacenia zamówienia w końcu u mnie.

EDYCJA POSTA – 22.08.2012R; (25 dzień od złożenia zamówienia)
Nadal nie mam na koncie zwrotu pieniędzy za niezrealizowane zamówienie. Skontaktowałam się po raz kolejny z działem PR Schaffashoes i dostałam zapewnienie, że pieniądze wyjdą dziś z firmy. Zobaczymy… za 4 dni kończy się ustawowy czas, jaki firma ma na zwrot pieniędzy. Jeśli się nie wywiążą chyba trzeba będzie przejść się do rzecznika konsumentów (co zresztą polecam wszystkim z Was, którzy nadal ocekują na swoje buty/pieniądze).

EDYCJA POSTA – 16.08.2012R; 

(19 dzień od złożenia zamówienia)


W ciągu kilku dni od napisania tego posta wokół sprawy mojego zamówienia, a także podejścia Schaffashoes do klienta (ciekawa jestem, czy tylko do mnie czy globalnie – dajcie znać co z Waszymi zamówieniami!) troszkę się zmieniło. Rzecz najważniejsza – odezwali się! Najpierw dział PR firmy, potem Biuro Obsługi Klienta. Okazało się, że jednej z par butów, które zamówiłam, sklep w ogóle nie ma na stanie! Zaproponowano mi zatem, że wyślą mi, to co są w stanie, a za drugą parę obuwia zwrócą pieniądze. Rozmowy odbywały się we wtorek, 14 sierpnia. Dzisiaj, dwa dni późninej, kurier przywiózł mi wyczekane koturny United Nude. Buty doprawdy przepiękne i zapakowane z najdrobniejszym detalami (producentowi obuwia należy się Oscar za dbałość o każdy szczegół – od pudełka, przez podziękowanie za zakup, katalogu i woreczków do pakowania obuwia). Co prawda buty noszą oznaki wielokrotnego przymierzania (przybrudzone, a na podeszwach pełno piasku, jakby chodzono w nich po dworze), ale to doprawdy mały problem w porównaniu z wcześniejszym zamieszaniem. Nie mam natomiast jeszcze na koncie pieniędzy, które firma obiecała zwrócić za nie niezrealizowaną część zamówienia. Nie mam także żadnej dodatkowej rekompensaty za opóźnienie w wysyłce i stracone nerwy. Otrzymałam za to przeprosiny.

PS. Za duchowe wsparcie dziękuję Fashionelce, a pomoc w dostrzeżeniu problemu przez Schaffę Tamarze Macademian Girl. Informacja o sprawie pojawiła się także dwukrotnie w portalu Kimono.pl – ciekawa jestem, czy nagłośnienie sprawy pomoże innym oczekującym na zamówienia z Schaffy.

————————————————————————–

Trzykrotnie robiłam zakupy w Schaffashoes. Dwa razy bez żadnego kłopotu, raz z zamieszaniem, ale jednak ze szczęśliwym finałem. Jednak dziś, po 14 dniach od złożenia i opłacenia zamówienia zaczynam wychodzić z siebie. Od obsługi sklepu wiem tylko tyle, że mają moje pieniądze i spóźniają się z wysyłką obuwia. A butów brak – mimo obietnicy z maila, moich komentarzy na Facebooku, ba! mimo zapisów regulaminu sklepu (wg niego wysyłają zamówienia po max 2 dniach!). Teraz pozostaje, zgodnie z prawem konsumenckim, czekać, aż sklep albo zrealizuje zamówienie, albo odda kasę. Na jedną z tych operacji ma 30 dni od daty zakupu. W najlepszym razie dostanę buty pod koniec sierpnia i… przejdę się dwa razy, po czym schowam do pudełka na kolejny rok trzymając kciuki, by nie wyszły z mody. W najgorszym razie czeka mnie jeszcze batalia o ponad 300 zł, które w Schaffashoes utopiłam.

Poza tym jednak, że jestem głupia i kupuję w niezaufanym sklepie, jestem też wściekła. Na Schaffę, na siebie, ale także na sporą grupę blogerek. Na wszystkie te dziewczyny, które z Schaffą współpracują budując pozytywny wizerunek marki, która na to nie zasługuje. Oczywiście rozumiem, że trudno odmówić współpracy ze sklepem, który sprzedaje piękne buty. Mam zresztą 3 pary, więc dowody leżą w szafie. Chodzi jednak o to, że współpraca odbywa się ze sklepem nierzetelnym, niepoważnie podchodzącym do klientów (kto nie wierzy, niechaj zerknie, co się dzieje na ich Facebooku pod każdym postem: TUTAJ), a chyba nie warto firmować własnym wizerunkiem kogoś, kto gra nie fair. Aby nie było, że tak tu sobie radośnie biadolę, mam kilka wniosków, które wypunktuję na pewno dla siebie, a może i Wam się przydadzą:

1. Kupując w sklepach internetowych sprawdzaj dostępność towaru i czas  realizacji zamówienia.
2. Przed zakupem sprawdzaj opinie o sklepie – na Facebooku, czy na stronach typu Opineo 
(ja tego nie zrobiłam, a szkoda, bo znalazłabym niezłe kwiatki o Schaffie o TUTAJ).
3. Jeśli bardzo zależy ci na danym zakupie, a widzisz niekorzystne opinie o sklepie nie kupuj za przedpłatą na konto. Różnice w kosztach wysyłki nie są wielkie, a warto mieć spokojną głowę o zamówienie – jeśli sklep go nie zrealizuje, to wyłącznie jego zmartwienie.
4. Fakt, że widzisz produkt danej firmy u jednej, drugiej, trzeciej celebrytki, blogerki, dziennikarki itp. nie znaczy jeszcze, że firma jest ok. Często za realizację zamówień dla osób współpracujących odpowiadają inne działy firm, ewentualnie takie zamówienia mają charakter priorytetowy i to niestety nie ma nic wspólnego z działaniem działu obsługi klienta.
5. Pytaj znajomych przed zakupem. To najlepsi doradcy, bo jest największa szansa, że będą z tobą szczerzy i nie podkoloryzują ani na plus, ani minus.


Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x