Sposób na domowe SPA [beGlossy październik]

No cóż. Doba krótsza, ciemno wszędzie, winter is coming. Ale nie ma tego złego! Więcej czas w domu to także sposób na jesienno-zimowe zadbanie o skórę i dobre samopoczucie. Można się odpowiednio – wybaczcie wyrażenie – dopieścić. Dlatego domowe SPA to świetny pomysł na spędzenie wieczoru, weekendu… chwila przyjemności należy się i skórze i zmysłom. Tym lepiej, ze subskrybując pudełeczka beGossy w październiku otrzymałyśmy kompletny set do przygotowania seansu SPA we własnych łazienkach.

glossy1

Pudełeczko zen

I niech mi ktoś powie, że opakowanie nie jest ważne! Tak jak pisałam w poście porównaniu Glossy i ShinyBox, jednym z najmocniejszych punktów beGlossy jest opakowanie. Piękne pudełeczka fantastycznej jakości i ładnie eksponujące zawartość wnętrze. Tym razem jeszcze lepsze niż zwykle, bo box w klimacie SPA był biały z nadrukiem bambusa i kamieni do masażu, a produkty zamiast w zwyczajowe ścinki, były owinięte w… firmowy biały ręczniczek beGlossy! Zestaw wyglądał obłędnie, a po opróżnieniu nadal cieszy oko (obecnie zdobi toaletkę), a ręcznik oczywiście wylądował w łazience (jest idealny do osuszania twarzy po myciu). Piękno tkwi w prostocie, a tu jeszcze pomysłowości. Zobaczcie, jak ten box się cudnie fotografuje…

glossy3b-horz

Maseczki, balsamy, peeling…

Zawartość pudełeczka niezależnie od wariantu była podobna – coś dla ciała, twarzy, włosów. Kosmetyki przede wszystkim pielęgnacyjne i regenerujące. Jako wisienka na torcie – mineralny podkład do twarzy. Czyli nawet jeśli makijaż, to i tak w zgodzie z naturą i dodatkowo pielęgnujący.

Ulubieńcy Lony:

Pudełeczko zawierało głównie produkty na raz, trudno więc opowiadać o wielkiej miłości, ale kilka kosmetyków tak przypadło mi do gustu, że tęsknię. Jako fanka maseczek w płachtach bardzo ucieszyłam się na seans z maską Skin79 (o tym, jak kocham azjatyckie kosmetyki pisałam m.in. w poście o kosmetycznych hitach z Korei). Tak bardzo się ucieszyłam, że zużyłam ją… zanim zdążyłam zrobić zdjęcia 😀 To dlatego nie widać jej na blogu. Musicie więc uwierzyć na słowo, że wersja przeciwzmarszczkowa jest bardzo fajna – nawilża, napina, wygładza buzię w kwadrans.

Bardzo podobał mi się delikatnie owocowy zapach peelingu do ciała Naobay, choć boleję nad wydajnością, bo tubka 50 ml wystarczyła tylko na jedno użycie (całe ciało łącznie ze stopami). Polubiłam także balsam do ciała regenerujący z Yves Rocher. Świetny do suchej skóry i po peelingu właśnie. Pozytywnie zaskoczył krem Charmine Rose Age Reverse Cream. Bardzo dobrze się wchłania pozostawiając uczucie odżywionej skóry. Z przyjemnością przytuliłabym pełnowymiarowe opakowanie.

glossy4

Niewypały? Peeling i maska She Foot działały słabiej, niż duo peelingu Naobay i balsamu Yver Rocher (choć te przecież nie są przeznaczone do stóp), żel antycellulitowy Efektima za słabo nawilża, a działania na cellulit też nie zauważyłam. Podkład Pixie Cosmetics u mnie wygląda okropnie już po aplikacji, a po godzinie twarz cała błyszczy, podkład podkreśla wszystkie pory i skóra wygląda bardzo nieświeżo. 3xNIE!

Ulubieńcy Leny:

To ja zacznę przewrotnie od kitu Lony, a u mnie produktu, który sprawia się całkiem nieźle. Jest to podkład mineralny Pixie Comsetics. Miałam szansę wypróbować kilku innych odcieni i zaskoczyło mnie, że marka oferuje ich aż 40! Nawet największy bladzioch znajdzie coś dla siebie. Wielki plus za krycie (a ja jestem fanką szpachelek). Całkiem nieźle wyrównuje koloryt skóry. Nie mam problemu z błyszczeniem, podkład jest trwały. Jednak bardzo mocno podkreśla pory. Konieczna jest aplikacja silikonowej bazy. Produkt na trójkę. Bardzo polubiłam maseczkę Skin79 i to był kosmetyk, który zniknął z mojego pudełeczka najszybciej. Mimo, że nie lubię masek w płatkach, to akurat tej wybaczam niedogodność. Dla niej mogę chwilę poleżeć bez ruchu.

W moim pudełeczku znalazł się produkt Spa Vintage Body Oil Olejek do kąpieli Makadamia, który obecnie wspomaga mają mamę (brak wanny). Towarzyszył mi w kąpieli dwukrotnie. Uczucia mam mieszane bo buteleczka (klik) jest plastikowa, a etykietka tandetna. Szkoda bo nawiązanie do lat 20′ jest fajnym pomysłem. Produkt pięknie pachnie, ale jest diablo niewydajny. Choć kosztuje około 13 zł, to myślę, ze w tej cenie znajdziemy coś znacznie lepszego. Nie ucieszył mnie również kolejny balsam do ciała. Tak, wiem – to bardzo w stylu SPA. Nie mam absolutnie nic do balsamu Yves Rocher (wydajny, ładnie pachnie, szybko się wchłania), ale u licha! Nie można w co drugim pudełku dostawać balsamu, no nie można… Jestem też dość obojętna wobec Charmine Rose Age Reverse Cream. Prawdopodobnie dlatego, że konkurował z kilkoma świetnymi produktami, których obecnie używam – tak mała pojemność nie zdążyła zachwycić, ot odżywczy krem, który stosowałam na noc.

Wielki plus za spójność, estetykę i boski ręczniczek, w którym każda z nas znalazła w tym miesiącu swoje kosmetyki.

glossy5

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x