Fenty Skin w Polsce! Jakie są kosmetyki od Rihanny?

Kiedy okazało się, że kosmetyki do pielęgnacji twarzy Fenty Skin trafiają do polskiej Sephory, byłyśmy gotowe natychmiast kupić wszystkie. Nie tylko dlatego, że uwielbiamy Rihannę i Rockiego (ASAP Rocky jest twarzą Fenty Skin), ale przede wszystkim mając w pamięci przełom, jaki Riri zrobiła w branży kosmetyków kolotowych. Oraz bardzo obiecujące recenzje amerykańskich #skinfluecers. Czy te oczekiwania zderzyły się z rzeczywistością? Ten wpis jest zapisem pierwszych wrażeń po tygodniu używania kosmetyków Fenty Skin.


To za wcześnie na właściwą recenzję, ale wystarczy, by Wam opowiedzieć o konsystencjach, składach i odczuciach po aplikacji.



Dlaczego premiera Fenty Skin jest ważna?


Rihanna tworząc kosmetyki kolorowe starała się robić jak największą gamę kolorystyczną i dawać kilentom jak najwięcej opcji. W ten sposób podkreślając inkluzywność swojego brandu. W pielęgnacji, aby osiągnąć ten sam efekt, postawiła jednak na minimalizm.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez FENTY SKIN (@fentyskin)

W momencie amerykańskiej premiery linia Fenty Skin miała tylko 3 produkty: krem oczyszczający, tonik i krem z filtrem. Po około 2 miesiącach dołączył do nich krem-maska na noc.


W tym prostym schemacie pielęgnacji Riri zawarła kilka ważnych przekazów:

  • Pielęgnacja twarzy jest dla każdego – kobiet i mężczyzn, niezależnie od koloru skóry;
  • Pielęgnacja powinna być prosta i intuicyjna, żeby korzystanie z niej nie wiązało się z robieniem doktoratu z chemii. Stąd też produkty 2w1;
  • Ochrona przeciwsłoneczna jest kluczowym etapem pielęgnacji, a po filtry powinien sięgać każdy i przez cały rok;
  • Opakowania kosmetyczne można wykorzystywać wielokrotnie, dokupując tylko składy – w trosce o środowisko naturalne;
  • Kosmetyki powinny łączyć jakość z rozsądną ceną (znów -aby każdy mógł sobie na nie pozwolić).

Czy podobają nam się te idee przyświecające Fenty Skin? Bardzo! Co nie znaczy, że realizacja wyszła w 100%. O tym za chwilę. Na razie opowiemy Wam…


Co jest w linii Fenty Skin i ile kosztuje?


Fenty Skin to łącznie 7 produktów, w tym Fenty Start’r Set (żel do mycia twarzy 45 ml, tonik 50 ml i krem z SPF, 30 ml za 165 zł) i Instant Reset Overnight Recovery Gel-Cream (krem-żel na noc w opakowaniu wielorazowym, 50 ml/169 zł). Wkład uzupełniający do kremu na noc kosztuje 155 zł. Pełnowymiarowy krem na dzień z filtrem Hydra Visor Invisible Moisturizer SPF30 też można kupić w wersji wielorazowej oraz w opakowaniu uzupełniającym (za 155 zł i 135 zł). Z kolei pełnowymiarowy (150 ml) tonik-serum 2w1 Fat Water kosztuje 115 zł, a kremowy żel oczyszczający Total Celans’r Remove-It-All 105 złotych. Na markę Fenty Skin nie obowiązują sezonowe rabaty Sephory.

Ceny są bardzo zbliżone do tych, które znamy z Fenty Beauty oraz… Kylie Skin. Jak na polskie warunki jest to dość drogo, choć jeszcze nie luksusowo. Porównałabym do cen linii przeciwzmarszczkowych droższych marek aptecznych (SVR, Lierac, Galenic, Nuxe). Ogromnym plusem są wkłady wymienne i możliwość ponownego wykorzystania części opakowań, ale niestety ceny samych wkładów są niewiele niższe, więc tu też jest mały zgrzyt.


3-etapowa pielęgnacja wg Fenty


Produkty są tak pomyślane, by poranna i wieczorna rutyna składała się z 3 kosmetyków. Używamy tego samego oczyszczania i tonera, a ranek od wieczora różni się tylko kremem: z filtrem na dzień, regenerującym na noc. Według marki żel oczyszczający jest na tyle efektywny, że zajmie się też demakijażem, tonik to jednocześnie serum, a krem na dzień przez dodatek filtrów jest jednocześnie nawilżający i ochronny. I o ile z tym ostatnim się zgadzam, to po używaniu przez tydzień Fenty Skin nijak nie widzę, by Total Cleanser robił totalny demakijaż, a Fat Water działał jak serum.

Fat Water.

Total Cleanser Fenty Skin jest bardzo gęsty, dość nawilżający i miły w obsłudze. Potrafi zmyć lekki, codzienny makijaż oraz miejski filtr. Tak jak robi to niemal każdy żel (zwłaszcza stosowany na sucho, czyli metodą #drycleansing, o której pisałam przedwczoraj). Ale to nie jest taka moc demakijażu, jaką mają olejki, czy nawet płyny dwufazowe. Nie rozumiem, po co wprowadzać klientów w błąd.

Z kolei Fat Water to tonik, nie tonik-serum. Po raz kolejny – nie wiem, po co w opisie 2w1, skoro to nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nie zrozumcie mnie źle – jako tonik to jest super propozycja, może nawet mój ulubiony produkt z gamy. Bo mimo pierwotnej gęstości na skórze zmienia się w wodę i wsiąka w skórę do zera. Moja tłusta skóra szanuje tak lekkie konsystencje. Ale! Nie odczuwam zwiększenia nawilżenia, jak po serum. W Fat Water nie ma też wysoko stężonych składników aktywnych (patrząc na skład widzę fajne rzeczy – jak niacynamid, wodę oczarową i ekstrakty roślinne, ale odczucia po aplikacji sugerują stężenie ich jak w toniku, a nie serum).


Jak się spisuje krem z SPF? Czy jest lekki?


Bardzo liczyłam na ten SPF, bo wiem, że Rihanna ma tłustą cerę. Po cichu liczyłam też, że podejmie wyzwanie zrobienia kremu z filtrem, który nie będzie błyszczał na twarzy. Po pierwszym użyciu byłam załamana – buzia świeciła się dość mocno już po samej aplikacji i krem nie wchłonął się do końca. Kilka dni później, nieco pogodzona z rzeczywistością przyznałam, że to nie jest po prostu produkt dla tłustej cery. Dla mieszanej, dojrzalej, suchej – bardzo w porządku. Tam lekki glow będzie pożądany, a lekka konsystencja będzie naprawdę super przyjemna podczas aplikacji.

HydraVisor.

Także Hydra Visor nie jest dla mnie, ale doceniam bardzo przyjemną formułę i fakt, że faktycznie nic a nic nie bieli skóry. Poziom ochrony to 30, więc ok na większą część roku. Zapewniają go filtry chemiczne: homosalate, avobenzone, ethylexyl salicylate (na opakowaniu nie podano poziomu ochrony przed UVA, natomiast zestaw filtrów użytych w formule wskazuje, że jest ona też zapewniona).


Najciekawszy w rodzinie: Krem na noc.


Tego się nie spodziewaliście, prawda? Ja też nie! O ile każdy z pozostałych kosmetyków Fenty Skin jestem w stanie bez trudu zastąpić czymś, co już mam w łazience, to drugiego takiego gagatka, jak Instant Reset Overnight Recovery Gel-Cream nie miałam, nie mam i nawet nie znam. I zdecydowanie bardziej go lubię, niż inne maski nocne (Laneige, Fresh, czy Indeed Labs). Chyba tylko Drunk Elephant jest nie do pokonania w tej kategorii.

Instant Reset.

Najfajniejsze jest to, że krem od Fenty jest… zimny. Nie tak troszkę chłodny, tylko naprawdę zimny. Przykładając palec do produktu czuję, jakbym go wkładała do lodówki. To bardzo zaskakujące zwłaszcza, że konsystencja jest gęsta i dość tłuściutka. Połączenie chłodu i otulającego nawilżenia jest naprawdę super – zwłaszcza po maseczkach albo tonikach kwasowych.

Ten krem bardzo dobrze koi skórę i ją nawilża. Sądzę, że jako kosmetyk na noc spisze się dobrze zarówno osobom z cerą mieszaną i tłustą, jak i tych z bardziej odwodnioną, czy suchą. Nie jest to produkt lekki i znikający, nie dajcie się zwieść Gel-Cream w nazwie.


Dla kogo jest Fenty Skin, a komu się nie sprawdzi?


Biorąc pod uwagę składy i konsystencje wydaje mi się, że to jest gama pielęgnacyjna skrojona dla cery mieszanej. Jest w niej dużo nawilżenia i lekkich konsystencji, które jednak okazują się nie tak lekkie, jak byśmy podejrzewali oglądając materiały promocyjne.  Mam tu na myśli szczególnie tonik i oba kremy. Najbardziej uniwersalny jest cleanser i krem na noc – ten powinien się sprawdzić większości cer. Natomiast typowo tłustym, trądzikowym cerom poleciłabym chyba tylko tonik. Bo jest naprawdę lekki i ma skład, który może fajnie regulować nadprodukcję sebum.

Po lewej krem Hydra Visor, po prawej Instant Reset.

To, co mnie z kolei zaskoczyło pozytywnie w Fenty Skin to zapachy. Spodziewałam się mocnych, sztucznych owocowych aromatów, a tu nic z tych rzeczy! Zapach barbadoskiej wiśni jest bardzo delikatny i przyjemny. Tylko w kremie z filtrem uznałabym go za nieco zbyt wyczuwalnym. Ale i tam dość szybko się ulatnia po aplikacji. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego marka jest za oceanem krytykowana za zbyt mocny aromat swoich kosmetyków.

Fenty to fajne kosmetyki, choć nie jestem pewna, czy przełomowe. Na pewno – pomimo zapewnień Rihanny – nie zawsze spełniają funkcję 2w1. I osobiście nie wyolbrażam sobie nie dodać do rutyny Fenty jakiegoś fajnego serum innej marki. A w dni z makijażem porządnego olejku do podwójnego oczyszczania. Ale to ja. Być może w pielęgnacji osób z mniej rpoblematyczną cerą, albo dla mężczyzn, ta ilość produktów i benefitów stosowania jest wystarczająca.


Ja czekam na więcej! Tonik z kwasami, ciekawe serum z antyoksydantami i jeszcze lżejszy krem z filtrem! A Wy?


Ten wpis jest częścią serii #TydzienPielegnacji – merytorycznych artykułów napisanych tak, aby razem tworzyły przewodnik po efektywnej i bezpiecznej pielęgnacji twarzy i ciała. Jeśli borykasz się z problemami z cerą, bądź poszukujesz wiarygodnych rekomendacji kosmetycznych, koniecznie sprawdź inne wpisy Tygodnia Pielęgnacji (tu). A jeśli masz dodatkowe pytania lub propozycje tematów, napisz do nas wiadomość na Instagramie.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x