Test kosmetyków Freedom #ProArtist: Tanio? Dobrze? Profesjonalnie? Sprawdzamy!

Wiecie, że nie sztuką jest znaleźć kosmetyki drogie i dobre. Prawdziwe perełki to te w rozsądnych cenach, o jakości produktów selektywnych i na dodatek jeszcze z przedrostkiem PRO. To właśnie obiecuje nam seria Freedom #ProArtist, czyli kolejne dzieciak z rodziny Makeup Revolution.

Jego siła ma tkwić w możliwości samodzielnego komponowania palet, unikalnych kolorów dla każdej karnacji, poręcznych opakowań. Czyli tego na czym zależy „mejkap artist”, ale i coraz częściej nam. Bo produkty kastomizowane (no dobra, personalizowane;) to ulubieńcy millenialsów.


Jak zatem sprawuje się seria #ProArtist?



Kontur na medal


Mówiąc szczerze to jestem zaskoczona najbardziej tym, jak doskonałe są pudry do konturowania od #ProArtist. Wszystkie kosmetyki, z tej kategorii, których używałam zasługują na wzmiankę.

Kremowy PRO Contour Shaped Sticks, to dwustronny stick (u mnie kolor Fair), który nakładam na podkład. Przede wszystkim polubiłam się z bronzerem, który daje naturalny efekt, łatwo się wpracowuje w skórę (używam gąbki) i ma dobry kolor; nie za ciepły, nie za zimny. Wykończeniem jasnym spokojnie ukryjecie cienie pod oczami, rozjaśnicie miejsca strategiczne na buzi. Nie jest zbyt ciężki, ale pod oczami wolę jednak coś roświetlającego. Ale za 19,9zł… no nie ma konkurencji.

Podobnie jak dwa pudrowe zestawy do rzeźbienia i modelowania twarzy: Pro Strobe Palette oraz HD Highlighter&Contour Set. Oba w zestawie z pędzlami, i w tej kwestii wolę dwustronny pędzelek z opcji Highlighter. Jednakże dobór pudrów przoduje w wersji Strobe. Dostajemy trzy bronzery stworzone dla bladolicych Słowianek. A ten najjaśniejszy wygląda niemal identycznie jak Hoola Lite od Benefit. Do tego mamy jeszcze 2 pudry (żółtawy i rozjaśniający pod oczy) i spory rozświetlacz w barwie srebrno-złoto-szampańskiej.

W wersje Highlighter mamy po cztery produkty rozjaśniające (te same pudry oraz rozświetlacze chłodniejszy i cieplejszy) i cztery bronzery, odrobinkę cieplejsze i ciemniejsze. Ale nadal prosłowiańskie. Każdy z zestawów możecie wyhaczyć nawet w cenie ok. 40zł.

Wasz wzrok pewnie przyciąga ogromna paletka w czerwonym opakowaniu z lusterkiem (akurat słabej jakości), czyli Freedom Pro Artist Pad Backstage Red. Jej cena to około 50zł, a wybór pudrów jaki w niej jest… każdorazowo powoduje paraliż decyzyjny. Łącznie mamy 20 produktów. W tym pięć matowych róży i pięć róży o błyszczącym wykończeniu; w obu przypadkach pigmentacja jest wręcz nie do opisania i koniecznie trzeba strzepnąć pędzel i aplikować subtelnie, bo bez trudu zrobimy sobie plamy. Na szczęście łatwe do roztarcia.

Trzy bronzery, raczej w tonacji cieplejszej, ale nie rdzawej. Do tego dwa pudry – rozjaśniający i żółtawy, i pięć pięknych rozświetlaczy. Osobiście uważam, że to fajny produkt, ale dla makijażowych freaków. Zwłaszcza lubiących róże i rozświetlacze.


Custom it!


W magnetycznej paletce ze zdjęcia (25zł) jest dobrej jakości lusterko i miejsce na 18 cieni, których koszt wynosi 7-10zł. Ilość kolorów i wykończeń? Nie do opowiedzenia, do zobaczenia. Są maty, folie, satynki i z łatwością wykonacie nimi makijaż. Dobrze trzymają się bazy, osypują umiarkowanie (zdecydowanie mocniej metaliki, i ja lubię nakładać je na mokro). Są trwałe, ale mają coś takiego (maty), jak maksymalny poziom pigmentacji. Nawet jeśli dołożycie więcej produktu, to nie uzyskacie wyrazistszego koloru. Jednak jest to bardzo satysfakcjonujący poziom krycia.


Do makijażu oczu użyłam


  • matowego beżowego cienia – so sweet,
  • załamanie powieki podkreśliła ciepłymi matami bad behaviour oraz sweet life,
  • zewnętrzny kącik oraz dolną powiekę podkreśliłam czerwonawym matem intervention i roztarłam sweet life,
  • fioletowy błysk to folia 05,
  • kącik oka i podkreślone cut crease to srebrna folia shimmer 03.


Fokus na usta


I jeszcze na sam koniec paletka w kolorze Naked z serii Pro Lipstick Palette. I to jest też coś, co gorąco polecam, jeśli lubicie nudowe barwy. Wybór odcieni szalony (24 kolory), w tym 8 matowych i 16 kremowych szminek. No i opcja mieszania barw, także kombinacji ilość nieskończona.

Szminki zachowują się na ustach bardzo fajnie; nie wysuszają, są trwałe, a jeśli się zjadają, to naturalnie. Nie podkreślają suchych skórek i są komfortowe. Co prawda nie lubię aplikować szminek pędzelkiem, i oczywiście nie jest to paletka do torebki, to dla artystów na sesje zdjęciowe jest naprawdę fajną opcją.

Obiecuję Wam, że na naszym story pojawią się swatche kolorów, bo przeczuwam duuuuże zainteresowanie.


Wyniki instagramowej zabawy


Na naszym instagramie odbywała się zabawa w podzięce dla wszystkich tych, którzy odwiedzali nas w ostatnim miesiącu. Było Was ponad 120 tysięcy! Do zgarnięcia były dwie, wypełnione po brzegi walizeczki z kosmetykami Freedom #ProArtis i Makeup Revolution. Do kogo trafiają?

Do @joyanna i jej przyjaciółki @maniaczka_m.

Wszystkim dziękujemy za wspólną zabawę, odwiedziny i zapewniamy Was – prezenty na blessie to codzienność, i te szykowane przez nas w tym momencie, są równie fantastyczne. Dowiecie się o nich niebawem. Tymczasem prosimy dziewczyny, by odezwały się do nas na ig w prywatnej wiadomości.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki
Akceptuj Cookie.
x