Guerlain La Petite Robe Noire i prezentowy set z Douglas.

Kompletne zaskoczenie. Zapach, na który kompletnie nie zwróciłabym uwagi w perfumerii, którym nie ekscytuje się blogosfera, o który nie toczą się wojny na wizażu, nie opowiadają o nim celebrytki, nie wałkują nim mózgu magazyny i telewizje. La Petite Robe Noire – czarna eminencja zimy 2015. Skrada się cicho, przykleja do skóry lepką wiśnią i pozostaje godzinami jak wspomnienie babcinych pierników. I nie wygląda jak mała czarna sukienka, raczej buduarowy szlafroczek.


La Petite Robe Noire EDP została wprowadzona do sprzedaży przez Guerlain w 2012 roku, doczekała się także dwóch edycji dodatkowych – wody toaletowej i perfumowanej w linii couture. Na mojej toaletce gości jednak klasyk. Mała czarna sukienka z bufiastymi rękawami, która zdobi prosty flakon z fantazyjnym korkiem (ciekawy kontrast – bardzo współczesny flakon, a korek mocno retro, przewiązany tasiemką z logo Guerlain) i nazwą La Petite Robe Noire. Jest w tym opakowaniu jakaś nostalgia za czasami Coco Chanel, jest też nawiązanie do prostoty i klasyki. Oglądając tylko flakon, ma się wrażenie, iż wewnątrz znajdzie się klasyczny, kwiatowy zapach na każdą okazję. Jakież zaskakujące jest to wnętrze! Zupełnie nieskromne, nieklasyczne, nieoczywiste. La Petite Robe Noire pachnie… Świętami! Bardzo, bardzo kojarzy mi się z kompotem z suszu, zapachem ciepłego domu, świeżo pieczonym ciastem. I to jest do tego stopnia zaskakujące skojarzenie, że nie do końca mogę odnaleźć te nuty w składnikach zapachu. Lukrecja, anyż, wiśnie, porzeczki, róża, bergamota, migdały, bób tonka, herbata, paczula, irys, wanilia – czy to możliwe, że kombinacja lukrecji, herbaty i wiśni daje na mojej skórze efekt pierników z marmoladą i wigilijnego kompotu?

Muszę jednak zaznaczyć, że nie jest to absolutnie zapach z kategorii spożywczych. La Petite Robe Noire jest piękny, elegancki, prosty ale fantazyjny. Trzyma się blisko skóry oddając swoje ciepło i otulając. Jego słodycz nie przytłacza, a wyraźnie wyczuwalny aromat czarnej róży i migdałów tworzy wyrafinowaną kombinację. Spryskuję nim szalik, by podczas spaceru w zimny dzień móc zanurzyć nos w domowym cieple.


Zapach przywędrował do mnie w prezencie świątecznym od Douglas i był bardzo miłym zaskoczeniem, więc pomyślałam sobie, że także Wam lub Waszym bliskim mogłyby spodobać się gifty made by Douglas. Pudry nabłyszczające (obłędnie pachną!), pięknie opakowana morska sól do kąpieli, albo La Petite Robe Noir w świątecznym zestawie.

DSC_0089[1]DSC_0113[1]-tile DSC_0132[1]-tile DSC_0142[1] DSC_0152[1] DSC_0161[1]

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x