#TydzienPalet: Hean – Make My Day – dlaczego nie zawsze wychodzi, choć wszystko zapowiada się świetnie?

Bardzo lubię testować i odkrywać palety cieni z drogerii. Zwłaszcza, że na przestrzeni lat widzimy, jak ich jakość staje się coraz lepsza. Wiem też, że paletka Hean- Make My Day spodobała się i Wam, kiedy wrzucałam ją na nasze story.


Za mną testy, makijaże i wnioski. Tym razem dość smutne, więc zapijcie pasy i jedziemy. Opowiem Wam, co się według mnie stało że jednak nie wyszło tak, jakbym sobie tego życzyła.



Hean, Make My Day – paletka cieni w cenie ok. 50zł


Przyznam szczerze, że moją największą bolączką jeśli chodzi i polskie kosmetyki drogeryjne (nie tylko kolorówkę, bo i pielęgnacja ma podobnie) jest design. Tym razem byłoby prawie idealnie, ale zupełnie niepotrzebnie paletka ozdobiona jest kwiatami. One nie są brzydkie, ale dla mnie zbędne.

Wolałabym biel, jasny róż, ładną typografię. Za to kartonik jest dość lekki, lusterko dobre i całość nie prezentuje się tanio. Super!

Wnętrze to 12 cieni do powiek, w tym 5 cieni matowych, 6 błysków i 1 brokat. Wszystko to utrzymany w neutralnej kolorystyce, poza fioletowymi plamami kolorów. Przyznam szczerze, byłam bardzo miło zaskoczona, kiedy oglądałam paletkę Make My Day w sklepie. Wydawała mi się ciekawie skomponowana i przemyślana.

Od neutralnych kolorów po coś bardziej szalonego i wieczorowego. Super!


O co chodzi z cieniami matowymi?


Pięć cieni matowych o bardzo neutralnej i przemyślanej kolorystyce. Niestety, tylko do czasu pierwszych malunków. Dwa cienie ciemnobrązowe Choco i Brownie na oku (i swatchu) są praktycznie identyczne, a co jeszcze gorsze – podczas pracy wycierają się do szarości, są mało napigmentowane, po niemalże kilku chwilach na tracą moc.

Na zdjęciu poniżej musiałam dodać czarną kredkę i na nią aplikować ciemne cienie, by w ogóle były widoczne.

Ale nawet tu zauważycie, że pigment jest słabiutki, a kreska mocno rozdymiona, choć aż tak roztarta nie miała być. Najlepiej wypadają cienie Cream (jasny, kremowy beż o maślanej konsystencji) i Macaroon (różowy brąz). Latte, czyli w teorii neutralny brąz też wpada w brzydką żółtą szarość podczas pracy.

Co jest chyba przykrą kopką nad i – podczas blendowania cenie tworzą niezbyt estetyczną plamę.


A jak tam błyski?


Nie ukrywam, że podczas zdjęć zrobiłam także swatche i nagrałam filmik – błyski wyglądały tak pięknie i wielowymiarowo, że aż zapierało dech. No, ale potem przyszła praca z cieniami i znów u mnie coś nie grało.

Wielowymiarowy brokat Bubbles najlepiej wygląda solo, na mokrej bazie. Choć trzeba go zaaplikować sporo, by pokryć całą powiekę, ale jest tego warty. Niestety, chłodny fiolet Passion i różowy fiolet Sexy na moim oku robiły się bure, traciły błyszczące drobinki. I prawdę powiedziawszy pomogło im, jak naniosłam je podczas pracy z matami z innej paletki.

Jakościowo jeśli chodzi o moc błysku najlepiej wypada Shake, czyli różowe złoto. Blask jest widoczny na oku. Na swatchu przepięknie prezentuje się Dreamer (złoto z fioletową drobiną), ale to w zasadzie lekki topper i by był widoczny trzeba nałożyć go naprawdę sporo.

Odcienie Joy (pomarańczowy błysk) i Hope (różowy błysk) na powiecie tracą swą moc, są ledwo widoczne i by cokolwiek z nich wydobyć trzeba aplikować na mokrą bazę lub aplikować mokrym pędzlem.

Wydaje mi się, że bure makijaże dość dobitnie pokazują, że coś nie wyszło. A uwierzcie – starałam się bardzo bo lokowałam w Make My Day od Hean spore nadzieje. Zwłaszcza, że marka na na swym koncie fantastyczne produkty (fixery do podkładów, puder pod oczy, pomada do brwi czy róże).


Nie umiem polecić tej paletki i póki co nie znalazłam na nią sposobu. Pewnie wykorzystam beż czy brokat, ale bez przyjemności. Przykro mi.


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x