Hity pielęgnacji 2019! Moje ulubione kosmetyki roku.

Wiecie, co odróżnia ten wpis od innych poleceń kosmetycznych w ramach cyklu #TydzienPielegnacji? Zazwyczaj koncentruję się na tym, by relacja jakość/cena była jak najlepsza, a kosmetyk sprawdził się jak największej ilości osób. Ta strategia ma dużo plusów – sądzę, że to dlatego tak często sprawdzają Wam się polecane przez nas kosmetyki. Ale druga strona medalu jest taka, że czasem produkty, które ja osobiście uwielbiam, nie otrzymują wystarczająco dużo miejsca na blogu. Czas to zmienić! Przygotowałam zestawienie moich ulubionych kosmetyków 2019 roku.


Takich, które uwielbia moja skóra, mają świetne składy, unikatowe formuły i piękne opakowania.


A do tego odpowiadają mi ideały i przekonania, jakie wyznają ich twórcy.


Co jest dla mnie ważne przy wyborze ulubieńców 2019?


Żeby ten wpis nie wyglądał, jak spontaniczna polecajka kosmetyczna, czuję się w obowiązku wyjaśnić Wam, jakie oczekiwania mam co do produktów pielęgnacyjnych. Jakie kryteria powinny spełnić, by trafić do tego wpisu:

  • Muszą odpowiadać mojej skórze – konsystencją (mam cerę mieszaną/tłustą, ale wrażliwy obszar wokół oczu i ust, więc wybieram produkty lekkie, niezapychające, ale też unikam jak ognia mocnych zapachów – niezależnie, czy są naturalne czy sztuczne, podrażniają i wywołują łzawienie moich oczu) i składem (kosmetyk nie musi być naturalny, ale lubię, gdy nie zawiera wosków, zbyt wielu silikonów i pigmentów, mikroplastiku, ostrych drobinek ścierających). Naturalny skład nie gwarantuje efektów – przekonałam się o tym wielokrotnie – ale mimo wszystko lubię nurt clean beauty i uważam, że dzięki niemu jakość wszystkich kosmetyków się poprawia.
  • Muszą działać! Choćby produkt kosztował miliony monet, był najbardziej polecany na świecie i napakowany dużymi stężeniami aktywnych składników. Jeśli nie spełnia oczekiwań i obietnic, odchodzi w zapomnienie. To się niestety nadal zdarza, że na papierze (w składzie) kosmetyk wygląda na ideał, ale nie sprawdza się w praktyce.
  • Opakowanie jest ważne! Nie tylko ze względów ekologicznych (uwielbiam opakowania z recyklingu oraz klasyczne szklane butelki i słoiczki), ale też… zawodowych. Od ponad 10 lat pracuję jako grafik (to moje drugie, po dziennikarskim, wykształcenie i zawód), więc kwestia estetyki i jakości wykonania opakowań kosmetycznych (oraz witryn internetowych, reklam kosmetyków itp) jest dla mnie istotna. Jestem skłonna zapłacić więcej za produkt w przemyślanym, dobrze zaprojektowanym opakowaniu bo wiem, że marka przyłożyła się do pracy, opłaciła profesjonalny zespół projektowy i tym samym traktuje klienta poważnie.
  • Marki stawiają na innowacje, a kosmetyki są unikalne. To mnie zwyczajnie kręci! Nowe formuły, ciekawe składniki, nieszablonowe podejście do pielęgnacji – uwielbiam te kosmetyki, w których widać kreatywne podejście podczas opracowywania formuły lub opakowania. To nie zawsze musi być udziwnianie składu. Przecież jedna z moich (i Waszych) ukochanych marek – The Ordinary – zrewolucjonizowała naszą pielęgnację… prostotą.

Po co to wszystko piszę? Bo jeśli jesteście fankami tylko naturalnych kosmetyków, albo lubicie tylko te mocno pachnące – moi ulubieńcy mogą Wam się nie spodobać. Dlatego lojalnie uprzedzam – jesteśmy różni i mamy róże potrzeby, oczekiwania, doświadczenia z kosmetykami. Mój skarb może być Twoim bublem. I odwrotnie!

A teraz przejdźmy już do listy best of 2019


Demakijaż i oczyszczanie


Przez cały 2019 rok myłam buzię metodą podwójnego oczyszczania (do czego też Was zachęcam – nie ma lepszego sposobu na pozbycie się całego brudu, makijażu, filtrów i zanieczyszczeń z powierzchni skóry). Zdecydowanie najlepszymi produktami do demakijażu okazały się ojeki Yves Rocher – zarówno rumiankowy Pure Camille, jak i zielony z linii Elixir Jeunesse. Działają szybko, usuwają wszystko, łatwo się spłukują, nie pozostawiają tłustego filmu, ani mgły na oczach. Każdy ma 91% składników pochodzenia naturalnego i delikatny, niedrażniący oczu zapach.

A ulubiony żel do mycia? To musi być Soraya Plante! Wspaniały produkt o konsystencji galaretki, delikatnym działaniu, poręcznym opakowaniu i fantastycznej cenie (10-15 zł, w zależności, czy jest promocja w Rossku).


Toniki i esencja


Mam w zestawieniu dwa uluboine toniki – jeden nawilżający, drugi złuszczający z kwasami. Do tego esencja turbonawilżająca, która równie dobrze może być stosowana jak serum.

Zacznijmy od kwasów i genialnego preparatu Murad Multi Acid Peel. Idealny przykład bardzo innowacyjnej formuły i bogatego składu, który działa lepiej, niż inne tego typu toniki. Nie dość, że kuracja Murad ma nie tylko kwasy AHA, ale też BHA i kwas traneksamowy, to jeszcze połączono w nim formułę wodną z warstwą olejową. To zapobiega przesuszeniom i łuszczeniu się skóry po zabiegach złuszczania. Tak, jest drogi, ale to nie tylko tonik, ale cała kuracja złuszczająca, przeciprzebarwieniowa i reperująca barierę naskórkową.

Z kolei tonikiem-mgiełką, który zrobił na mnie najlepsze wrażenie w ubiegłym roku był Hylamide SubQ Mist. To prawdziwa fontanna nawadniająca skórę! Do tego tak sformułowany tonik, że pomaga utrzymywać wodę w naskórku na dłużej – latem mogłam go stosować nawet bez kremu. A jeśli jesteśmy już przy wspaniałym nawilżeniu, nie mogło w ulubieńcach roku zabraknąć wspaniałej esencji Samarite. Napakowana ekstraktami, żelowa esencja wspaniale nawilża skórę. Jedno opakowanie wystarczy na 3-5 miesięcy, więc jest też superwydajna.


 Serum aktywne


Skoro nawilżenie zapewniają toniki lub serum, wybrałam 3 serum do zadań specjalnych.

Niacynamide 10% + Zinc 1% z The Ordinary używam już od kilku lat i wciąż jest to moja ulubiona formuła serum z tym składnikiem. Delikatnie nawilża, dba o pory, walczy z nadmiernym przetłuszczaniem, odrobinkę rozjaśnia przebarwienia. Jest jak stary dobry przyjaciel, który nie zawodzi od lat (przeczytaj też wpis o tym, jak działa niacynamid).

Uwielbiam też witaminę C, szczególnie czysty kwas askorbinowy. W zestawieniu nie mogło więc zabraknąć mojego ukochanego serum z 15% witaminy C oraz roślinnymi składnikami rozjaśniającymi. Serum C-Firma Drunk Elephant znacząco zmniejszyło przebarwienia, nie zapychając przy tym cery (co mi się zdarza, gdy używam bardziej tłustych formuł z wit. C).

W tym roku odkryłam też bardzo ciekawe serum, które łączy witaminę C (nowoczesna pochodna 3-0) oraz… niacynamid: CC Me Serum od Summer Fridays. Tak! Teraz mam kosmetyk 2w1, który bardzo dobrze sprawdza się jako codzienna pielęgnacja utrzymująca sebum i przebarwienia w ryzach.


Kremy do twarzy, pod oczy i balsam do ust.


Ze wszystkich kremów, których używałam w ubiegłym roku najbardziej lubiłam dwa. Latem wybierałam Hydration Boost Revolution Skincare – leciutki wodny krem (tu więcej o kremach wodnych i recenzja tego konkretnego produktu), który mnie totalnie oczarował lekkością, brakiem zapachu i prostym składem. W pozostałych miesiącach towarzyszył mi najczęściej Protini Drunk Elephant. Oba kosmetyki nie mają silikonów ani olejków eterycznych, można spokojnie stosować je także na skórę wokół oczu (w ogóle jej nie podrażniają). Ale muszę wspomnieć o kremie C-Tango, moi absolutnym ulubieńcu pod oczy.

Nie byłoby best of 2019 bez wspomnienia kultowej maski do ust Laneige oraz filtra Color Smart Oil-Free Shiseido Waso. Wiem, że ma on swoich przeciwników i jest trochę kontrowersyjny (wciąż nie mamy pewności, czy filtry nano są całkowicie bezpieczne), ale mimo wszystko nie znam nic lepszego – zarówno pod względem skuteczności działania, jak i komfortu użytkowania (na tłustej, łatwo zapychającej się cerze filtry rzadko dobrze się spisują).


Peeling i maseczki


Nie zaskoczę Was na pewno pisząc, że moim ulubionym peelingiem 2019 roku był Czerwony Diabeł, czyli The Ordinary AHA30% + BHA2% Peeling Solution. Bardzo lubię fakt, że złuszcza bez żadnych drobinek ścierających, że posiada w składzie kwas salicylowy, który pomaga odtykać pory i kontrolować sebum. Do tego natychmiast rozjaśnia cerę, jest superwydajny, niedrogi i innowacyjny (ten kolor!).

W 2019 roku odkryłam też wyjątkowo skuteczną maskę oczyszczającą – Flavanone Mud od NIOD (tu jej pełna recenzja). Bardo mocną, niezbyt ładnie pachnącą, ale za to tak skutecznie usuwającą zalegający w porach brud, sebum i zanieczyszczenia, że skóra po jej użyciu aż promienieje.

Do kompletu brakuje jeszcze maski nawilżającej! I tu Was zaskoczę – wybrałam Fresh! Mimo, że nie podoba mi się, że jest perfumowana. Nie ma najbardziej naturalnego składu i jest – jak na taką maseczkę – dość droga. Ale jednak przepięknie łagodzi, nawadnia skórę i zapobiega odparowaniu wody z naskórka. Jest bardzo innowacyjna i przyjemna w stosowaniu (najpierw nakładamy żel-serum, potem maseczkę kremową) i faktycznie buzia po użyciu jest tak miękka i gładka, jak po zabiegu u kosmetyczki. Rose Deep Hydra Sleeping Mask można stosować zamiast kremu na noc, ale ja wolę standardowo, w ciągu dnia, po masce oczyszczającej. Aplikuję na 15-30 minut, zmywam nadmiar i nakładam pielęgnację.


A jakie kosmetyki Wy polubiłyście najbardziej w 2019 roku?


 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x