I co z tą normalnością?

Jeśli chciałabym tłumaczyć wszystkim nie do końca orientującym się czym jest „normcore”, wówczas czym prędzej odesłałabym do wpisu Harel, która wyraźnie podkreśla, że ideą nie zrodziła się w opozycji do „hipsteryzmu”. Bo ci prawdziwi normocrowy nawet nie zdają sobie sprawy, że zostali sklasyfikowani i opatrzeni odpowiednim tagiem. Także nie będę nic tłumaczyć.

Za to zwrócę uwagę na coś innego. Co mnie dotknęło całkiem niedawno. Mam takie momenty w życiu, a pewni i nie ja jedna, kiedy nic mi się nie chce. Nawet jeśli mam pojawić się wśród ludzi, i zamienić materac na wychodne, mało mnie to interesuje. Nie chce mi się. Zauważyłam jednak, że im więcej urodzin za mną, tym bardziej potrafię zwalczyć w sobie lenia i doprowadzić się nie tyle do ładu, tylko dążyć do wyglądania „awsome” w każdym momencie, także w tym bardzo rozleniwionym, zmęczonym i znudzonym. Zawiesiłam gdzieś bezsensownie wysoko poprzeczkę samej sobie, i nie wylezę bez tuszu do rzęs.
Idę rano do sklepu na przeciwko. Wcześniej, myjąc zęby zastanawiam czy nie powinnam jednak umyć włosów. Do sklepu na przeciwko. Łapię się na takich zagwózdkach. I nie, żeby moje włosy były brudne. Myje je codziennie, więc dylemat sklepowy odbywa się w okolicach soboty.

No i całkiem niedawno zrobiłam coś, co nie zdarzyło się od lat. Wyjęłam z szafy pierwszy t-shirt i byle jakie spodenki. Założyłam wygodne buty i poszłam do ludzi. Bo było mi obojętnie. I wiecie co? Zdziwko. Czułam się całkiem w porządku. Nie poczułam żadnej presji. Którą stawiam sama sobie. Boszzz, jak miło! Nie miałam wrażenia, że cały świat skupia się tylko na tym, że razem te dwie rzeczy specjalnie ze sobą nie grają. Zwyczajnie, zapomniałam o fakcie i robiłam swoje.

Mimo wszystko, biorąc pod uwagę, że był to incydent, podziwiam tych co potrafią odpuścić. I nie chodzi o to, by przestać o siebie dbać i chodzić w dresie, adidasach i t-shircie męża. Tylko traktować to wszytko bardziej na luzie, z przymrużeniem oka. Ja dotarłam do momentu, kiedy znów muszę się tego nauczyć. Nie jestem specjalnie zła na siebie. Przecież zawsze lepiej wyglądać na na zbyt zrobioną niż zaniedbaną (no dobra – lepiej czy nie lepiej?).

ps: Wiecie dlaczego pojawiali się bohaterowie BH9210? Bo ponoć są mega normcorowi. Choć biorąc pod uwagę, że każda stylizacja była przygotowana dla Kelly, Dony czy Brendy godzinami, aż nie chce się wierzyć. A fotka pochodzi z The Hollywood Gossip.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x