I’ll take you to the candy shop…

Pamiętacie klip 50 Centa „Candy shop”? Cóż, może i ja umięśnionym raperem nie jestem, ale też mam swoje cukierasy :))) Oczywiście zamiast ponętnych roznegliżowanych dziewcząt wybieram towarzystwo… białych jak śnieg lad, poukładanych z aptekarską precyzją kosmetyków i przemiłych, pomocnych konsultantek, które gdy mówią ‚czy mogę w czymś pomóc’ to widać, że pytają szczerze. Ta kosmetyczna cukiernia to nic innego jak nowo otwarta drogeria Hebe w Gliwicach, którą odwiedziłam na zaproszenie marki, zabawiłam się w detektywa-odkrywcę, zrobiłam fajne zakupy, dostałam też pokaźną pakę kosmetyków do testowania. 


Jak na prawdziwego detektywa przystało, w Hebe spędziłam ponad godzinę – częściowo oficjalnie, będąc oprowadzana przez pracownice sklepu po alejkach (powierzchnia gliwickiego Hebe jest naprawdę spora, a podobno ten chorzowski – bo tylko dwa tego typu sklepy znajdziemy na Śląsku – jest jeszcze większy!) i zapoznawana z historią marki (czy to wypada się przyznawać, że nie miało się pojęcia o istnieniu tego candy shopu?), potem z kolei postanowiłam wmieszać się w tłum i popodglądać nieco pracę ekspedientek, pana ochroniarza (a może lepiej napisać recepcjonisty? w końcu pięknie wita każdego gościa i kieruje do odpowiedniego działu) oraz porównać ceny z konkurencją. I co mi z tego wyszło?

No kochani, trzeba przyznać, że Hebe to nie byle co. Jest połączeniem typowej drogerii typu Rossmann czy Natura, ale obsługę oferuje na poziomie Sephory lub Douglasa (brawo dla pracowników!). Ma także usługi charakterystyczne dla drogerii z wyższej półki, aczkolwiek w przyjaznych cenach (makijaż dzienny za 10 zł, wieczorowy 25 – wow!) i najlepszy na świecie dział z przekąskami :))) Tylko tam znajdziecie tak bogaty wybór bakalii, czekolad z ciekawymi dodatkami i małe, zdrowe przekąski. Eko jest tu bardzo trendy. I dobrze! Ok, to jeszcze tylko krótka foto-przebieżka po gliwickim Hebe i na końcu posta pokażę zawartość paczki, którą dostałam do testowania wraz z pierwszymi opiniami (aczkolwiek kosmetyki zasługują na oddzielny post-recenzję i taka się wkrótce pojawi).

W Hebe bardzo mi się podobało i oficjalnie dołączam je do listy ulubionych kendyszopów (zaraz przy Melrinie, Douglasie on-line i Sephorze – ale koniecznie tej z sosnowieckiej ‚Plazy’, ze względu na obsługę).
A jaka jest Wasza ulubiona drogeria?

Przegląd asortymentu zaczynamy od kosmetyków kolorowych. Essie w przyzwoitych cenach!

Farb Revlon też nie widziałam w innych drogeriach (ktoś próbował? jak wrażenia?)…

…podobnie jak Orgenixów, które szczerze uwielbiam za zapachy, konsystencje i skład bez SLES-ów.

Takiego wyboru kosmetyków fryzjerskich, także w mega pojemnościach, nie widziałam nawet… u fryzjerów ;)))

Aquolina co prawda nie jest zbyt eko, ale mam do niej słabość – nie mogłam się powstrzymać, i czekoladowy żel do mycia wylądował w koszyczku.
Półka perfumeryjna też jest niezła. W zasadzie są dwie. Tu damska, naprzeciw męska. Są klasyki ale i sporo nowości. No i Angel 🙂
Z tymi przekąskami nie żartowałam – zobaczcie same – bakalie, sok aloesowy, musli, orzechy, owoce. Omnomom!
Z kolei półkę l’Oreala pokazuję nie tylko dlatego, że jest estetyczna, ale ze względu na promocyjne ceny podkładów. Naprawdę po wizycie w Hebe zaczęłam się zastanawiać nad tym, ile przepłacałam za niektóre produkty wcześniej. Podobno to zasługa bezpośredniego sprowadzania kosmetyków (pośrednicy nie zarabiają, a cena końcowa jest niższa), natomiast fakt jest faktem – takich cen Revlona, L’Oreala czy Lieraca nie widuje się codziennie.

A teraz, nie przedłużając – deserek. Zdjęcia części testowanych przeze mnie kosmetyków, w większości flagowych produktów Hebe.

Cudowny olejek pielęgnacyjny na noc – pachnie i wspaniale odżywia skórę!
Z marką Beauty Lab nie miałam wcześniej do czynienia, ale zaskoczenie jest naprawdę bardzo pozytywne.
Z kilku testowanych maseczek najbardziej polubiłam kolagenowe płatki pod oczy (po lewej)- wystarczają aż na 15 użyć!
I na koniec kosmetyk, z którym wiążę największe nadzieje – naturalny, eko kolagen z zieloną herbatą. Wymaga starannej systematycznej aplikacji i sterylnych warunków przechowywania, ale w miesiąc ślicznie wygładził mi buzię. Polskie górą!

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x