Pięć prostych sposobów, by być bardziej eko!

Ten rok rozpoczął rewolucję, i chyba nie mamy wątpliwości, że każdy z nas musi stać się jej częścią. Dla planety, dla przyszłości. To brzmi bardzo wzniośle, ale to nie o słowa chodzi, ale o czyny. I choć zdaję sobie sprawę, że trudno uniknąć błędów, a hasło: zero waste nie zawsze można zrealizować, to małe kroki wystarczą, by zrobić coś, co jest elementem większego planu.


Podrzucam Wam dzisiaj kilka moich sposobów na to, by być bardziej eko. I nawet się nad tym nie zastanawiać. Niektóre stosuję od niedawna, inne są ze mną znacznie dłużej. O innych (np. recykling, oszczędzanie wody), nawet nie wspominam, bo są dla mnie oczywistością.


jak być eko


Szarady w sklepach


Foliową torebkę biorę w ostateczności, i nawet nie pamiętam, kiedy był ten ostatni raz. Bo często chodzę z plecakiem, do którego swobodnie pakuję zakupy, lub używam lnianych toreb. A podczas zakupów w markecie, zabieram ze sobą kartkę papieru (zapisaną, zużytą), na której lądują naklejki z cenami zważonych produktów ii zamiast 15 woreczków, pokazuję przy kasie moją kartkę, z której sprzedawca skanuje ceny.

jak być eko

A warzywa i owoce lądują bezpośrednio w koszyku. Albo… w pustym kartonie, który można prosto znaleźć w sklepie i zabrać, zupełnie za free.

Foliówki przyprawiają mnie o ból głowy i moi bliscy mogą potwierdzić, że stałam się małym terrorystą w tej kwestii.


Dobry zwyczaj – pożyczaj


To odkrycie, którego dokonałam podczas wakacyjnego remontu salonu/biura (tu efekty). Przecież nie muszę kupować pędzli, korytka, wkrętarki. Wystarczy popytać rodzinę, znajomych, sąsiadów i okaże się, że bez trudu skompletujemy zestaw małego fachowca.

Nie musimy kupować młotka by przybić ramki na doniczki, ani też pompki do roweru, młynka do kawy czy patery na tort, jeśli mamy zamiar użyć ich raz w roku. A mniej rzeczy, to więcej przestrzeni i mniej śmieci.

jak być eko

I takie pożyczanie, zwłaszcza w gronie sąsiadów, ma dodatkowy walor – poprawiają się nasze kontakty! Rozmawiamy z ludźmi, wpadamy do siebie na herbatę lub (i wreszcie bez większych wyrzutów sumienia) odbieramy od nich przesyłki kurierskie.


Dzielę, myślę i zarządzam


Nasza praca sprawia, że jesteśmy otoczone ogromną ilością produktów. Nie wszystkie opakowania są biodegradowalne albo pochodzą z recyklingu. Więc ZAWSZE staram się je dobrze oczyszczać po zużyciu i segregować. No właśnie, chodzi o to zużycie. Bo nie zawsze jest prosto, by skończyć produkt i dopiero później otworzyć kolejny. Zwłaszcza, że nasze testy ciągle trwają.

Ale! Obiecałam sobie, że takie produkty jak szampony i odżywki, żele do ciała, pianki i kremy do twarzy, a także balsamy do ciała, mogą poczekać. Zanim otworzę jedno opakowanie, skończę już używany produkt.

W moim przypadku balsamy do ciała, to była istna zmora. Używam ich nieregularnie, więc potrafiłam mieć armię napoczętych butelek. Balsamy się przeterminowały, a ja wyrzucałam ich zawartość i butelki. Koszmar! Obecnie używam jednego balsamu do ciała Love Beauty & Planet z masłem shea i olejkiem z drzewa sandałowego – pachnie OBŁĘDNIE (i butelka jest z recyklingu i nadaje się do ponownego użycia). I póki nie zużyję ostatniej kropli, póty nie otworzę kolejnego produktu.


A jeśli zastanawiacie się, co robimy z nadwyżkami kosmetyków,
nawet tymi otwartymi, to sprawa jest prosta – oddajemy, dzielimy się, dajemy w prezencie.
Bliscy nie mają nam za złe, że kosmetyki są otwarte.
Znają naszą pracę i przyjmują z chęcią, także napoczęte rzeczy.


jak być eko


Jak Forrest Gump


Może nie biegam, ale spaceruję. I to bardzo dużo, pokonując naprawdę spore odległości. Fajnie mobilizują do tego opaski, aplikacje lub zegarki mierzące przebyte kroki i spalone kalorie. Bo wówczas nie tylko się jest bardziej eko, ale robi się coś dobrego dla ciała.

Poza tym jeżdżę komunikacją miejską, i nie tylko dlatego, że nie mam prawa jazdy. Wiem, że w Aglomeracji Śląskiej, zwłaszcza Katowicach, prościej poruszać się tramwajem czy autobusem, bo jest ich sporo, wszystko jest dobrze skomunikowane i… na szczęście mamy coraz więcej bus pasów, przez co nie stoimy w korku.

Sporo moich znajomych, którzy dojeżdżają do Kato, do pracy, z miast ościennych, zrezygnowało z aut. Bo tłok, brak miejsc parkingowych i korki. A w środkach komunikacji miejskiej ma się czas np. na książkę. I ja to bardzo szanuję!


Piję wodę


I to z kranu. Wiem, że w Kato jest czysta, przebadana i zdatna do picia, więc nie kupuję, nie kombinuję. I jest to mój podstawowy napój. Ograniczyłam do minimum puszki, a napoje w plastikach, typu cola już dawno odpuściłam (bo ich nie lubię). Jeśli sok, to w butelce – ostatnie pyszne odkrycie – soki tłoczone na zimno od Braci Sadowników.

Dla gości, również serwuję wodę, ale używam dzbanka z filtrem, bo zdaję sobie sprawę, że nie każdy (jeszcze!) ma chęć na kranówkę. No, a jeśli piwo… to w butelkach zwrotnych. To takie proste!


A w ogóle, to chciałabym Was jeszcze zachęcić do przeczytania artykułu o młodych bojowniczkach. W ostatnim, październikowym Twoim Stylu jest inspirujący reportaż „Gniewne nastoletnie” o  dziewczynkach, które walczą o swoją i naszą przyszłość. 

Greta Thunberg ma sporo mądrych koleżanek na całym świecie. 


Partnerem wpisu jest marka Love Beauty & Planet.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x