Reaplikacja filtrów w ciągu dnia: czy naprawdę muszę to robić? Jak często? I jak nakładać krem z SPF na makijaż?

Ok, używasz kremów z filtrem. Codziennie. Starasz się nakładać równą warstwę i nie żałujesz produktu. Bo wiesz, że im bardziej równomierna i porządna warstwa ochrony przeciwsłonecznej, tym lepiej działa. A jednak lekarze, producenci kosmetyków i autorytety ze świata beauty radzą, by powtarzać nakładanie kremu z SPF nawet co dwie godziny. Tylko kto tak naprawdę to robi (poza wakacjami)? Ludzie, którzy sumiennie reaplikują SPFy są jak Yeti. Podobno istnieją, ale nie znasz ani jednego…


Ale hej, teraz to możesz być Ty! Pokażę Ci jak reaplikować filtry – w makijażu i bez.



Czy na pewno trzeba ponownie nakładać krem z filtrem?


Najkrócej? TAK. Bo każda kolejna warstwa zwiększa szansę na uzyskanie takiego poziomu ochrony, jaki widzisz na opakowaniu swojego kremu z SPF. Skóra nie jest gładka, na powierzchni ma wiele załamań i nierówności. Mamy naprawdę duże szanse nie pokryć ich wszystkich kremem podczas jednej aplikacji. Druga kwestia to czas. Rano, po nałożeniu kremu, filtry działają jak należy. A potem zaczynasz normalnie żyć. Dotykasz twarzy, nosisz maseczkę, pocisz się, wydzielasz sebum, drapiesz się. Czasem spędzasz na słońcu więcej czasu, innym razem mniej, ale nawet wtedy, gdy cały dzień siedzisz w klimatyzowanym biurze z dala od okna, to nie masz gwarancji, że warstwa ochronna z filtrów jest nadal tak dobra, jak rano.

Jeśli spędzasz dużo czasu na powietrzu, w wodzie (lub wilgotnym klimacie), jeśli jest ciepło (i w związku z tym mocno się pocisz, albo skóra się błyszczy) i oczywiście wtedy, gdy się opalasz, nakładaj filtr tak często, jak to tylko możliwe. Co dwie godziny to może być i tak za mało.

Ale! Jeżeli Twój normalny dzień to praca/nauka w zamkniętych pomieszczeniach i z domu wychodzisz tylko rano i wieczorem, rozważ to i zastanów się, jak włączyć do takiego trybu dnia reaplikację SPFu. Każdy decyduje za siebie, według oceny stylu życia, szerokości geograficznej, stanu i rodzaju cery.

W warunkach domowego biura, schowana za roletą i zasłoną, nałożę filtr tylko dwa razy dziennie: rano i wczesnym popołudniem.

Ja spędzając cały dzień w domu, nie reaplikuję filtra. Podobnie zimą – jeśli wychodzę tylko rano i potem po zmroku. W takie dni, jak dziś dokładam krem z filtrem przed wyjściem z domu. Czyli zwykle nakładam porządną dawkę SPF rano i potem około godziny 15. Latem mam zawsze przy sobie jeden (albo kilka) produktów z SPF i w newralgiczne miejsca dokładam nawet co godzinę.

Za to przebywając na dworze, nawet w pochmurny dzień, będę się starała reaplikować filtr jak najczęściej.

Ponieważ mam skłonność do przebarwień to traktuję je trochę, jak ostrzeżenie. Jeśli się nie pojawiają wierzę, że moja ochrona przed słońcem jest wystarczająca. Oczywiście nigdy nie ma pewności, ale jako osoba od kilku lat nie borykająca się co roku z przebarwieniem w kształcie wąsów (które pojawiały się każdego lata, aż nauczyłam się dokładać filtrów w ciągu dnia), biorę ich brak za dobrą monetę.


Jaki produkt wybrać do reaplikacji? Puder, mgiełkę, a może krem BB?


Najpewniej użyć po prostu kremu z filtrem. Tego samego, co rano, ewentualnie w wersji z kolorem. Kremy mają wysoką ochronę, ale nie tylko dlatego warto głównie na nich polegać. Chodzi o ilość, którą nakładasz. Jest duża szansa, że w ciągu dnia dołożysz (nawet na makeup) ilość około 0,5-1,2 grama, czyli (niemal) połowę lub nawet całą zalecaną dawkę.

Z kremem BB, CC, czy nawet niektórymi filtrami z kolorem, jest większy problem. Bo trudno na siebie nałożyć więcej, niż 0,2-0,5 grama i wyglądać dobrze. Im większe krycie ma produkt, tym trudniej dołożyć go w dużej ilości. Dlatego nawet jeśli masz puder w kamieniu z SPF50, to w porcji nałożysz na buzię pewnie ochronę w okolicach SPF5.

Na twarzy reaplikowany filtr (w kremie) w ilości około 1 grama, nałożony na makijaż i zmatowiony sypkim pudrem.

Ale! Kosmetyki kolorowe z filtrami nie są bez sensu. Zrobiono badania (które świetnie omawia Ania Sienkiewicz na swoim profilu @IntiSkin, warto zajrzeć) sprawdzające, co nam daje dokładanie w ciągu dnia podkładu z SPF (typu cushion) oraz podkładu w płynie i pudru (oba z SPF15). Oba produkty podbijały poziom ochrony przeciwsłonecznej i razem z poranną porcją filtra w kremie (mimo, że badani nakładali go mniej, niż wynosi rekomendowana ilość) dawały naprawdę dobry poziom ochrony! I to wyższy, niż sam filtr w kremie po porannej aplikacji! Także jest o co walczyć i każdy dodatkowy produkt z filtrem ma szansę dołożyć swoją ważną cegiełkę do tego muru anty UV, który tak pieczołowicie budujemy codziennie rano 🙂

Przeczytaj też: Dlaczego już nie używam mgiełek z SPF do ochrony przeciwsłonecznej?

Ja osobiście do poprawek, poza kremem z filtremm, wybieram zarówno pudry, jak i podkłady w poduszeczce (cushion). Noszę też w torebce filtry w sztyfcie (mają bardzo dobre krycie skóry i świetnie się sprawdzają przy dokładaniu w punktach newralgicznych – na tatuażach, w okolicy ust).


Jak nałożyć krem z filtrem na makijaż?


No właśnie, co w sytuacji, gdy na twarzy mamy już makeup? Rozsmarowanie kosmetyku z filtrem na pewno go rozmaże. Dlatego najlepiej wykorzystać patent znany od lat wśród Azjatek (fenomen popularności BB, filtrów i podkładów w poduszeczce o czymś świadczy, prawda?). Po prostu nakładamy kosmetyk kremowy (z pigmentem lub bez) przy pomocy aplikatora, ruchami stemplującymi. Czyli nie rozsmarowujemy, a wklepujemy. To daje naprawdę świetne rezultaty. Makijaż rozmazuje się tylko minimalnie, nadal wygląda świeżo, a ewentualne błyszczenie łatwo przypudrować (puszkiem lub pędzlem, ważne by puder stemplować, wciskać w skórę, nie omiatać).

Jak to dokładnie zrobić? Wykorzystaj do aplikacji kremu SUCHĄ gąbeczkę typu Beauty Blender, albo aplikator do podkładu cushion, ewentualnie gąbkę taką jakie są dodawane do podkładów w kamieniu. Struktura takich gąbeczek jest zbita, gęsta, dobrze się nimi stempluje skórę miejsce w miejsce, nie pochłaniają za dużo produktu i nie „zjadają” dużo z wcześniej nałożonego makijażu.

Zacznij od środka twarzy (albo miejsc po których widzisz największy ubytek makijażu – np w miejscach po maseczce), a potem przejdź do policzków (miejsca, gdzie jest konturowanie, bronzer czy róż zostaw sobie na koniec, żeby nie transferować koloru na resztę twarzy i nie zrobić sobie plam na reszcie twarzy).

Jak to naprawdę wygląda? Zobacz na filmiku poniżej.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez BLESS THE MESS (@blessthemesspl)


To, co wydaje mi się istotne to przygotowanie skóry przed reaplikacją filtra. Jeśli masz cerę skłonną do przetłuszczania, warto najpierw odcisnąć nadmiar sebum na bibułce (te ze zdjęcia to Makeup Revolution za 19,99 zł, są fantastyczne!). A jeśli na buzi jest pudrowa warstewka, to przed reaplikacją SPF warto spryskać twarz nawilżającą mgiełką. Usunie pudrowość i pomoże ustrzec się przed ciastkowaniem podkładu.


Ten sposób reaplikacji naprawdę działa! Spróbuj koniecznie. Zobaczysz, że ponowne nałożenie kremu z filtrem wcale nie jest trudne, ani nie psuje makijażu.


Ten wpis jest częścią serii #TydzienPielegnacji – merytorycznych artykułów napisanych tak, aby razem tworzyły przewodnik po efektywnej i bezpiecznej pielęgnacji twarzy i ciała. Jeśli borykasz się z problemami z cerą, bądź poszukujesz wiarygodnych rekomendacji kosmetycznych, koniecznie sprawdź inne wpisy Tygodnia Pielęgnacji (tu). A jeśli masz dodatkowe pytania lub propozycje tematów, napisz do nas wiadomość na Instagramie.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x