Pięć sposobów, by zadbać o siebie tego lata. Ciało, skóra i głowa!

Nie wiem, czy też tak macie, ale lato zawsze kojarzyło mi się z rozpieszczaniem i wolnością. Wiadomo, przez wakacje. I przez te wszystkie smaki i zapachy – latem życie smakuje dobrze. Bo przygoda, bo nieznane, a jak znane to nostalgiczne (malinowy pomidor i piwonie? To przecież wakacje u babci), bo intensywne i takie wyczekane. 


Latem, kiedy mam trochę więcej lat, trochę sobie folguje, a jednocześnie (i nieświadomie) o siebie dbam. Bo wiadomo – nieustannie krążymy wokół wysokich SPF, zajadam się sezonowymi pysznościami (szpaaaaraaagi!), znajduje znacznie więcej czasu na spacery, zwłaszcza ta wieczorne, takie przyjemne.


I pomyślałam sobie, że mogę zrobić dla siebie jeszcze więcej i zamiast intuicyjnie, robić to świadomie. I żeby dobre nawyki, które mi służą, stały się naprawdę codziennością. Podrzucam dziś kilka z nich, takich dla ciała i ducha.


1/ Na sen – więcej powietrza


Mam problemy ze spaniem, ale i warunki, jakie sobie serwuje w sypialni nie są najlepsze. Zawsze lubiłam, by było maksymalnie ciepło (żadnego otwartego okna, nawet w upał), gruba i duża kołdra, dres (latem!). No i wiadomo – noce spędzone na nadrabianiu premier seriali. Lubię też spać między 4.00-11.00 rano (godne gwiazdy rock’n’rolla :D).

I wreszcie, w tym roku, narzuciłam sobie otwarte okno, lżejsze okrycie, a także 20minutowe power- drzemki w ciągu dnia (jeśli mogę sobie na nią pozwolić). Wolę wyłączyć serial, przerwać książkę i scrollowanie insta. To wiedza, która przychodzi z wiekiem.  

PS: w pakiecie przyda się jeszcze zmiana poszewki na jedwabną. To ukłon dla mojej cery i włosów. 


2/ Na głowę – czytać! 


Najlepiej papier. I jeszcze lepiej – coś, co pobudza do myślenia. Niech to będzie jeden wartościowy artykuł tygodniowo, jedna książka miesięcznie. Ale dać głowie powód do rozmyślań, pobudzić mózg do aktywności, innej niż ta zawodowa. Dla mnie to może być artykuł w Piśmie albo Kwartalniku Filmowym. Czytany w spokoju, ze zrozumieniem, z pełnym przepracowaniem tematu. Wiecie jeszcze dlaczego? Bo odkąd pracuje w domu (od dobrych kilku lat), dużo mniej rozmawiam z ludźmi i łapię się na tym, że mocno zubożało moje słownictwo i często brakuje mi słów, nawet tych prostych.

Tymczasem mogę polecić “Informację zwrotną” Jakuba Żulczyka. Trochę to wiwisekcja, trochę rozmazany kryminał (rozmazany alkoholem), a trochę nawet i political fiction. Wszystko to, jak zawsze, napisane gęsto, dosadnie, świetnie.


3/ Na dietę – pasty warzywne 


Ten punkt będzie miał sporo zdań, bo lato jak pisałam jest pełne smaków, ale i bywa dobrym powodem, by z czegoś zrezygnować. Z czegoś, co nie przynosi wiele korzyści. I u mnie, bez wątpienia, są to produkty z laktozą. I nie, nie jestem uczulona. Ale wystarczy, że się zapomnę, wjedzie latte lub owsianka na zwykłym mleku, i moje ciało to czuje. Bez owijania w bawełnę – wzdęcia, gazy, obrzęki. No i zamiast owocowego jogurtu (tiaaa…), lepiej zaserwować sobie zdrową przekąskę na drugie śniadanie. 

W tym miejscu pojawia się partner wpisu, Wawrzyniec, i pasty warzywne, które królują w mojej lodówce. I dlatego też, że mamy je przetestowane już dawno, znamy ich smaki, chciałyśmy, by pojawiły się na blogu. A wersję z grillowanym bakłażanem, przerobiłam na wszystkie sposoby. Doskonała! 

  • bo pasta to super sposób na drugie śniadanie, solo albo z pokrojonymi warzywami, zwłaszcza hummus z pestkami dyni i słonecznika
  • zamiast masła do kanapek, tutaj cudownie smakuje pasta z suszonymi pomidorami i żurawiną (sałata, ogórek kiszony, kiełki)
  • jako wkład do naleśników, grillowany bakłażan i cukinia z curry – mniami! Można zrobić sobie zdrowego gyrosa albo tortillę w indyjskim stylu. 
  • do letnich sałatek – słodka cebula i pomidory świetnie zagrały ze świeżym ogórkiem, dużą ilością koperku i fetą.

Słoiczek z pastą można wsadzić prosto do plecaka lub torebki, więc będzie perfekcyjną przekąską w pracy, w podróży albo na placu zabaw. No i, bez dwóch zdań, jest to mądra i zdrowa alternatywa dla rogali i drożdżówek, batonów, ciasteczek i rzeczonych wcześniej jogurtów i deserów mlecznych. 

To też dobra opcja, by zmniejszyć ilość mięsa. I mówię to ja, osoba, która jeszcze kilka lat temu nie wyobrażała sobie, by moja dieta nie była mięsna. Dziś? Nie ma problemu. Poznałam sporo smaków, nauczyłam się gotować w wersji vege, zrozumiałam, że lepiej zjeść mięso świetnej jakości rzadziej, ale w pełni cieszyć się jego smakiem. I wiecie co? Czasem, po ludzku, mam ochotę na pieczony schab (świetnie komponuje się z sosem na bazie pasty Wawrzyńca marchewka, dynia, curry), ale to uczty od święta, albo gdy zapraszamy gości. 

Dorzucę jeszcze swoje trzy grosze odnośnie napojów. Bo wydaje mi się, że lato to idealny moment, żeby nauczyć się pić więcej wody a mniej soków i napojów z cukrem. Bo, jak jest upał, to woda z dużą ilością lodu i cytryny smakuje wyśmienicie. Ja uwielbiam też miętę z lodem! Orzeźwia i robi naprawdę dobrze brzuszkowi (if you know, what i mean :D).


4/ Na formę – tylko to, co lubisz 


Ja na przykład lubię dużo chodzić. I jeździć na rolkach, a że całkiem niedawno kupiłam nowe, to jest też powód by się cieszyć tym czasem podwójnie. Choćby dwadzieścia minut dziennie, dla przyjemności. Bez stresu, że trzeba, że to obowiązek.

Można biegać, pojechać na rowerze po zakupy, ćwiczyć jogę, iść na basen albo zrobić serię lub dwie z Mel B. A nawet odkurzyć całe mieszkanie – to też przecież trening! Tylko dla siebie, nikogo innego. I nawet jeśli jednego czy drugiego dnia nie wyjdzie, to potraktować to na luzie, na letnio. Bo lato!


5/ Na ciało – oszczędzać ciepłą wodę 


Ponoć statystyki wyraźnie wskazują, że kobiety biorą kąpiele i prysznice w zbyt ciepłej wodzie, i jestem pierwsza na liście tego przestępstwa! Proszę bardzo; upalne powietrze, przemożna ochota na ochłodę i zdrowie, to świetne powody, by nauczyć się cieszyć z szybkich, letnich pryszniców. I wcielam go w życie, mając wielką nadzieję, że pozostanie ze mną nie tylko latem.

Bo gorąca woda niekoniecznie sprzyja wrażliwej, suchej, naczynkowej cerze. Do tego w upale zamiast odprężać, może powodować zmęczenie i osłabienie. No i osobiście doprowadziłam się do stanu (podczas naprawdę gorącej kąpieli), kiedy serducho zaczęło mi mocno bić, oblały mnie nieprzyjemne poty. Siedzenie w wannie ponad 20 minut, dolewając gorącej wody, zamiast relaksu, przyniesie niepotrzebne ‘rozmemłanie”. 

No i jeśli jesteśmy przy prysznicu, to prócz chłodnej wody, mniejsza ilość środków myjących (naprawdę nie musimy codziennie szorować ciała płynem, woda jest wystarczająca) i osobny ręcznik do twarzy – to będzie niewielka, ale spektakularna rewolucja łazienkowa. 


Mam taki przepis na lato. I chcę jednocześnie, by było łagodne, bez kompleksów, odprężająco. A Wy, macie swoje wakacyjno-letnie postanowienia?


Wpis powstał we współpracy z marką Wawrzyniec. 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x