Kat von D: Paletka Saint and Sinner – makijaż i recenzja

Świąteczna paletka Saint and Sinner od Kat von D, to zdecydowanie najbardziej wyczekiwany przeze mnie limitowany kosmetyk na Boże Narodzenie 2017. Gotycki klimat, bardzo zdobne opakowanie i kolory, które same proszą się o malowanie.


Czy jakość palety Kat von D jest tak dobra, by sprawić  ją sobie pod choinkę?


Cóż, nie będę przekonywać, że paletka Saint and Sinner ma najpiękniejsze opakowanie, bo zdaję sobie sprawę, że gotyckie klimaty nie muszą podobać się wszystkim. Ale trzeba przyznać, że wyróżnia się z tłumu. A niezwykłe ornamenty namalowała sama Kat.

Wewnątrz twardego, kartonowego opakowania znajdujemy 24 cienie w różnych wykończeniach (matowe, metaliczne, błyszczące toppery). Każdy cień to 1 g, więc łączne dostajemy 24 gramy produktów w cenie 269zł. Na markę Kat von D nie obowiązują w Sephorze promocje, więc jej cena jest stała. Swoją sztukę kupiłam w Black Friday, czyli w dzień premiery w Polsce. Palety nadal możecie kupić w Sephorze stacjonarnie, a i zerkać na stronę.

Paletka jest cieniutka, ale niezbyt poręczna. Co prawda w podróży nie zajmie wiele przestrzeni bo jest szczupła, to lusterka niezbyt ułatwiają wykonanie makijażu. To zdecydowanie ozdoba. I jako element toaletki spisuje się wyśmienicie.


A jak pracuje się z cieniami?


Kolory po stronie Saint

Choć na pierwszy rzut oka wydaje się być bardzo ekstrawagancka, to zarówno po stronie Saint, jak i Sinner, znajdziemy kolory w pełni nadające się do codziennej zabawy – matowe brązy, bardzo kremowy i widoczny na oku beż, delikatnie błyszczące miedzie, srebro, wielowymiarowy topper ze złotymi drobinami. Oczywiście są i kolory szalone – limonka, żółte złoto, ultramaryna czy turkus z drobinami. To selekcja barw dość ekstrawagancka, ale jednocześnie twarzowa.

Zerknijcie poniżej jak limonka naniesiona do wewnętrznego kącika oka podbija jego barwę!

Cienie są świetnie napigmentowane, nie sprawiają żadnych trudności przy rozcieraniu, jednocześnie dobrze współpracują między sobą, jak i przyjmują produkty innych marek. Mają masełkową konsystencję, i naprawdę potrzeba odrobiny, by dostać ogrom koloru na powiecie.

Gdybym musiała uparcie szukać mankamentu, to może zapragnęłabym jeszcze jednego spokojnego cienia transferowego. Jednak nie sądzę, by ktokolwiek traktował Saint and Sinner jako paletę samodzielną, a jedynie jako element większego zbioru.

Przyznam się Wam, że podjęłam decyzję o tym, że jeśli mam kolekcjonować palety limitowane jakiejś marki, to padnie właśnie na Kat von D.


A Saint and Sinner będzie tego powodem. Jest miłość.


Kolory po stronie Sinner

I co sądzicie, czy paletka warta jest świątecznego szaleństwa? A możecie macie swój wymarzony prezent? Koniecznie napiszcie, co chcecie znaleźć pod choinką!

 


W tym wpisie znajdziesz m.in. recenzję podkładu od Kat von D – Lock It Foundation.


A jeśli marzysz o holograficznym rozświetlaczu, to paletka Alchemist może przypaść Ci do gustu. Pisałyśmy o niej tutaj.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x