Kindle, czyli o milosci do czytania /czytnik ebook/

Follow my blog with Bloglovin

Czy ktoś z Was pamięta post z samego początku roku, kiedy każda z nas opowiadała o swoich zachwciewajkach i marzeniach na 2014? Moim numerem jeden był czytnik e-booków. Uroczy i poręczny Kindle. Od kilku dobrych tygodni maluch jest ze mną. Testuję, sprawdzam i dzisiaj spieszę Wam opowiedzieć dlaczego posiadanie tego malutkiego urządzenia wprawi w zachwyt wszystkich maniaków literatury.

Jak znaleźć czytnik idealny?
Jednak zacznę od rzeczy najważniejszej, o której bardzo często wszyscy zapominają. E-ink, czyli specjalna technologia wykorzystywana do tworzenia wyświetlacz elektronicznych. Nie chcę przedstawiać tutaj szczegółów, tylko przejść do sedna – papier elektroniczny działa tak samo jak ten klasyczny. By czytać potrzebujemy… światła. Tym właśnie dobry czytnik różni się od ipada, którego ekran jest podświetlany i wpatrywanie się weń dłużej męczy wzrok. Kindle, to w wolnym tłumaczeniu rozpalić/wzniecić ogień. I powiem Wam szczerze, że już kilka lat temu, kiedy ten maluch nie był dostępny w Polsce, serca wielu rozpalała myśl, że niebawem będą mogli gromadzić własną bibliotekę. Bez grama kurzu!

Elektroniczna książka? Never!
Zdarzało mi się tak mówić, bo przecież posiadanie egzemplarza, powąchanie okładki, przekartkowanie… Zrozumie tylko ten, kto książki kocha i czytuje namiętnie. I niewątpliwie jest w tym dużo prawdy, ale… Wyobrażacie sobie torbę na uczelnię lub do pracy/zmianę bielizny na siłkę/kosmetyczkę/drugie śniadanie/wodę i opasłe tomisko. Ramię się urywa! Za to ten maluch, poręczny i zgrabny waży tyle co nic, a mieście… Wszystko! Ulubioną literaturę, lektury, skserowane i przekonwertowane do pdf (ale też jpg) notatki na uczelnię, teksty na zajęcia, a także najnowsze wydanie naszej ulubionej gazety. Super!

Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!
Świetna akcja dla promocji czytelnictwa. I straszne statystyki, które mówią, że czytamy mniej niż dwie książki rocznie. Nigdy nie zaliczałam się do tej grupy, ale w natłoku wielu zadań i obowiązków mój licznik spadał. Zgroza! Zdarzyło mi się za to męczyć czytadła na ekranie laptopa. Ba… Pochłonęłam w ten sposób wszystkie tomiszcza Harrego Pottera. I na pewno nie pomogłam swoim oczom. Dlatego Kindla wydała mi się niezbędna i naprawdę żałuję, że podczas studiów była wyłącznie w sferze marzeń. Rodzice, wujkowie i dziadki – kupcie swoim pociechom czytnik do szkoły. Załadujcie go lekturami. Nie będzie wymówek, że nie można było dostać egzemplarza w bibliotece!

Czytam. Trzy na raz.
Zawsze tak lubiłam, a fizyczne ogarnięcie tematu było prawie niemożliwe. Teraz wybieram dokładnie ten tytuł, na który mam ochotę. Mogę sobie w trakcie czytania zmienić orientację z pionowej na poziomą. Jeśli akurat poczuję, że tka mi przyjemniej (choć preferuję wersję poziomą). Mogę dodawać zakładki w miejscu, gdzie skończyłam czytać, a także notatki. To szczególnie przyjemna sprawa podczas studiowania. Możemy powiększyć sobie tekst, zmienić kontrast, powiększyć czcionkę. Czyli już ta podstawowa wersja sprawia, że dopasujemy malucha do własnych potrzeb. Moje wersje Kindle to ta najbardziej podstawowa. Ile trzyma bateria? Czytam codziennie około dwóch godzin i póki co jeszcze nie ładowałam czytnika ani raz. Super!

https://www.facebook.com/lenalonablog?ref=hlhttp://www.intagme.com/btmlenalona

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x