Truskawkowy makijaż na lato i mnóstwo drogeryjnych kosmetyków – sprawdzam nowości!

Przyznam szczerze, że tegoroczne wakacje upływają mi pod znakiem minimalistycznego makijażu – bez podkładu, z dużą ilością bronzera (także na powiecie) i złocistym rozświetlaczem na policzkach i oczach.

Ale przecież blogowanie zobowiązuje i urlop wiecznie trwać nie może. Przez ostatnie tygodnie sprawdzałam kilka nowości, i chętnie podzielę się z Wami, czy są perełki, na które warto ostrzyć sobie zęby.


Jak zauważycie, zdecydowana większość produktów, to kosmetyki w dobrych, drogeryjnych cenach. I to ukłon w Waszą stronę, bo na instagramie i story często pytacie się na o bardziej budżetowo propozycje.


Jeśli czytacie naszego bloga, to dobrze wiecie, że odcienie czerwieni, to obok fioletów moje ulubione barwy do makijażu oczu. I makijaż, który widzicie na zdjęciach, mógłby być moim znakiem rozpoznawczym. Jednak chyba zdziwię Was faktem, że od bardzo dawna nie robiłam czerwonego smoky.

Dlatego z chęcią do zabawy wzięłam paletkę I <3 Revolution – Strawberry Cheesecake. Urocza nazwa, słodki zapach cieni, różowiutkie opakowanie i naprawdę przepiękna selekcja kolorów.

Kolory matowe prezentują się wyśmienicie, ale nie będę ukrywać – ich pigmentacja nie jest równa. Część ciemniejszych kolorów trudno będzie nam dokładać, i jak często bywa z paletami z rodziny Revolution – mają one swoją maksymalną moc pigmentacji i więcej nie uda się nam wydobyć.

Jaśniejsze maty, to naprawdę ładne kolory transferowe, którymi bez trudu stworzymy lekki, świeży mejkap z truskawkowym motywem przewodnim.

Wykończenia cieni błyszczących, to metaliczne (boska miedź!), cienie perłowe i połyskujące toppery. Wszystkie nałożone na mokro dają ładne efekt, ale to znów coś bardziej subtelnego, delikatnego. To zdecydowanie pastelowa, dziewczęca kolorystyka. Ale jeśli uda się Wam ją kupić za ok.27 zł (tyle kosztuje w promocji), to możecie się skusić.

Podkład Hello Happy od Benefit w wersji oryginalnej, to jeden z naszych ulubieńców na lato (zobaczcie recenzję tutaj). Dlatego z wielką radością przywitałyśmy w rodzinie jego nową, rozświetlającą wersję. I dość mocno nas ona zaskoczyła, ale po kolei.

Po pierwsze – podkład ma znacznie większe krycie niż jego starszy brat, a także bardziej kremową konsytencję. Nakłada się go bez problemu gąbeczką, wygląda naturalnie i daje efekt satynowej, ale dobrze zakamuflowanej skóry.

Na mojej suchej cerze, która w upały lubi przetłuszczać się w strefie T, utrzymuje się pięknie przez wiele godzin. Wystarczy zdjąć nadmiar sebum, i nawet nie dodawać pudru, by wyglądać świeżo. Plus za to, że zupełnie nie obciąża skóry. Jedynie, co mogłabym mu zarzucić, to zdecydowanie zbyt mały glow, jak na obietnice producenta. Ale wybaczam mu, bo ma w sobie filtr SPF 15, więc dodatkowo chroni mnie przed słońcem.

A teraz Was pewnie zaskoczę – korektor, to jedne z tych produktów, który całkowicie wyeliminowałam z codziennego, letniego mejkapu. To znaczy używam, ale wyłącznie do miejscowego ukrywania niedoskonałości. Pod oczami? No, thanks.

Oczywiście testując korektor PUR – Disappearing Ink 4-in-1 Concealer Pen, używałam go także pod okiem, ale na stałe wrócę do niego jesienią, kiedy pewnie zatęsknię za nieco bardziej kryjącymi makijażami.

Bo korektor pięknie zakrywa niedoskonałości, nie podkreśla suchości, nie wchodzi zmarszczki i zwyczajnie – robi taką robotę, jaką od niego wymagam. Ukrywa również pryszcze (zwłaszcza w zespole z doskonałym pudrem PUR – Translucent Loosing Powder!), ładnie rozjaśnia okolice pod oczami. Dorzucając do wyliczanki świetny skład (witamina E, olejek jojoba, masło shea, wyciągi z roślin), nie mam wątpliwości, że to hit!

Paletka rozświetlaczy marki Obsession – Commited to przepiękne, tekturowe opakowanie i cztery kolory rozświetlacza o wymienialnych wkładach. Markę Obsession znajdziecie w Rossmannach, i zdecydowanie polecamy paletki nude z tego wpisu, i wakacyjne niezbędniki z posta Ilonki.

Ale nie cały kwartet jest godny zachwytu – niebardzo lubię się z jasnym odcieniem, Bound. Jest niemal biały, dość mocno podkreśla fakturę skóry i zupełnie nie sprzyja naturalnemu glow. Najbardziej uniwersalne okazuje się być, jak zawsze, złoto. Natomiast różowy odcień i brązowy, możemy traktować na zasadzie rozświetlającego różu.

Rozświetlacz Avon Flashlight FX Illuminating Drops w kolorze Get Lit, to zdecydowanie propozycja na lato i naprawdę przybrązowiony mejkap. Uwielbiam nosić go na gołą skórę lub lekki tint koloryzujący. Pięknie błyszczy, nie jest lepki i wygląda naprawdę ekskluzywnie.

Używam go czasem także jako bazy do wzmocnienia działania pudrowego rozświetlacza, ale to już w duecie z podkładem. Doskonale rozświetla kości obojczyka, ręce, a nawet nogi. Zwłaszcza, że poza pięknym blaskiem, zostawia lekko brązowy odcień na skórze.

W tym zestawieniu teoretycznie nie zauważycie pielęgnacji, ale jest jednak serum Gold Pineapple od Lovely, które ma być bazą pod makijaż, ale i pełnoprawnym serum. I tutaj sprawę stawiam jasno – dla mnie jest ono zbyt delikatne, zarówno jako baza, jak i pielęgnację. To naprawdę minimalnie nawilżający produkt (z mikrobrokacikami). Nijak ma się do Farsali, które jest pewnie inspiracją. Jednakże! Znalazłam dla niego miejsce w mojej kosmetyczce – lubię nakładać go na usta. Przed makijażem i w jego trakcie. Ładnie rozmiękcza i przygotowuje wargi do dalszego mejkapu.

Za to Star Primer od Revolution, to baza, na którą zdecydowanie warto zwrócić uwagę. Zacznę do jednak od wady – ma dość specyficzny zapach – anyżowy. Ja nie przepadam, ale to kwestia indywidualna. Zaskoczył mnie jednak uniwersalnością – bo nie tylko nawilża, ale i lekko bluruje rozszerzone pory, a i przedłuża trwałość makijażu. Łączy się dobrze z każdym podkładem, i bardzo ładnie wygląda na skórze solo. Tak lubię go nosić teraz najbardziej.

Na deser jeszcze włoski eliksir od Pupa – Lumi Elixir. To znów kosmetyk „pomiędzy”, bo z jednej strony może być bazą rozświetlającą, produktem do noszenia solo, a także rozświetlaczem w płynie (jednak niezwykle delikatnym, za to eleganckim).

No i co tutaj dużo mówić – ja lubię go teraz nosić na gołą skórę, tzn. skórę z pielęgnacją. A w zasadzie na wcześniej wspomnianą bazę Revolution. Wspólnie tworzą zgrany duet.

Delikatny zapach, brzoskwiniowa zdrowa skóra jaką daje i dodatkowa dawka nawilżenia, to niewątpliwe zalety eliksiru. Możecie śmiało łączyć go z ulubionym podkładem, by dodać mu lekkości, ale co ważne – nie będzie wpływało to na krycie i trwałość fluidu.

Jestem bardzo ciekawa, jak wygląda Wasz makijaż latem. Czy podobnie jak ja, stawiacie na brąz i rozświetlenie? I sprawiacie, że makijaż to absolutne minimum? A może szalejecie z kolorami, formułami i mejkapem godnym brazylijskiej samby? Dajcie znać, koniecznie.


Kosmetyki Avon, PUR, Pupa, Revolutin i Benefit pochodzą z paczek PR.

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x