Lena i Lona testują: Eko słodycze dla ust

Niech rękę do góry podniesień ten, kto dzisiaj choć przez chwilę nie dał się uwieść promieniom słońca. Czy ktoś się zgłasza? Bo ja nie widzę! Cudowny weekend za nami, a wiosna przyszła już na pewno. I mamy nadzieję, że już nie ucieknie. Równie wiosennie zapowiadały się też testy balsamów Figs&Rouge, które w ubiegłym tygodniu wręczył nam piękny jak młody bóg Pan Kurier na zlecenie dobrego jak chleb sklepu Merlin.pl (ależ mnie się porównania dzisiaj trzymają, hahaha!). A oto, co o nich myślimy…

Lona: 
Jako fan wszelkiej maści ekocertyfikowanych, nie testowanych na zwierzętach, bez parabenów, sztucznych barwników, z naturalnymi i biologicznie aktywnymi ekstraktami  z kwiatów i ziół kosmetyków przyjęłam je z otwartymi ramionami (co nie było zresztą takie trudne, gdy zobaczy się te piękne retro pudełeczka w kwiatuszki). Naturalne woski, biologicznie czynne składniki, wszystko full eko i natura. A zapachy jak ze spiżarni babuni i zielnika dziadka. Są figi, róże, mięta, wiśnie i dużo innych pachnideł, głównie kwiatowych.

Mam przyjemność testować wersję różaną, a także miętową z nutką drzewa herbacianego. Oba zapachy wybrałam z rozmysłem. Różę – bo jest dobra na wszystko i do wszystkiego (poza tym zapach róży ma u mnie zadziwiająco uspokajające działanie – przestaje mnie boleć głowa!), mięta – bo po prostu lubię ten delikatny chłód na wargach. Konsystencja i kolor obu wariantów identyczny – jak lekko skrystalizowany miód taki, który łatwo nabiera się na palec. Działanie – bardzo dobre, choć – uwaga! – ze względu na smak i zapach szybko się zjada! Na szczęście każde pudełko ma wagę 8 gramów i jest to dostatecznie dużo, by starczyło mi na miesiąc ust smarowania. Bo na innych miejscach próbować nie zamierzam (choć można) – najzwyczajniej w ściecie szkoda mi tracić tego smaku 🙂

Czas na ocenę. Opakowanie: 5, konsystencja/zapach: 5!, działanie: 4+



Lena:
Słodkie geranium czy dzika wiśnia… Brzmi tak dobrze jak smakuje! Ekologiczne balsamy idealnie nadają się do codziennej pielęgnacji. Mogą to być spierzchnięte usta albo wysuszone dłonie. Dla mnie to cudowne panaceum na wysuszone i zniszczone skórki przy paznokciach. Te słodkie cudeńka możecie znaleźć w miejscu, o którym już kiedyś wspomniałam – sklepie internetowym merlin.pl.

Będę jednak szczera i nie omieszkam dodać – nie lubię balsamów, które trzeba nakładać palcami. Dla mnie to dość niehigienicznie. Nie ma możliwości poprawki gdzieś na ulicy, w autobusie. W sam raz podczas wyłącznie pielęgnacji „domowej” czy w biurze. Wielkim plusem jest za to strona wizualna. Balsamiki wyglądają tak, jakbym wyjęła je z torebki babuni. Urocze opakowania w stylu retro sprawiają, że z wielką przyjemnością można się nimi chwalić. Gęste i pyszne, i na dodatek eko, w sam raz na przywitanie wiosny.

Czas na ocenę. Opakowanie: 5 +, konsystencja/zapach: 5, działanie: 4
dodam jeszcze- 6+ na zniszczone skórki paznokci.



PS: Padły, zasadne oczywiście, pytania o ceny balsamików. Kosztują od 20-32 zł, w zależności od pojemności. Choć, to gratka, dla zalogowanych użytkowników na portalu Merlin.pl – teraz koszt tego cudeńka to 16 zł.  
Tekst i Foto: Lena&Lona

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x