Moi letni ulubieńcy: włosy, twarz, ciało i odrobina mekjpau.

Chciałoby się rzec, że wakacje na półmetku, ale (o zgrozo!) jesteśmy już prawie w połowie sierpnia. Na osłodę szybko mijających, letnich dni, przynoszę Wam dzisiaj sporą dawkę moich letnich ulubieńców.


Będziemy zajmować się włosami, ciałem, twarzą i dorzucę trochę ulubionej kolorówki. Czyli naprawdę sporo różności. Zaczynamy.


W mojej pielęgnacji twarzy pojawiło się kilka nowości (wspomniałam Wam o nich na story czy instagramie). Obiecałam też wrócić z mini recenzją odżywczego, ultra mocno nawilżającego kremu Givenchy – Ressource Creme Riche Hydratante. Gęsta, bogata formuła świetnie sprawdza mi się na noc, ale gdy nie nakładam makijażu i nie wychodzę na zewnątrz (wówczas wiadomo – SPF) noszę i w domu. To naprawdę mocno otulający, zmiękczający skórę produkt, który wyraźnie nawilża. Ma co prawda bardzo intensywny zapach (szkoda), ale 96% składników pochodzenia naturalnego pokazuje, że marka idzie zgodnie z trendami.

Wśród składników, którymi Givenchy bardzo się chwali, znajdują się wyciągi z mchu i nieśmiertelnika mające nawilżać i…odstresowywać skórę. Drugiego działania nie zauważyłam ;), ale cera jest widocznie nawilżona. Dodam jeszcze, że to nie jest najtańszy produkt.

Pewnie każdy z Was zna mgiełkę MAC Fix Plus (nawilża, utrwala, „dodaje życia” cerze, zmniejsza matowość po przedawkowaniu pudru czy podkładu, jest bazą pod makijaż). W mojej kosmetyczce pojawiała się jej wersja – Radiance, która zawiera witaminę C, olejki eteryczne, kwas hialuronowy. I traktuję ją jako nawilżajacy i pobudzający kompres dla skóry.

Fix Plusa trzymam w lodówce, po oczyszczaniu, mocno nawilżam nim twarz i pozwalam jej wyschnąć. Mój mini zabieg powtarzam kilka razy w tygodniu lub kiedy widzę. że skóra potrzebuje dodatkowego zastrzyku energii. Możecie używać jej także miejscowo, np. na opuchliznę pod oczami robiąc sobie kompresy z wacików.

Zmiękczająca włosy, ułatwiająca rozczesywanie…. Jednym słowem – świetna. Taka jest maseczka Hydrating Melting Mask Aloe Vera od Christophe Robin. To była miłość od pierwszego użycia i nadal jest. Zwłaszcza, że maska naprawdę pięknie radzi sobie z mocno puszącymi, suchymi włosami. Rewelacja!


Podobnie jak Frizz Tamer od Batiste, który jest produktym zmniejszającym puszenie się włosów, a także czymś w rodzaju lakieru. Na moich niesfornych włosach robi bardzo dużo dobrego, także w ciepłe dni, kiedy trudno się nie spocić (okolice skroni), co powoduje dodatkowe fale. Polecam, zwłaszcza suchym włosom, bo mam wrażenie, że przyspiesza czas ich mycia.

Dwa świetne kosmetyki do ciała, które dbają o opaleniznę. Po pierwsze Sensual Sun Diego dalla Palma – odżywczy i nawilżający, rozświetlający balsam po opalaniu, który bardzo subtelnie pogłębia naturalną opaleniznę. Pachnie obłędnie, dosłownie wtapia się w skórę, mikro drobinki bardzo elegancko ją rozświetlają.

Jestem balsamowym leniem, ale w tym wypadku aplikuję go z wielką przyjemnością na całe ciało (aach, żadnej nieprzyjemnej lepkości!). Wow!

W podobny zachwyt wprawiła mnie pianka/woda opalająca Coconut od Minetan. Owa pianka podczas masowania zamienia się szybko w wodę, nie robi smug i pięknie tworzy naturalną opaleniznę. Bez smug, nieprzyjemnego zapachu i mało estetycznego koloru marchewki. Wzmacniam nią moją opaleniznę po wyjeździe.

Nigdy nie lubiłam się opalać i nadal tego nie robię, ale lekko brązowa skóra wygląda… sexy. A efekt wody Coconout zauważyło kilkoro znajomych chwaląc bardzo ładny odcień nóg.

Przetestowany (nawet w bardzo upalnych warunkach) i zatwierdzony! Kultowy krem CC od It Cosmetics sprawdził się i u mnie. Faktycznie jest mocno kryjący, ale przy tym wygląda na twarzy naturalnie, pomimo matującego efektu. Jest długotrwały i wyśmienicie przeszedł test noszenia go pod maseczką.

Wysoki filtr (SPF40) jest niewyczuwalny na skórze, i co dla mnie ważne – nie zapycha. Noszę go bezpośrednio aplikując na serum. Nie jestem zaskoczona, że to od lat ulubieniec wielu osób na całym świecie.

Ulubiony błyszczyk Clinique – Rosewater POP

Krem nawilżający, baza, filtr SPF20 oraz podkład w jednym to 4-in1 Tinted Moisturizer PUR Cosmetics, który ma ogormną przewagę nad It Cosmetics – doskonałą gamę kolorystyczną. Noszę MN3 i jest jakby stworzony dla mojego odcienia skóry. No i jest jeszcze różnica wykończeń – tutaj dostajemy piękne, zdrowe i dość mocne rozświetlenie.

A w zasadzie efekt jakby mokrej, mocno nawilżonej skóry. Obiecuję, że jeszcze w tym tygodniu pokaże się w nim na naszym story jak prezentuje się na twarzy. Bo warto to zobaczyć.

PUR Cosmetics zachwycił mnie także bazą pod tusz do rzęs –  Fully Charged Mascara Primer. Biała baza fantastycznie pogrubia, wydłuża rzęsy i przedłuża trwałość każdej maskary. Miałam kilka baz, zawsze numerem jeden był Diorshow Maximizer, ale oficjalnie mogę oddać palmę pierwszeństwa wegańskiemu PUR. Nie ma sklejenia, a są rzęsy do nieba. Z każdym tuszem.

A przy okazji tuszu – Max Factor Lash Revival, to fajne podkręcenie rzęs. Szczoteczka dobrze aplikuje produkt i dodatkowo ładnie rozczesuje włoski.

Oko wyonane paletkę Natasha Denona Bronze.

Dorzucam jeszcze do moich ulubieńców błyszczyk Clinique z serii POP w kolorze Rosewater. Lekki, nawilżający, pięknie błyszczący i bardzo komfortowy w noszeniu. Nie rozstaję się z nim! Towarzyszły mi cały czas podczas Eurotirpu.

I jeszcze cacuszko od Essence Bloom Baby Bloom, czyli róż rozświetlający w pięknym zgaszonym kolorze „brudnych, rzydymionych róż”. Co prawda plastikowe opakowanie otwiera się fatalnie, to musze przyznać, że sam róż jest maślany i prezentuje się na skórze… znacznie drożej niż w rzeczywistości kosztuje. Bardzo efektowe rozświetlenie.

I na sam koniec jeszcze kilka słów o Bronze Palette od Natasha Denona. To, wraz z paletką Bohema od Zuzy, najczęściej używane przeze mnie cienie do powiek. Uprzedzam pytania – jakość cieni matowych Nataszy jest doskonała, nie będę ukrywać, że ze lepsza niz glamshopowa. To są maty, które same się rozcierają, blendują, tworzą chmurkę kolorów.

I to jest jedyny minus, moim zdaniem, paletki – chciałabym więcej matów w tych pięknych, brązowych odcieniach. Z łatwością oddałabym ze trzy błyskotki na rzecz bardzo ciemnego brązu w chłodniejszej i cieplejszej tonacji.

Cienie błyszczące są piękne, wielowymiarowe, eleganckie. Gdybym miała im coś zarzucić, to może dość podobne odcienie kilku złotek, ale z drugiej strony – ta paletka nie wychodzi poza temat piasku i plaży – w pełnym słońcu, jak i wieczorem (stąd dwa odcienie lekko fioletowe, jak kolor morza nocą).

Czy to był dobry zakup? Tak. Bo prócz super jakości cieni jest jeszcze luksusowe opakowanie dopracowane w każdym detalu.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x