Lily Lolo: naturalny i zdrowy make up [epizod#1]

Świetne konsystencje, trwałość i łatwość nakładania.

Nie jesteśmy mistrzami makijażu. Zazwyczaj dbamy o to, by cera wyglądała gładko, a niedoskonałości były ukryte. Jeśli stosujemy cienie, to w beżach lub brązach, lubimy szminki w różnych odcieniach różu, a także subtelne rozświetlenie i świeży efekt. Dlatego z przyjemnością sięgamy po makijaż mineralny i z nim wiążemy duże nadzieje. Lily Lolo ma naprawdę świetne róże do policzków, niezłe rozświetlacze i cienie. Produkty kremowe wypadają już nieco gorzej. Mimo wszystko z pomocą Lily Lolo można wykreować świeży i naturalny make up. I to szybko. Dzisiaj zobaczycie kosmetyki, których używałam ja, ulubieńcy Leny zagoszczą na blogu za tydzień. Warto się im przyjrzeć. 1/ Rozświetlający rumieniec. Sypkie róże mają jedną niezaprzeczalną zaletę – można je dowolnie mieszać i samemu stworzyć kilka wersji kosmetyku. Mając do dyspozycji dwa kolory: jaśniuteńki i bardzo roziskrzony Doll Face oraz różowo-brzoskwiniowy satynowy Clementine mam tak naprawdę kilka różnych wariantów makijażu. Clementine stosowany solo daje bardzo ładny słoneczny rumieniec, z kolei Doll Face jest tak naprawdę kolorem rozświetlającym – nakładam na szczyty kości policzkowych, łuk kupidyna (by wydobyć charakterystyczne ‚serduszko’ z kształtu ust) oraz pod łuk brwiowy. Gdy wymiesza się oba kolory powstaje jasny i promienny róż idealny na lato. Lubię też odrobiną Doll Face wzbogacać matowy brązer w chwilach, gdy chcę osiągnąć bardziej ‚wakacyjny’ efekt. Konsystencja, trwałość i łatwość nakładania są po mojej stronie, więc pozostaje tylko otworzyć głowę na eksperymenty. Super! 2/ Sypkie cienie do powiek. Odcienie wybierałam przez internet, więc gotowy produkt nieco mnie zaskoczył. Chodzi o kolor Soft Brown zawierający bardzo dużo żółtych pigmentów, które niezbyt dobrze wyglądają na oku. Natomiast polubiłam Miami Taupe – jaśniutki (na powiece niemal niewidoczny, lekko przydymiający oko) beżowo-szary kolor pasujący do każdego makijażu dla każdego oka i na każdą okazję. Nie osypuje się, łatwo nakłada i jest diablo wydajny. Trzeba tylko uważać, by nie wysypał się ze słoiczka (bo takiemu maluchowi nietrudno się gdzieś zaczepić, zagubić). 3/ Kremowy prasowany cień – nie tylko dla oczu. Ach! To jest, Proszę Państwa, geniusz! Ma wszystkie zalety cieni sypkich i kilka takich, których się nawet nie spodziewałam. Jest tak aksamitny, że niemal kremowy. Znakomicie się rozprowadza na powiece, a kolor to idealny, bardzo bardzo delikatnie odbijający światło brąz. Stosuję go do makijazu oka, ale także brwi, bo dzięki świetnej przyczepności (ach ta konsystencja) z jego pomocą można je wymodelować i wypełnić ubytki. 4/ ‚Nagie’ szminki. Niestety niewypał. Jedyny ze wszystkich stosowanych przeze mnie kosmetyków Lily Lolo, którego nie poleciłabym bliskiej osobie. Brawa za ładne neutralne kolory (róż i beż), ale jednak kolor to nie wszystko. Szminki źle się rozprowadzają, słabo nawilżają, podkreślają suche skórki i bardzo szybko znikają z warg. Do tego niezbyt miło smakują i pachną. Receptura wymaga dopracowania. lily-lolo-cienie-roze-szminki7-tilelily-lolo-cienie-roze-szminki9a lily-lolo-cienie-roze-szminki5 lily-lolo-cienie-roze-szminki6 lily-lolo-cienie-roze-szminki17alily-lolo-cienie-roze-szminki13lily-lolo-cienie-roze-szminki11alily-lolo-cienie-roze-szminki12-tilelily-lolo-cienie-roze-szminki15alily-lolo-cienie-roze-szminki1

Ciekawi, jak makijaż prezentuje się na mnie? Fotki już na naszym Instagramie. A za tydzień makijażowe perełki Leny. I kolejna porcja kolorowych, pogodnych zdjęć.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x