London Trip vol.2

Oczywiście, to nie koniec naszej wycieczki! Bo przecież jak takie gaduły mogłyby zmieścić swoje wrażenia w jednym, dwóch, nawet trzech postach. Co to, to nie! Tym razem znów fotograficzna przebieżka po tym, co udało nam się wybadać w ciągu tych kilku londyńskich dni. Zatem!
Oczy i uszy szeroko otwarte!

Moje najbardziej skierowane w stronę dzielnicy cudów – Camden.

Choć ten cud pewnie znaczy dla każdego coś innego. Pewnie moja mama wzięłaby określenie w cudzysłów i z przestrachem chroniła gotówkę i dokumenty, bo niejeden mieszkaniec tej części Londynu może zaskoczyć. Przestraszyć. Co najmniej wywołać uśmiech zdziwienia. Mnie to pasuje. Ba! Ciepię nawet na depresję „pocamdeńską”. Bo jak, u diabła, żyć kiedy TAM jest moje miejsce? Pytanie zadaję sobie po dziś dzień, prawie z hamletowskim westchnieniem, po raz kolejny oglądając zdjęcia. A jak tam ma garderoba miałaby się dobrze! Ho, ho..

Dodam jeszcze tylko w sekrecie, że po zmroku jest jeszcze lepiej. Po straganach z (niekiedy) obrzydliwą chińszczyzną ani śladu, a muzyka z knajp zaprasza na piwo. Grzechem było nie skorzystać! I dodam, z doświadczenia, że jak braknie forsy, to znajdzie się jakiś miły tubylec, który z chęcią się dołoży 😉
Ach, i jeszcze słówko – jak na tani i dobry posiłek – tylko Camden. Po zmroku jedzenie tajskie, chińskie, meksykańskie, włoskie (itp, itd) za trzy funciaki!




Wędrówki ciąg dalszy, czyli zaliczamy miejsca kultowe. Po pierwsze National Art Gallery. Kto był, ten wie, że robi wrażenie tak duże jak Luwr. Po drugie wiewiórki z parku przy pałacu Buckingham. Dla mnie to obowiązek. Mogę spędzić z nimi dzień cały i ciągle mało mi tych rozkosznych istotek. Do pary kultowy czerwony autobus i taksówka. No i może mniej znaczący dla Wielkiej Brytanii Starbucks, ale uwierzcie- po całym dniu chodzenia chai latte smakował jak najbardziej ekskluzywny napar.

Jak żyć Panie z taką czapą na głowie?

No i jeszcze kilka punktów obowiązkowych dla turystów. Zwłaszcza tych, którzy Londyn widza po raz pierwszy. Muzeum Historii Naturalnej jest owiane legendą dokładnie tak samo jak Muzeum Nauki. Co prawda jest to przede wszystkim zabawa dla małych i dużych dzieci, ale jednak wystawy, projekcie, filmy robią wrażenie. Człowiek myśli sobie, że właśnie tak powinna wyglądać edukacja w szkołach. Dzieciaki są blisko, przeżywają, oglądają, dotykają. Podobnie w Muzeum Wojny, które było bardzo ważne na mapach naszych małżonków. Grzecznie błądziłyśmy wśród samolotów, czołgów i karabinów…

Dla osłody pyszne słodkości (zza szyby, a co!), czy nocne spojrzenie na Tower Bridge. I kiedy tak sobie o tym myślę, o tych kilometrach, które przebyliśmy pieszo i w metrze, to śmiem twierdzić, ze wyczyn to nie lada. Bo wierzcie, to znów tylko fragmencik tego, co uwieczniłyśmy na aparacie.

Lona is wearing: Nife shirt  (buy here>)  |  Promod skirt |  sh jacket  |  Stradivarius bag, shoes  |  Pilgrim watch, necklace  |  Orsay cap  |  Lemon Gallery bracelet
Lena is wearing: Magic Box jumper  |  nn shorts |  Zara vest  |  nns backpack |  House hat |  Zara(kids) boots  |  e-lady tights

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x