Najlepszy gadżet do demakijażu. Potrzebujesz tylko… wody!

Okej, nie wpadłabym na to, że będę pisać do Was o szmatce. Ba! Będę Was przekonywać, że taki oto niewielki skrawek materiału zmieni Wasze życie.

I nie, nie jest to post sponsorowany, żadna współpraca, polecenie.

Wszystkie dobre słowa, które zaraz usłyszcie płyną z mego serca, które zostało wstrząśnięte efektem demakijażu, jaki proponuje niewielka, ale bardzo poręczna ściereczka Makeup Eraser.

A teraz przejdźmy do sedna sprawy, bo o tym nie można w dwóch słowach, choćby się dało (i wystarczyłoby napisać – to działa!).

Generalnie chodzi o to, że nie lubimy robić demakijażu. Lubimy efekt czystej skóry, ale założę się, że na myśl o ścieraniu czarnej kreski, wodoodpornej maskary czy płynnej pomadki, dostajecie gęsiej skórki. Bo świetnie jak makijaż trzyma się na twarzy przez dzień cały, gorzej jak podczas wieczornej kąpieli tracimy czas na zmywanie. I nie pomogą olejki, płyny dwufazowe, mydło i żele. Trzemy, zmywamy, pocieramy. A gdyby tak znaleźć narzędzie pozwalające na zmywanie makijażu wyłącznie przy pomocy ciepłej wody?

I oto jest! Makeup Eraser to właśnie gadżet, który potrzebuje wyłącznie ciepłej wody. I kurczę, daje radę. Bez problemu zmywa tusz Benefit They’re Real, spokojnie radzi sobie z linerem Trooper od Kat von D, w kilka sekund zmywa wszelkie matowe, płynne pomadki. Nie wspomnę o podkładzie, choćby Double Wear czy Pro Longwear. To jest magia, która zaskakuje mnie codziennie wieczorem.


Niewielka ściereczka nie ma w sobie odrobiny chemii (a o to ją podejrzewają), a jej unikalne działanie to zasługa materiałów z jakich jest zrobiona – mikrowłókien poliestru (specjalnych, owianych tajemnicą) oraz jedwabiu. Te dwa składniki sprawiają, że przy pomocy ciepłej wody jestem w stanie usunąć wszystko. Oczywiście, że pocieramy, ale to bardzo przyjemne, bo produkt jest delikatny i miękki.

A jak tam z higieną? Przede wszystkim, przed pierwszym użyciem należy ściereczkę wyprać, ja zrobiłam to w 40 stopniach. A potem używać, zupełnie normalnie. Po każdym demakijażu przepieram ścierę w rękach, zazwyczaj w jakimś delikatnym mydle. I dwa razy w tygodniu ląduje w pralce. Pewnie gdybym prała częściej, to wrzucałabym owo maleństwo, ale pralka chodzi u mnie średnio dwa razy w tygodniu. Suszę ją na kaloryferze.

  • Na ile to wystarcza?

Producenci twierdzą, że na trzy lata. No i tutaj odczuwam pewien dyskomfort, bo jakoś mało higieniczne wydaje mi się używanie czegoś do twarzy przez 36 miesięcy. No, ale jest to na pewno ekologiczne.

  • Ile to kosztuje?

Oryginalna ściereczka znajduje się w Sephorze, i jeśli decydujecie się na jej zakup, to odpuście wszelkiego rodzaju azjatyckie podróbki z aliexpress. 75 zł – tyle kosztuje ściereczka. Jak prosto przeliczyć, to koszt czterech tańszy micelarów i dwóch droższych. Do tego jeszcze płatki kosmetyczne, prawda? A w tym wypadku jest tylko i wyłącznie ciepła woda. Zdecydowanie polecam w podróży – to super oszczędność miejsca w bagażu.

Na sam koniec pytanie do Was: chcecie zobaczyć materiał ze zmywania owym narzędziem? Dajcie znać, to przygotuję wielki test zmywania na żywo! Bierzecie go na własną odpowiedzialność.

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x