Kochaj make up, nie makeup guru z internetów

Idealnie wykonturowana twarz, powiększone konturówką usta, a na nich koniecznie matowa pomadka w stylu Kylie Jenner. Oko? Sztuczne rzęsy, kreska na górnej powiece, beżowa kredka na dolnej. Podkład kryjący, korektor kryjący, puder (na odmianę) transparetny. Za to ‚przypieczony’. Tak wygląda makijaż każdej szanującej się it girl na Instagramie, topowej blogerki, czy wreszcie (a może przede wszystkim) makijażowej guru z Youtube’a.

To, co na zdjęciach wygląda perfekcyjnie, na żywo jest tapetą

Niby wszystkie to wiemy. A jednak musi istnieć powód, dla którego także w codziennym makijażu, używamy coraz więcej warstw kosmetyków. I to nie musi być od razu 11, jak u Jessi Mercedes. Wystarczy postępować zgodnie z instrukcjami makeup artists z internetów, aby naliczyć ich… dokładnie 10. Tak! DZIESIĘĆ!

Nie wierzysz? Policzmy to dokładnie.

  1. Baza pod podkład – nawilżająca, wygładzająca, matująca – do wyboru.
  2. Podkład (kryjący, a jak! Nawet zachwalany w internetach jako rozświetlający Healthy Mix z Bourjois jest przecież niczym innym jak mocno kryjącym podkładem, tylko o wykończeniu ‚dewy’)
  3. Korektor (Full cover, Collection 2000, Prolongwear albo inny ‚kiler’ nałożony – a jakże – pod oczy)
  4. Rozświetlacz płynny – na okolice oczu i środkowe partie twarzy
  5. Konturowanie kremowe – pomada lub korektor o odpowiednio ciemnym kolorze wędruje pod kości policzkowe
  6. Puder transparentny – nałożony obficie pod oczy, nad żuchwę oraz na nos (baking utrwala i lekko rozjaśnia), reszta twarzy omieciona pędzlem
  7. Bronzer – bo, jak wiadomo, konturowanie na mokro trzeba wzmocnić pudrem
  8. Róż – modelowanie różem co prawda nie jest modne, ale lekka doza koloru ożywia twarz
  9. Rozświetlacz – prawdziwa gwiazda zestawienia, najczęściej gloryfikowany kosmetyk ostatnich lat. Jakim cudem przeżyłam bez niego jakieś 30 lat?
  10. Setting spray… wisienka na makijażowym torcie.

Przecież przed makijażem i po nim trzeba jeszcze spryskać się spray’em nawilżającym. Niektóre z nich mają właściwości przedłużające makijaż, inne tylko nawilżają, ale – jakby nie było – to jest kolejny kosmetyk, którego używamy postępując zgodnie z instrukcjami z sieci. Zobaczcie, to tylko 1 warstwa mniej, niż w tak krytycznie komentowanym makijażu Jessiki.

Ile warstw? U mnie 7
Ile warstw makijażu czyni cerę nieskazitelną?

Czy naprawdę potrzebujemy tego wszystkiego?

I tak, i nie. Potrzebujecie, jeśli… macie na to ochotę, by makijaż wyglądał tak a nie inaczej. Czyli świetnie na zdjęciach, na żywo różnie. Nie jest żadną tajemnicą, że aparat i kamera ‚zdejmują’ z twarzy makijaż i to, co na żywo jest bardzo mocne, na zdjęciu wygląda jak dzienny, rozświetlający makijaż. Po części jest to także powód, dla którego trudniej jest odwzorować makijaż widziany na zdjęciu/filmiku w sieci – po prostu wychodzi zbyt intensywnie.

A co, jeśli chcę być jak Kylie Jenner?

Jesteśmy ostatnimi osobami na tej planecie, które odradzałyby komuś upiększający makijaż, korzystanie z usług profesnonalnych makijażystów, czy zabawę własnym wizerunkiem. Same uwielbiamy zabawę makijażem i opowiadamy o kosmetycznych odkryciach. A konturowanie to nasze małe hobby 😀 Jednak przeglądając komentarze w sieci pod tutorialami makijażowymi, nie przestajemy dziwić się światu. Czy wiecie, że pod zdjęciem pięknej modelki z bujnymi, naturalnymi brwiami i w makijażu nude (na profilu instagramowym Sephory) dominowały komentarze dziewczyn zdegustowanych niewydepilowanym owłosieniem? Tak, jakby wzorzec piękna był tylko jeden – miał wydepilowane, idealnie podkreślone (bazą woskową, pudrem, kredką lub pomadą a na koniec jeszcze żelem) brwi, duże usta i idealną cerę lśniącą niczym tafla ulubionego rozświetlacza.

Jak do tego doszło, że sprowadziłyśmy pojęcie urody do jednego wzorca?

Niestety spora w tym wina internetowych guru. Z blogów, YouTube, Instagrama, Facebooka (ach te krótkie videotutoriale!), portali. To oni przekonali nas, że oko ma być kocie, rzęsy przynajmniej trzy do jednej, a linia wodna nie może być czarna (bo zmniejsza oko). Że załamanie powinno być podkreślone matowym cieniem, a bez kreski makijaż jest nieskończony. Że krycie to najważniejsza cecha podkładu. Że efekt powinien być ‚flawless’.

A przecież można inaczej

Cieszę się, że wydawane są takie książki jak „Sekrety urody Koreanek”. Moda na makijaż oparty i podporządkowany pielęgnacji, wyjdzie nam na zdrowie. Spojrzenie przyjaznym okiem na wschodnie standardy makijażu (lekkie BB kremy z wysokim filtrem, zamiast powiększonym ust delikatne ombre wykonane tintami, neutralny makijaż oczu) będzie miłą odmianą dla przyzwyczajonych do mocnych makijaży w stylu amerykańskim. Bo przecież fajny makijaż to ten, w którym danego dnia mam ochotę wyjść z domu (albo i nie wyjść, kto mi zabroni malować się wyłącznie dla siebie?), a nie jedynie słuszny wzorzec. Nie chcę mieć (i nie chcę by jakakolwiek kobieta miała) wyboru między byciem pięknym w określonym makijażu, a nie bycie pięknym w ogóle. Dlatego dziś zostawiam Was ze zdjęciami w zupełnie nieperfekcyjnym makijażu – tusz się odbił, ciemny kolor bez konturówki nałożony zupełnie nieidealnie, a kreska na linii wodnej jest dokładnie w tym kolorze, który make up guru określają jako jeden z podstawowych błędów w makijażu.

P4040597

Niech to będzie mój protest przeciwko jedynie słusznym kanonom piękna i kobiecości. Prawdziwy, błogosławiony mess.

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x