Pakuję walizkę na letni urlop: kolorówka

Jestem w Chorwacji i cieszę się urlopem! Jak to dobrze, ze… to dopiero pierwsza część leniuchowania w tym roku! Aż chce się żyć i rozkoszować wszystkim wkoło. We wpisie z zeszłego tygodnia chwaliłam się, co zabrałam ze sobą do walizki z kategorii pielęgnacja i zapach. Zerknijcie, jeśli macie ochotę. Trochę zaszalałam!

Tym razem biegnę do Was z kolorówką, której jest znacznie mniej niż moglibyście się spodziewać. Postawiłam na wielofunkcyjność, testuję również jak zachowują się dobrze znane produkty w nowym klimacie. I sprawdzam nowości.

No to…3,2,1!

kosmetyki kolorowe na wakacje (1) kosmetyki kolorowe na wakacje (2)

Dużo dla twarzy

Postanowiłam, że wezmę ze sobą aż dwa produkty, które mają posłużyć mi jako podkład: kosmetyk w płynie i mineralny. Lekki podkład Laury Mercier Candleglow to prawdziwy ideał na letnie dni! Jest super delikatny, nie obciąża skóry, subtelnie koryguje jej koloryt, wygląda tak jakby wcale go nie było.  To taki produkt, który w teorii jest dla mnie za lekki, ale kiedy buzia jest w dobrej kondycji i słońce napiera sprawdza się bosko. Uwaga! W moim przypadku lepiej nakłada mi się go palcami niż beautyblenderem; łatwiej zwiększamy krycie. Dobrze sprawdzi się przy cerze dojrzałej.


Drugim produktem, który biorę i będę testować jest podkład mineralny od bareMinerals. To pierwszy tego typu produkt, który na mojej buzi nie podkreśla suchości, porów i wygląda świeżo nawet po kilku godzinach. Bardzo ładnie kryje, także większe niedoskonałości. Wraz z dedykowanym pędzelkiem tworzą super duet! Mój kolor clearly perl 02 pięknie stapia się z lekko opaloną skórą.


W twarzowym niezbędniku znalazły się również dwa produkty mające nawadniać, dawać komfort i sprawiać, że moje skóra będzie świeża. Nie mam problemu ze świeceniem, więc tylko dowadniam. Po pierwsze kultowym primerem Laury Mercier. Żelowy kosmetyk wpija się w moja skórę, a cięższe podkłady mieszam z nim 1:1. Fix+ od MAC to najlepszy zawodnik w swojej kategorii. Czym jest? Mgiełką? Fixerem? Tonikiem? Bazą? Wszystkim jednocześnie! Przygotowuje skórę na aplikację kosmetyków, zbiera pudrowość, odświeża twarz, relaksuje. Lona pisała, że bawełniana mgiełka Avon zdetronizowała u niej Fix+. U mnie się tak nie zdarzyło; niestety kosmetyk Avon ściga moja skórę i mam wrażenie, że musiałabym go używać co 10 minut, by czuć ukojenie. I dlatego  kolejna buteleczka macowego Fix+ jest ze mną!

kosmetyki kolorowe na wakacje (6)

Wszystko w jednym!

Pamiętacie niedawny post o palecie, która idealnie nadaje się do podróżowania od the Balm? Ha! I prawie wzięłabym ją ze sobą, ale doszłam do wniosku, że wybiorę paletkę, o której zapominam, a jest cudownie wakacyjna! To limitowana paletka od Too Faced – Own Your Pretty, która była dostępna pod koniec roku. Drobiazg zawiera w sobie dokładnie wszystko, czego potrzebuję na wyjazd.

Dwa piękne róże w soczystych kolorach (Stardust oraz Skyline), cudowny rozświetlacz w złotej barwie (Flush), a także cień pod łuk briowy (Satin Sheets) o różowo-złotej barwie, który doskonale służy mi również jako rozświetlacz. Mamy również bronzer (Sun Bunny) – nie ma typowego, szaro-brązowego koloru do konturowania, ale przy opaleniźnie się sprawdza! Jest diaaablo napigmentowany i trzeba być niezwykle ostrożnym. W zasadzie wszystkie produkty mają super pigment!

Dodatkowo w paletce mamy 17 cieni do powiek, w tym dwa bazowe kolory – White Christmas (biel) oraz Vintage Lace (idealny beż). Co prawda paletka nie pachnie czekoladą, ale ma w sobie kilka boskich odcieni brązu, którymi zawojujemy świat; mamy ciepłe i chłodne barwy. Paletka skrzy się kolorami – granat, róż, fiolet, srebro… Trzeba tylko uważać na lekkie osypywanie się brokatowych cieni. Ale spokojni ujarzmimy je na mokro. Zrezygnowałam z produktów do brwi – wystarczają mi cienie, by stworzyć idealny kształt i wypełnienie.


Korektor pod oczy zamieniłam na coś pomiędzy, czyli mojego starego ulubieńca MAC Prep+Prime w kolorze Light Boost (beżowo-żółty). Doskonale nadaje się do maskowania nocnego niewyspania, ale równie dobrze może posłużyć jako kosmetyk do tworzenia kremowego rozświetlenia. Ta magiczna różdżka jest tak wydajna, ze zastanawiam się, czy czasem faktycznie nie posiadła jakiejś tajemnej mocy „samonapełniania”. Ale to zdecydowanie nie powód do narzekań!

kosmetyki kolorowe na wakacje (3)

Szaleństwo gorących nocy

Skoro zrezygnowałam z zabierani wielu produktów na rzecz jednej palety, to doszłam do wniosku, że przy ustach pozwolę sobie na nieco więcej szaleństwa. I tak w mojej kosmetyczce lądują aż cztery kolory do ust, które łączy jedno – kremowe, bardzo komfortowe wykończenie.

Pozwoliłam sobie na odpuszczenie ukochanych matowych szminek podczas wyjazdu. W zestawieniu znalazł się błyszczyk MAC Cremesheen Glass w kolorze Creme Anglaise. Daje na wargach bardzo subtelny kolorek, ale świetnie je nawilża i optycznie powiększa. W ostatnich miesiącach pozwoliłam sobie na błyszczykowe szaleństwo i powiększyłam swoją kolekcję. Jednak warunek jest jeden – produkty muszą trzymać się ust i nie być mocno lepiące. Taki dokładnie jest Creme Anglaise.


Sephora Rouge Cream to komfortowe połączenie mocniejszego koloru i kremowej delikatności. Wargi są satynowe, odżywione, miękkie i pełne. Mój kolor „Mmmm…17” to piękny głęboki róż, który subtelnie przechodzi w fiolet. Pomadka nie jest tytanem trwałości, ale kilka godzin potrafi utrzymać się na wargach. To jeden z tych kosmetyków, którego nie czujemy. Jest super!


Postanowiłam dorzucić jeszcze dawno nieużywaną pomadką w płynie od Loreal, w kolorze Molto Mauve 500. Dlaczego o niej zapomniałam? Nie mam pojęcia! Bardzo fajnie rozprowadza się na ustach, jest komfortowa, łatwa w noszeniu i aplikacji. Jest jakby połączeniem kremowej szminki i błyszczyka. Jest nieco lepka, doskonale smakuje i nawilża usta.


Najbrudniejszym z różo-fioletów, które wybrałam jest kosmetyk od Laury Mercier w kolorze Nude Rose. Tutaj możecie zerknąć jak wygląda na ustach i jak się sprawuje. Ja uwielbiam! W moich letnich ulubieńcach nie zabraknie olejku do ust ARTDECO, który również powędrował ze mną na wakacje. W zasadzie się z nim nie rozstaję; jest moim primerem, nawilżaczem w nocy, używam go samodzielnie. Noszę cały czas!


Na do widzenia wrzucam jeszcze coś, czego nie mogłam nie zabrać! Tusz do rzęs, to przecież absolutna podstawa makijażu! Okrągła szczoteczka-grzebyczek, mroczna czerń i długotrwała formuła to cechy szczególne Givenchy Phenomen’eyes. Początkowo miałam trudność z aplikacją na górne rzęsy, za to dolne – bajka! Kilka prób i jestem w domu, a moje włoski są pogrubione, mocno czarne i długie. Nie potrzebuję dodatkowego wachlarzyka sztucznych rzęs. Czad!

Wakacje są taaakie cudowne…

kosmetyki kolorowe na wakacje (7)

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x