Kim chcesz zostać, jak będziesz duża?

Jakie to szczęście, że marzenia nie zawsze się spełniają! Gdyby tak było spotkałybyśmy się z Leną nie na Bless the Mess, a na… cmentarzu. Ona całkiem niedawno dołączyłaby do zacnego grona „Klubu 27”, czyli gwiazd, które umarły w wieku 27 lat, a ja… no cóż, ja (Lona) odprawiałabym jej pogrzeb. Bo za dzieciaka marzyłam o tym, by zostać księdzem.

IMG_20150601_0002_NEW

Lona: Msze dla maskotek i pogrzeby zwierząt

Dość makabrycznie z perspektywy dzisiejszej mnie wyglądały niektóre dziecięce zabawy. Nie byłam dziewczynką zbyt grzeczną, od najmłodszych lat mazałam po ścianach, bawiłam się ogniem i biegałam po ruinach, opuszczonych domach, zarośniętych chwastem polach. Kradłam kukurydzę sąsiadom i nie oddawałam reszty ze sklepu, gdy rodzice po coś mnie wysyłali. A jednak marzyłam o tym, by być przewodnikiem dla zbłąkanych duszyczek. Co prawda nie ubierałam się jakoś szczególnie do mszy, ale takowe odprawiałam – a jakże. Liczba wiernych mojej parafii? Jedna prababcia (nie wiem i nie chcę wiedzieć, co sędziwa babcia myślała sobie o moich postępkach) i jakieś 15 maskotek poustawianych w rządku.

Głównym punktem mszy była oczywiście komunia (opłatki wykonywałam własnoręcznie obgryzając wafle-andruty do rozmiarów hostii i niemal idealnych kółeczek), a także bicie w dzwony na mszę (efekt Dzwonu Zygmunta uzyskiwałam z pomocą aluminiowej łyżki i kilku misek biwakowych). Równie ważnym obrządkiem były wspomniane powyżej pogrzeby, odprawiane niestety już nie dla maskotek, lecz prawdziwych zwierząt. Pech chciał, że za mojej księżowskiej kadencji zmarło kilka kaczek,kot i baranek (malutki, prześliczny futrzak, którego mój tata przygarnął bo urodził się za słaby i odrzuciła go matka). Każdemu zwierzakowi wykonywałam krzyżyk, stawiałam pomnik i składałam kwiaty na prowizorycznym grobie.

jak bede duza (5)

Project Runway i zabazgrane zeszyty

Kolejne moje (Lonowe) marzenie z dzieciństwa przypada już na czasy szkoły podstawowej. Niby uwielbiałam czytać i pisać (już wtedy powoli docierała do mnie myśl, że powinnam żyć z pisania, tylko wtedy stawiałam raczej na zawrotną karierę autorki książek dla młodzieży, a nie pisanie tekstów na blogi czy serwisy on-line), ale największą frajdę sprawiało mi rysowanie. Ilości awantur ze strony rodziców o zabazgrane do granic możliwości zeszyty nie zliczę. ‚Wszędzie te matrony!’ – krzyczała mama przeglądając ze zgrozą zeszyty szkolne, w których na 2 strony zapisane było z 15 porysowanych. A wszędzie to samo: głowy lalek, makijaże, dziwne fryzury, długie suknie albo zupełnie ekstrawaganckie kroje. Pamiętam, że uprzykrzałam życie mamie nie tylko niszczeniem zeszytów, ale także tkanin pieczołowicie chowanych w meblościance ‚na gorsze czasy’ (pamiętajcie, że to był koniec PRL, nie wiadomo kiedy ubrania znowu znikną ze sklepów ;)). Wycinałam fragmenty firanek, podbierałam ozdobne guziki, muliny, zamki błyskawiczne. Przerabiałam stare zasłony na balowe suknie dla swoich lal.

Pewnego dnia, prasując kreację dla swojej Barbie (tak tak, samodzielne prasowanie w wieku lat 10, teraz zabrałby mnie za to MOPS) wypaliłam dziurę w wykładzinie dywanowej, innym razem zniszczyłam mamie nigdy nie używany materiał, z którego miała powstać jakaś ważna dla niej kreacja. W chwilach uniesień artystycznych potrafiłam obciąć barbie na jeżyka albo zafarbować jej włosy na niebiesko. Markerami robiłam lalkom makijaże, a własne komunijne baleriny wypastowałam na czarno. Stylistka, fryzjer i projektant w jednym. Voila!

jak bede duza (6)

Lena: cztery razy do spełnienia marzeń

Jako dzieciak bardzo szybko nauczyłam się czytać i liczyć. W przedszkolu, wraz z najlepszą koleżanką, zamiast bawić się z dzieciakami liczyłyśmy słupki, czytałyśmy kolejne książeczki i miałyśmy mocne parcie na wiedzę wszelką. Mogłoby się wydawać, że zostanę małym naukowcem, ale… moje pierwsze wspomnienie z tematem „kim chcesz być jak urośniesz” jest dość podobne do wspomnień Lony. Chciałam zostać projektantką mody. Jednak miałam znacznie więcej szczęścia, gdyż babcia mojej przyjaciółki była krawcową i miałyśmy mnóstwo cudownych materiałów do tworzenia bajecznych kreacji dla lalek. Było cięcie, szycie, wiązanie i niestety niemal każda sukienka wyglądała identycznie. Obwiniam za to niepowodzenie brak prawdziwych modelek. No i może jeszcze brak umiejętności manualnych, niemożność narysowania prostej kreski i przełożenie tego co w głowie na papier i materiał. Trudno, świat się musi obejść bez najlepszych projektów!

Faza druga to już zachłyśnięcie się władzą i wiedzą. Chciałam robić coś, co pewnie wiele z Was – uczyć. Marzenie? Bycie nauczycielką języka polskiego. Taką natchnioną, równą, inspirującą tłumy i kochaną przez swoich uczniów, ale jednocześnie wzbudzającą strach. Sama miałam kogoś takiego w liceum i wiem jaki to skarb, jaki idealny życiowy doradca. W podstawówce miałam dziennik uczniów, sprawdzałam obecność i zadawałam wypracowania do napisania. Samej sobie. Tak, tak… w ramach zabijania czasu pisałam rozprawki. Wakacje rozpoczynałam do wizyty w bibliotece i wybrania stosu lektur (z półki dla dorosłych, ofkoz).  A w klasie maturalnej dla przyjemności rozwiązywałam zadania z ćwiczeń dla maturzystów. Złożyłam nawet papiery na polonistykę, dostałam się i… wybrałam kulturoznawstwo z filmem.

jak bede duza (2)

Prawdziwa gwiazda nie żyje!

Wiecie jakie to uczucie, kiedy macie świadomość, że Wasze marzenie nigdy się nie spełni? Witajcie w moim świecie… W okolicach trzynastych urodzin zostałam poetką aspirującą do bycia królową rock’n’rolla. Pisałam wiersze na potęgę, układałam w głowie melodie, wyobrażałam sobie, że mam rockowy zespół i jeździmy w trasę. Chciałam nieść przesłanie jak Bob Dylan, ale z mocą Led Zeppelin i Black Sabbath. Problemy były co najmniej dwa – mam absolutny (ale taki do potęgi entej) brak umiejętności wokalnych i… z całym szacunkiem do śpiewających, rockowych wokalistek – nie przepadam za paniami śpiewającymi metal/rock. Jest kilka chlubnych wyjątków (Kasia Nosowska, Pati Smith, PJ Harvey, Joan Jett, Courtney Love czy Shirley Manson), ale porównując liczbę moich ukochanych mężczyzn śpiewających, to niewielka grupka. Dla mnie rock’n’roll ma głos faceta, cóż zrobić… Co najgorsze – pewnie gdybym była facetem to umiejętności miałyby mniejsze znaczeni. Zabijałabym charyzmą i natchnionymi tekstami. Ech, co za życie…

Kiedy się już pogodziłam, że gwiazda rocka nie zostanę (a nawet i groupies;), to postanowiłam być dziennikarką. Można powiedzieć, że to marzenie niejako spełniłam. Piszę. Były i periodyki, i portale. Oczywiście wyobrażałam sobie, że będę tworzyć jakieś cudowne czasopismo o kulturze. Takie z milionowym nakładem, inspirujące i dające mądrym ludziom możliwość obcowania z czymś ważnym. Chciałam dyskutować o literaturze, oglądać filmy z ciekawymi ludźmi, spotykać muzyków, podejmować wątki antropologiczne, socjologiczne. W sumie, to chyba chciałam pracować w Wysokich Obcasach. Tylko miałam taki piękny sen – ludzie będą pragnąć kultury. Będą mięli ochotę się w nią zanurzać, o niej opowiadać, tworzyć ją i partycypować. O naiwności i świecie short message service…

jak bede duza (1)

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x