Mechaniczna pomarańcza

Noszę na piersi swej kolejnego ulubionego bohatera. Tym razem nie jest to muzyk, a postać filmowa. Oto i Alexa de Large, mój ulubieniec, z „Mechanicznej pomarańczy” Stanley’a Kubricka (choć pierwotnie z powieści Burgessa). Wszystkich, którzy filmu nie znają odsyłam z pełnym przekonaniem. Jest psychodelicznie, kultowo, troszkę strasznie i moralizatorsko. Szkoda tylko, ze pewne subkultury przywłaszczyły sobie wizerunek Alexa i jego kumpli kompletnie bezmyślnie naśladując ich uwielbienie do przemocy. Proszę Państwa, bo to nie o to w tym wszystkim chodzi. To złowieszcza diagnoza społeczna..
Lecz nie o filmie ma być mowa.

Raczej o outifcie. By podkreślić wagę oranżu wybrałam także krótki żakiecik w tej energetycznej barwie. No i two-tone nails. Bo ponoć na włosach już jest niemodnie, ale na paznokciach jak najbardziej! Wiec uczyniłam „na modnie” i mam amarant i oranż niczym braci.



 


Lena
ma na sobie:
Buty -Street Shoes
Spodnie – Troll
Top – no name + DIY
Pierścionek – Apart
Żakiet – Zara
 
Tekst: Lena
Foto: Lona

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x