3 bzdury z etykiet kosmetyków, które wprowadzają nas w błąd! {#TydzienPielegnacji}

Nic mnie bardziej nie denerwuje, jak dezinformacja, która pochodzi bezpośrednio od producentów kosmetyków pielęgnacyjnych. A te trzy, o których chcę Wam dzisiaj powiedzieć, są co najmniej nieaktualne i bez sensu. A najgorsze, że te odpisy i oznaczenia z kosmetyków, pod przykrywką pomocy w wyborze lepszej pielęgnacji, mogą nakłonić Was, byście kupowały więcej i więcej.


Bo to marketingowe slogany, które bardziej niż pomagać skórze, drenują Wasze portfele.


Misleading labels i false advertisement – te pojęcia są ostatnio bardzo ‚modne’ na Wyspach Brytyjskich, głównie w kontekście używania filtrów w reklamach kosmetyków (kolorowych i pielęgnacyjnych) oraz dodawania na etykiety produktów niejasnych, nieprawdziwych ich cech lub niemożliwych do spełnienia obietnic. I mam szczerą nadzieję, że ten trend szybko przeniesie się też nad Wisłę. Bo przecież wprowadzające w błąd etykiety kosmetyczne i opisy produktów zwyczajnie nie mogą mieć miejsca!

Ja dziś chciałam się skupić na etykietach kosmetyków, a nie reklamach. Bo fejki pojawiające się na nich są dla mnie najbardziej bulwersujące. Wiecie, jeśli producent świadomie odlatuje z oznaczeniami na produkcie, w jego opisie i nazwie, to jest naprawdę niepokojące. A widzę, że wciąż wiele osób w te rzeczy wierzy i ufa temu, co jest napisane na opakowaniach kosmetyków.

I nie ma ich co winić – kto nam prawdę powie, jeśli nie ten, co sprowadził składniki, zrobił formułę, testy i zaprojektował opakowanie?


No dobra, do rzeczy. Oto 3 claimy z etykiet kosmetyków, które mnie wybitnie denerwują. Bo wprowadzają w błąd.


1/ Kremy 20+, 35+, 60+…


To, co w założeniu miało być pomocą w doborze właściwych kosmetyków (chcę jednak wierzyć w czyste intencje ludzi, którzy to ponad dekadę temu nad Wisłą spopularyzowali), stało się karykaturą, paszkwilem. I niestety skokiem na kasę klientów polskich drogerii. Bo właśnie… zauważyliście, że poza naszym krajem oznaczenia wiekowe na kosmetykach wcale nie są popularne? I proszę, jakoś ludzie z całego świata są w stanie sobie ogarnąć pielęgnację bez kategoryzowania wiekowego.

Czemu takie oznaczenia są po prostu złe? Dla mnie z dwóch głównych powodów. Po pierwsze wpędzają w kompleksy i wpychają w ramy tam, gdzie to jest w ogóle niepotrzebne.

Po drugie – chyba nawet gorsze – jest absolutnie sprzeczne z tym, czego oczekujesz od pielęgnacji. Bo o tym, jakie kosmetyki wybrać nie decyduje data urodzenia, a rodzaj, stan i potrzeby skóry. Szczerze współczuję wszystkim kobietom 30+, które męczą się z kremami o zbyt ciężkich konsystencjach tylko dlatego, że ktoś odgórnie uznał, że ‚w tym wieku’ już potrzebujesz bogatego kremu. Współczuję też młodym dziewczynom, które nie kupiły serum z retinolem, bo ich opakowania powiedziały im, że są na to jeszcze za młode.

Producenci kosmetyków z oznaczeniami wielu uważają, że wszystkie nastolatki mają trądzik, dwudziestolatki nie mają żadnych problemów z cerą, a gdy się skończy czterdziestkę, to każda skóra robi się sucha i pomarszczona. Na litość, przecież skóra tak nie działa.

I gdybym nie widziała tych wszystkich wiadomości w stylu ‚a czy ja już mogę użyć tego kremu? Tam jest napisane 40+’, może bym i uwierzyła, że nikt na te oznaczenia nie zwraca uwagi. Otóż zwraca. A zasiewanie wątpliwości i wtłaczanie nas na siłę w ramy połączone ze zwyczajnym utrudnianiem wyboru… życzę Wam i sobie, by jak najszybciej numerki i plusy zniknęły z opakowań kosmetyków.


2/ Kremy pod oczy


Kto się spodziewa zastać w tym miejscu stwierdzenie, że kremy pod oczy to marketingowa ściema i nie są do niczego potrzebne ten… się srogo zawiedzie. Jestem fanką specjalnych kremów na tę okolicę (a także serum), bo zwyczajnie widzę, że dobrze dobrane robią takie rzeczy, których zwykły krem do twarzy nie potrafi. Taki krem przechodzi też dodatkowe badania i ma formułę odpowiednią dla bardziej wrażliwej, cieńszej skóry. Ale nie zrozumcie mnie źle – jeśli komuś służy krem do twarzy na całej twarzy to serdeczne gratulacje oszczędności w portfelu i prostszej pielęgnacji. Każdy robi to, co służy jego skórze.

Jednej osobie wystarczy do tego krem do twarzy, druga sięgnie po odrębny krem pod oczy.

No właśnie. Jak to POD oczy? Czy to jest skrót myślowy, czy faktycznie kremy pod oczy są przeznaczone do nakładania tylko POD oczy? A co z powieką górną? Ona się nie starzeje? Nie przesusza? Nie jest wrażliwa? Co tu jest grane?

I znowu – gdybym nie widziała dziesiątek (może nawet setek) filmików na YT, gdzie kobiety aplikują krem tylko pod oczy, to może bym machnęła ręką. Ale co się zobaczy, tego już się odzobaczyć nie da. Jasne, że mogą być wyjątki – formuły kremów, które są wyspecjalizowane w minimalizowaniu wielkości zmarszczek i worków pod oczami (jak Peter Thomas Roth Instant Firm Eye). Jednak większość kremów pod oczy to tak naprawdę kremy na OKOLICE wokół oczu – warto ich używać także na ruchomą nieruchomą powiekę górną (która przecież szybko wiotczeje, rozciąga się i opada, do tego jest to delikatna okolica lubiąca lekkie konsystencje), czy przy szczytach kości policzkowych (tam gdzie lubią robić się zmarszczki mimiczne).


3/ Toniki przywracające PH


O tym krótko, bo mam wrażenie, że edukacja w zakresie tego, co robi we współczesnej rutynie tonik (a czego nie) idzie nam całkiem nieźle. I Wy już wiecie – z przekazów, ale i własnego doświadczenia – że obecnie trzeba było się mocno postarać, by kosmetykami oczyszczającymi i polską kranówką tak sobie zaburzyć PH naskórka, że bez toniku nie da rady.

Sprawa toników i PH jest już dla nich od dawna przegrana (o tym, że wcale nie trzeba ich używać i nie są ważnym punktem rutyny pielęgnacyjnej od dawna mówią m.in. dermatolodzy), a jednak niektórzy producenci nadal powielają na opakowaniach informację o ‚przywracaniu właściwego PH skóry’. Cóż, może robią to z przyzwyczajenia. Ale jeśli to ma być argument, byście kupowali toniki to… save your money.


PS Na koniec ważna sprawa. Nie chciałabym, byście myśleli, że kosmetyki ze zdjęć po LEWEJ stronie grafik są złe. To nie o to chodzi. Natomiast informacje na etykietach wprowadzają w błąd – tu jest problem. Nie w formule, a w opakowaniu i marketingu.


 

 

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x