3 produkty do pielęgnacji, których wcale nie potrzebujesz (choć wszyscy mówią, że tak)!

Najczęściej zaglądacie tu po to, by dowiedzieć się, jak poprawić swoją rutynę pielęgnacyjną. Pytacie co kupić i w jakiej kolejności stosować. Ale są też takie kosmetyki, które w pielęgnacji można kompletnie pominąć i… świat się nie zawali. Serio!


Możesz spokojnie odpuścić kilka etapów pielęgnacji i wciąż cieszyć się w pełni zdrową i zadbaną skórą.


Ten wpis na pewno część z Was bardzo zdziwi, bo produkty, o których zaraz napiszę bywają elementami naszej pielęgnacji. Wychodzi na to, że same używamy tego, czego wcale nie trzeba. I właśnie o to chodzi! Pielęgnacja to też przyjemność, czas dla siebie, #selfcare. Tylko mamy wrażenie, że w czasie ekspansji całego rynku beauty wmawia się nam, że potrzebujemy coraz więcej i więcej kosmetyków. Że bez nich pielęgnacja nie będzie działać.

Gotowi na obalenie kilku pielęgnacyjnych mitów?

A nic bardziej mylnego – proste, 3-4 etapowe rutyny mogą być tak samo skuteczne, jak koreańska pielęgnacja w 10 krokach. Możesz, ale absolutnie NIE MUSISZ spędzać pół godziny w łazience na oklepywaniu, masowaniu i spryskiwaniu twarzy.


1/ Toniki i mgiełki

Ile razy słyszałaś/czytałaś, że tonizowanie skóry po oczyszczaniu jest konieczne, bo trzeba przywrócić jej prawidłowy poziom PH? Tysiące, prawda? Ale ile razy na YT widziałaś, jak dziewczyny używają mgiełek nawilżających po myciu twarzy, po użyciu kremu, a potem jeszcze raz jako finisz całej pielęgnacji i makijażu? Jeśli myślisz, że bez toniku lub mgiełki bariera naskórkowa się posypie, a Ty będziesz mieć suszoną rodzynkę zamiast twarzy, pozwól się uspokoić. Nic takiego się nie stanie.

Kochasz mgiełki? My też! Ale wcale nie trzeba ich używać, by wyrównać PH skóry po myciu.

Tak, toniki i mgiełki są bardzo przyjemne w używaniu. Tak, łagodzą zaczerwienienia i podrażnienia skóry i dostarczają wodę do naskórka. Ale nie są niezbędne. Nie musisz nimi wyrównywać PH po umyciu twarzy. Bo współczesne żele i pianki do mycia nie podrażniają już tak skóry, jak dawniej. I nie podnoszą drastycznie jej PH.

PS: W tej kategorii nie mieszczą się toniki z kwasami (które tak naprawdę są alternatywą dla peelingów i posiadają dodatkowe właściwości złuszczające, regulujące, wygładzające).


2/ Serum i ampułki ze składnikami aktywnymi

Nic nas tak nie ekscytuje, jak cudowne serum, które wiele potrafi! Takie napakowane retinolem, witaminą C, peptydami, superfoods… Serum jest zwykle najdroższym kosmetykiem w zestawie pielęgnacyjnym, więc jego wybór jest ważny nie tylko dla skóry, ale i portfela. I wiecie co? Trochę mnie to wkurza, bo całe to szaleństwo na punkcie serum zaszło za daleko.


Zadaj sobie pytanie: na co wydaję więcej?

  • a) krem z filtrem,
  • b) olejek do demakijażu,
  • c) serum ze składnikami aktywnymi (witaminy, peptydy itp).

Wygrało serum, prawda? A przecież, aby skutecznie dbać o zdrowie skóry i opóźnić procesy starzenia najważniejsze są: ochrona przeciwsłoneczna (słońce to wróg skóry nr 1, powoduje nie tylko zmarszczki, ale też podrażnienia, przesuszenie, o chorobach nie wspomnę), nawilżanie skóry (czyli nawodnienie i skuteczne zatrzymanie tej wody w naskórku) oraz prawidłowe oczyszczanie. Serum jest fajne, serum jest ważne, jednak to odpowiednie oczyszczanie, codzienne nawilżanie i porządna ochrona przed słońcem powinny stanowić trzon rutyny pielęgnacyjnej dla każdego wieku i rodzaju cery.

A jakby tego było mało, ceny serum w perfumeriach rosną (200-400 zł to już norma), tymczasem ceny zabiegów u kosmetyczek spadają. Pielęgnacja pod okiem specjalisty przestaje być luksusem. Może więc warto przemyśleć, czy nie lepiej wybrać się na oczyszczanie wodorowe, albo zabieg z retinolem za 150-200 zł (i mieć gwarancję efektu) zamiast oklepywać się drogim serum i liczyć, że zadziała. Co o tym myślicie?


3/ Preparaty na wypryski

Jeszcze kilka lat temu mini żel lub sztyft SOS był nieodzownym elementem linii pielęgnacyjnej dla cer trądzikowych. Potem przyszła moda na wysuszające plasterki, różowy puder z kamforą i… domowe specyfiki z pasty do zębów. Wszystkie te produkty i zabiegi mają za zadanie zaatakować pryszcz i zmniejszyć jego wielkość oraz zaczerwienienie skóry w miejscu występowania wyprysku.

Ale preparaty an wypryski mają swoją ciemną stronę, o której wiele osób nie wie. W składzie pełno jest podrażniających i wysuszających substancji (np. alkohol, glinki, kamfora, mentol). Gdy taki miks trafia na skórę wieczorem (bo najczęściej preparaty punktowe nakładamy przed snem i pozostawiamy na noc, by działały) to nie tylko podrażnia i przesusza skórę tam, gdzie go nałożyliście, ale migruje na inne obszary twarzy. Pewnie, że jeśli używacie preparatów na wypryski okazjonalnie, to wielka krzywda się skórze nie stanie. Jednak osoby z trądzikiem zwykle mają go na buzi sporo. Często. I z nawrotami.

Olejki także potrafią łagodzić zaczerwienienia i niwelować wielkość pryszczy. A nie wysuszają, ani nie niszczą skóry.

Tymczasem znacznie skuteczniejsze w zmniejszaniu podrażnień, zaczerwienień skóry i wielkości samych pryszczy są olejki (np. Tamanu) oraz preparaty na bazie kwasu salicylowego (np. serum z The Ordinary, albo tonik Paula’s Choice). I można ich używać do długofalowej terapii trądziku, a nie tylko jako doraźnie.


I tak jak w przypadku mgiełek i serum nie namawiam, byście totalnie przestały ich używać – raczej uczulam, by nie dać sobie wmówić, że rutyna pielęgnacyjna MUSI ich zawsze zawierać. To jednak w przypadku preparatów na wypryski najlepsze, co możecie dla siebie zrobić, to po prostu przestać je kupować.

A zaoszczędzone na mgiełkach i preparatach punktowych pieniądze zainwestuj w… dobry krem z filtrem!


Przeczytaj także: 5 produktów do pielęgnacji, z których lepiej zrezygnować. Od zaraz! Skóra i portfel podziękują >

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x