Jak znalazłam idealny kolor i doszłam do ładu z włosami [koloryzacja+pielęgnacja]

Ponieważ po wielu miesiącach poszukiwania udało mi się znaleźć odpowiedni kolor i system pielęgnacji włosów pomyślałam, że czas podzielić się ze światem tą wiedzą, a nuż któraś z Was też jest na włosowym zakręcie… Wpis jest totalnie spontaniczny, a fotki robiłam komórką, więc wybaczcie ich jakość.

Moja włosowa historia zaczyna się przed ok. 9 miesiącami. Mniej więcej w tym czasie przestałam karmić piersią i okazało się, że wraz z mlekiem pożegnałam około jedną trzecią całej czupryny. I to w ciągu dwóch tygodni. Pierwsze, co trzeba było zrobić z włosami, to podciąć. Kolejnym krokiem było wzmocnienie cebulek – szamponami przeciwko wypadaniu (tu polecam bardzo szampon Klorane z chniną, używam do teraz w kuracjach), a także tych włosów, które na głowie pozostały: olejowaniem. W moim przypadku sprawdził się olej kokosowy i olej arganowy. Kuracji już nie stosuję, bo włosy wzmocniły się na tyle, że pielęgnacja drogeryjna wystarcza  natomiast zimą na pewno powtórzę kurację.

Po pierwsze: kolor!

Chłodny średni blond. Wibruje refleksami jak szalony – raz jest tak chłodny, że aż szary, innym razem przybiera kolor orzechowej skórki. Jak widać na zdjęciu z modelką ten efekt został zaprogramowany, więc brawa dla l’Oreal za wielowymiarowość barw. Włosy farbuję sama w domu co trzy tygodnie. Mam za sobą większość dostępnych na rynku blondów rożnych firm (poza Palette, bo uważam, że kolory są nieprzewidywalne, a formuła mega niszczy włosy). Ostatnio bardzo lubiłam się z farbkami w musie l’Oreala, mam za sobą krótki romans z Olią (pomyłka – wysusza!) a także z Syoss Mixing Colour (niezłe, ale z czasem żółkną). Aż tu nagle trach – coś mnie podkusiło w Rossmannie i wybrałam farbę, której ostatnio używałam na drugim roku studiów czyli jakieś… 10 lat temu! Dawna Recital, obecnie Preference w odcieniu Copenhague – zimnym, jak na blond dość ciemnym, a jednak zupełnie nie wpadającym w mysi jasny brąz. To wciąż blond, ale chłodny, wibrujący, ciemniejszy przy skórze (i dobrze, tak w końcu wygląda naturalny kolor, a farba powinna naśladować naturę, prawda?) srebrno-beżowy. Ideału użyłam dziś drugi raz z rzędu i znowu wyszedł doskonale. Nie zamienię już na nic. Jeśli tak jak ja nie lubicie zbyt jasnych blondów i do pasji doprowadza Was żółknięcie koloru – to może być dobra opcja także dla Was.

loreal-farba-preference1

Po drugie: pielęgnacja.

Ha! To jest dopiero odkrycie – można zaopatrywać się w kosmetyki do włosów w drogerii i mieć fajne włosy! Oczywiście omijając badziewia typu Pantene (wszystkie jak jeden mąż nadają się tylko do śmieci), Gliss Kur i Joanny. I pamiętając o tym, że w przypadku wypadania czy wysuszenia, do akcji powinny wkroczyć szampony, wcierki i oleje. Ale gdy się włos poskromi pielęgnacja może wyglądać tak:

zdjęcie 3 (2)

Dovex2: olejek na końcówki, sprawy unoszący i nawilżający u nasady | Szampony: na co dzień BioIq (z be Glossy) wymiennie z szamponem dla dzieci Pat&Rub Sweet (oba bardzo delikatnie myją skórę głowy i oczyszczają włosy), od święta czyli raz w tygodniu Shauma Silver wychładzająca odcień włosów (i tu też reflekcja: wszystkie szampony silver działają tak samo, więc nie warto wydawać na nie dużej kasy) | odżywka Aussie 3 Minute Miracle – bardzo fajnie wygładza, idealna dla włosów splątanych | a do utrwalenia lekkiego efektu push up przy skórze głowy niezastąpiony suchy szampon Batiste.

Ach i jeszcze jedno! Ograniczenie spożycia lakierów, pianek i sprejów utrwalających do włosów naprawdę poprawia ich stan. Warto spróbować.

image (3)-horz

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x