Najlepsze i najgorsze pudry sypkie z drogerii!

Trzynaście pudrów sypkich, które możecie znaleźć w drogeriach i sklepach internetowych. Cecha wspólna – niska cena! Zrobiłam dla Was wielki test, uzbierałam kilkanaście produktów i wracam z podsumowaniem. Różne wykończenia, kolory, zapachy, opakowania i jeden cel – nieskazitelna cera.


Zobaczcie, które z nich polecam, a jakim mówię passs!


Posegregowałam je w duety, tercet i kwartet, szukając cech wspólnych. Żeby, oczywiście, prościej było je porównać i znaleźć dla Was puder idealny. Mam nadzieję, że pomogę! Ach, i daję znać, że ceny podaję oreinrtacyjnie, sprawdzając w jakich średnio kwotach można je dostać w sieci.


Revlon Candid 15 g za ok.40ł / PUPA Prime Me 4,5g za ok.60zł


Dwa transparentne, bardzo drobno zmielone pudry, które z powodzeniem stają w szranki z pudrami marek luksusowych. Dają wykończenie matowo-aksamitne, nadają się zarówno do utrwalania makijażu, jak i zapiekania. Ich cecha wspólna to również brak zapachu, co teoretycznie jest bez znaczenia, ale przyznam się Wam, że mocne, perfumowane pudry nie są (już) szczególnie bliskie mojemu sercu.

Z tej dwójki wybieram częściej Prime Me od PUPA, bo mam wrażenie, że jego mat jest delikatniejszy i bardziej współgra z moją cerą lubiącą się przesuszać. Ale bez wahania polecam oba produkty. Nie bielą, nie przyspieszają wyświecania się skóry, dobrze dogadują się z moimi korektorami, podkładami.


Bourjois Java 3,5g za ok. 35zł / Max Factor Miracle Veil 4g za ok.33zł


To są dwa moje ulubione pudry ostatnich miesięcy. Używam ich wymiennie albo łącząc, bo choć mają kilka cech wspólnych, to dopiero w duecie tworzą combo idealne (zwłaszcza dla mojej skóry). Jednak już wiem, że Java od Bourjois jest dość kontrowersyjna i nie wszystkim się sprawdza, ale od początku.

Oba pudry dają świetliste wykończenie i mimo, że możecie używać ich jako pudrów do wykończenia makijażu, to uprzedzam – mogą się wydać zbyt rozświetlające, i zwłaszcza denerwować posiadaczki cer mieszanych/tłustych. Puder Bourjois ma w sobie wręcz mikrodrobinki, które (wg mnie!) pięknie błyszczą w słońcu.

Oba pudry zalecam używać grubym pędzlem, dociskając produkt do twarzy. Java ma lekko różowawy ton i kilka z Was się skarżyło, że nie podoba się Wam efekt, jaki daje na skórze. W moim przypadku (i u Ilonki też) wszystko gra. Ach, no i jeszcze dość intensywnie pachnie. Ostrzegam.

Miracle Veil to puder tak dobry, że możecie odpuścić La Mer. Przysięgam! Jest turbo mocno zmielony, robi efekt woalki i bluruje cerę. Naprawdę zmniejsza widoczność porów. W duecie lubię używam Max Factor na strefę T, a Bourjois omiatam resztę twarzy. Według mnie dają razem naprawdę luksusowy efekt.


Rimmel Match Perfection 10g za ok.23zł / RCMA The Orginal 85g za ok.99zł / Coty Airspun 60g za ok.65zł


To trzy pudry, które zdecydowanie bardziej spodobają się posiadaczkom cer mieszanych i tłustych, a także… profesjonalnym makijażystkom, które pracują przy produkcjach video/ w telewizji albo na scenie z gwiazdami.

Puder Coty Airspun, to mocno perfumowany produkt (zapach retro, dość babciny, ale przyjemny – dość szybko się ulatnia), drobno zmielony i zdecydowanie ilość produktu świetnie przekłada się na cenę. Jeden gram to w przeliczeniu 1 złoty. Wow! Ale… Nie jest aż tak kolorowo, jak mówią zagraniczni influencerzy. Bo to bardzo matujący kosmetyk, który obficie wysypuje się z sitka i przez to też, bardzo łatwo przesadzić z jego ilością. A tak jak wspomniałam – to jest mat na 100%!.

Jest za to trwały, dobrze spisze się przy sesjach profesjonalnych.

RCMA to brat bliźniak Airspun – kochany przez zagranicznych influencerów i makijażystów, niesamowicie ekonomiczny, multifunkcjonalny. Daje zdecydowanie matowy efekt, ale nie aż tak mocny, jak Airspun. I z tej dwójki, wolę sięgnąć po RCMA bo jest nieco lżejszy oraz bezzapachowy.

Wydaje mi się jednak, że jest on niezbędnikiem w kosmetyczce profesjonalisty, bo matowi, ujednolica, zmniejsza widoczność porów, nie odbija światła, jest niewidoczny na skórze.

I na koniec najbardziej popularny puder Rimmel, który z łatwością kupicie w każdym Rossku. Lubimy go obie, używamy i cenimy sobie matujący efekt, jaki daje. Szczególnie bliski jest on sercu Ilonki, która nie raz wspomniała, że to jeden z najlepszych, jakie można znaleźć w drogerii. Zwłaszcza, jeśli macie cerę mieszaną i szukacie matu, ale nie płaskiego.

Lubimy go za to, że możecie nim poprawić mejkap także w ciągu dnia.


Wibo Under Eye Hydrating 5,5g za ok. 24zł / Hean Lightening Secret 4,5g za ok. 23zł


Dwa pudry z drogerii, których zadaniem jest utrwalanie korektora pod oczami. Czyli ma być lekko, ma nie podkreślać zmarszczek, nie obciążać i nie przesuszać. No i tutaj pojawia się problem…

Puder pod oczy Wibo jest według mnie absolutnie niewypałem. Stwierdzam to z przykrością bo na pierwszy rzut oka wygląda świetnie – mocno zmielony, z maleńką drobinką, bez zapachu, bardzo leciutki. Niestety, za każdym razem, kiedy lądował pod moimi oczami, miałam wrażenie, że podkreśla wszystkie zgłębienia skóry i na dodatek po kilkudziesięciu minutach strefa wkoło oka była mocno przesuszona, a przez to mało atrakcyjna.

Starałam się go polubić, ale nie będzie z tego miłości. Przykro mi, bubel.

Drugim pudrem pod oczy, jaki używałam to kosmetyki marki Hean. No i w tym wypadku również nie potrafiłam wykrzesać z niego zbyt wiele. Bo choć jest (znów) dobrze zmielony, to niesamowicie mocno bieli i podobnie, jak poprzednik, podkreśla zmarszczki i niesłychanie mocno przesusza skórę. Zrezygnowałam z używaniem go pod oko i próbowałam na nosić na strefę T, i w takiej kombinacji jest nienajgorzej.

Ale biel, jaką daje jest dla mnie nie do zaakceptowania.


Revolution Light Lavender 13g za ok.35zł / Ibra purer transparently 12g za ok.37zł / SkinSkin Must.Have.Powder 8g za ok.65zł / Bell No Cake Bake 6,5g za ok. 16zł


Cztery pudry, które połączyłam bo mają mocny zapach, mają za zadnie zapiekać i dają przede wszystkim matujący efekt. Cóż, wypadają bardzo przeciętnie.

O bananowym pudrze Bell pisałam więcej we wpisie z kosmetykami z Biedronki, ale chcę jeszcze raz podkreślić, że to produkt mocno matowy i zupełnie nie sprawdza się na mojej skórze. Jest i naprawdę mało estetyczny, płaski mat. Jego plus – mocno zmniejsza widoczność porów, ale to nadal zbyt mało, bym mogła go Wam polecić.

Puder SinSkin jest kolejnym, który ma schlebiać przede wszystkim posiadaczkom cer tłustych i mieszanych. Bardzo dobrze utrwala makijaż, ale stoi (po raz kolejny) po matowej stronie mocy. Według mnie – mało naturalnej. Jednak zdaję sobie sprawę, że może być to dla kogoś interesujący efekt.

Minusem jest na pewno obezwładniający, mocny zapach męskich perfum. Plus – uniwersalny, lekko brzoskwiniowy kolor.

Revolution proponuje puder lawendowy, ale przyznaję – kolor jest niemal niewidoczny. Za to bałagan, jaki powstaje po otwarciu wieczka jest nie do przeoczenia. I mocni wkurza, zwłaszcza, że sam produkt nie robi wielkiego wrażenia. Jak dla mnie jest zbyt matowy, przez co mało estetycznie prezentuje się na skórze, i bez wątpienia przyspiesza przetłuszczanie się strefy t. I na dodatek lekko wybiela. Jestem na nie.

Z całej czwórki to właśnie transparentny puder Ibra zyskuje u mnie najlepsze noty. Jest mocno matowy, ale nie ma wrażenia „zabetonowanej” twarzy, kiedy go aplikuję. Jest dość suchy, ale można z nim pracować i znaleźć kompromis (wciskanie kosmetyku grubym pędzlem, a nie gąbką). Plus za ładny kolor – lekko beżowy, przez co nie bieli i nie robi flesza.


A jaki jest Wasz pudrowy ulubieniec z drogerii?


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x