Same hity! Moja letnia pielęgnacja i ochrona przeciwsłoneczna cery tłustej, odwodnionej, z przebarwieniami.

Tłusta cera jest najtrudniejsza w pielęgnacji latem. Dlatego to właśnie teraz postanowiłam pokazać Wam swoją pełną rutynę pielęgnacyjną poranną i wieczorną. Wzbogaconą także o kosmetyki do ochrony przeciwsłonecznej (w tym do poprawek w ciągu dnia). To, mam nadzieję, rozwieje wątpliwości tych z Was, którzy zastanawiają się, jakie substancje można stosować latem przy cerze tłustej, by ją nieco okiełznać.


I w jakiej kolejności nakładać pielęgnację, żeby opóźnić moment nadmiernego przetłuszczania się buzi w ciągu dnia.


Zaczynamy od rutyny porannej, potem przejdę do kosmetyków z SPF, a zakończę rytuałem pielęgnacyjnym wieczornym, który jest tak zbudowany, by zawierał dokładny demakijaż, łagodne oczyszczanie i terapię nadmiaru sebum oraz kurację przeciwtrądzikową. Wszystko po to, by utrzymać balans skóry, ale też przeciwdziałać zapychaniu się porów i wysypie podskórnych nieprzyjaciół. Co jest zmorą wielu osób z cerą tłusta, najtrudniejszą do opanowania właśnie w ciepłe dni.


Poranna pielęgnacja cery tłustej


To, co sprawdza się znakomicie (i to nie tylko latem) to łagodne oczyszczanie i porządne nawodnienie skóry połączone z bardzo delikatnym złuszczaniem. Substancje aktywne, które bardzo lubi skóra tłusta to delikatne kwasy (szczególnie salicylowy, ale w niewielkim stężeniu) oraz niacynamid (węcej o witaminie B3 i o tym, dlaczego jest tak dobra dla cery tłustej, z trądzikiem i przebarwieniami pisałam w tym wpisie).

Cera tłusta jest dość odporna, ale potrafi być też wrażliwa (szczególnie, gdy jest przy okazji trądzikowa), do tego paradoksalnie nie lubi być zbyt mocno matowiona – to dlatego w mojej rutynie nie znajdziecie produktów przeznaczonych typowo do cery tłustej i trądzikowej.

Zaczynam od umycia twarzy żelem o nawilżającej formule. Ale takim, który nie jest zbyt delikatny. Jeśli masz cerę tłustą na pewno widzisz każdego ranka dość sporą ilość sebum na strefie T. Warto mieć dobry, sprawdzony żel, który je usunie. Moim ostatnim odkryciem są dwa żele: świetny Dior Capture Totale CELL Energy (doskonale oczyszcza, delikatnie zmniejsza pory i do tego nawilża) oraz hipoalergiczny Only Bio z probiotykami (poleciła mi go Kasia Myskinstoryy, to naprawdę świetny żel drogeryjny – odpowiednio łagodny, ale pięknie domywa buzię i ma jeszcze dodatkowe działanie wzmacniające skórę).

Tonik to u mnie nie tyle etap wyrównujący PH skóry (bo nowoczesne, dobre żele oczyszczające wcale nie zaburzają PH), a raczej pierwszy etap nawadniający cerę z dodatkowym bonusem w postaci delikatnego złuszczania. Takiego, które będzie odpowiednie także latem.  Koniecznie bez alkoholu w składzie. Doskonale sprawdza się płyn złuszczający 1.0 Clinique (z dodatkiem kwasu salicylowego) oraz Lotion P50 PIGM400 z Biologie Recherche (ta wersja kultowego toniku P50 ma mniej kwasów, a więcej niacynamidu, jest łagodna i nawilżająca). Płyny stosuję zamiennie – kilka dni jeden, potem drugi. Clinique lepiej działa na pory, P50 na przebarwienia – dlatego nimi rotuję.

Dodatkową porcję nawodnienia uzyskuję mgiełkami (tak jak pisałam w tekście o tym, jak zmienić pielęgnację cery tłustej latem, lepiej postawić na lżejsze, bardziej wodniste konsystencje, bo one nie obciążają skóry). Ostatnio moim absolutnym ulubieńcem jest mgiełka Clinique Moisture Surge – doskonała jako tonik i do odświeżenia w ciągu dnia.

Ponieważ ostatnio miałam problemy z odwodnieniem skóry (po nieudanym teście kosmetyków drogeryjnych) nie pomijam etapu serum. Używam swojego dawnego ulubieńca: COS RX Propolis Ampoule (to serum jest leciutkie, ale mocno nawilża, a przy okazji propolis działa regulująco i antybakteryjnie). To serum w połączeniu z tonikiem 1.0 Clinique uporało się z mocnym odwodnieniem skóry już w 4 dni! Rewelacyjny duet.

Po takim rytuale buzia jest na tyle nawilżona, że mogę pominąć etap kremu nawilżającego i od razu przejść do ochrony przeciwsłonecznej. A ta jest turbo ważna – nie tylko dlatego, że słońce powoduje przebarwienia i wysyp trądziku. Chodzi także o to, że na tłustej cerze filtry trzymają się gorzej. Więc trzeba się trochę nagimnastykować, by ta ochrona przed UV była porządna.


Ochrona przeciwsłoneczna


W moim top5 filtrów przeciwsłonecznych jest na pierwszym miejscu, więc i tu nie mogło go zabraknąć! Ulubiony filtr mineralny REN (ze względu na bezpieczeństwo staram się używać głównie filtrów mineralnych i w tym zestawieniu znalazły się tylko takie). Jest świetny nie tylko ze względu na poziom ochrony (świetny skład oparty głównie na tlenku cynku), ale też lekkiej konsystencji i aksamitnym wykończeniu. Aplikację dzielę sobie na dwa razy – naskładam go dwiema warstwami z dwóch powodów:

  • aby nie obciążyć skóry
  • aby mieć szansę pokryć równomiernie całą twarz.

Ochronę przed UV kontynuuję na etapie makijażu. Zamiast tradycyjnej bazy latem stosuję fantastyczną, mineralną BB-bazę (z delikatnym beżowym pigmentem o leciutkim kryciu) Prime Time z Bare Minerals. Jest to moja wielka miłość i najlepsze odkrycie tych wakacji. Baza bluruje pory, daje piękny efekt zdrowej skóry i jest tak sformułowana, że świetnie się na niej trzymają produkty pudrowe.

Nie potrzebuję i nie noszę podkładów, od razu przechodzę do pudru. To ostatnio głównie SKIN79 Super BB Pink Pact (czyli pudrowa wersja słynnego różowego kremu BB). Lekkie krycie, mineralny filtr SPF30 i ładny satynowo-matowy efekt sprawiają, że to też fajny produkt do poprawek w ciągu dnia. Podobnie jak baza Bare Minerals (ją także dokładam w ciągu dnia w ramach wzmocnienia ochrony przeciwsłonecznej).


Pielęgnacja na dobranoc


Próbowałam innych systemów demakijażu/oczyszczania, ale ten sprawdza się najlepiej: podwójne oczyszczanie: demakijaż olejkami + mycie łagodnym żelem.

Olejki do demakijażu muszą być lekkie, ale zmywać wszystko (w końcu latem na skórze jest nie tylko więcej potu i sebum, ale i pozostałości kosmetyków z filtrami). Od dawna w tej roli uwielbiam niedrogi i bardzo skuteczny olejek rumiankowy Yves Rocher. Aż trudno uwierzyć, jaki on jest leciutki! A przy tym zmywa wszystko (nawet mocny makijaż) i pozostawia skórę mięciutką i gładką. Mam też opcję cruelty-free, czyli żelowy olejek REN Perfect Canvas (jeszcze nie wyznawałyśmy miłości tej marce w odrębnym wpisie, ale trzeba będzie, bo ich kosmetyki są genialne!). Troszkę bardziej nawilżający, ale nadal nie pozostawiający warstwy, która wkurzyłaby cerę tłustą. A zmywa jak marzenie i ma wzorowy skład.

Po demakijażu następuje oczyszczanie buzi żelem – tym samym, co rano (czyli albo Dior albo Only Bio). Używam też toniku – albo jednego z porannych, albo tylko mgiełki. W zależności, jak oceniam stan cery i jej potrzeby.

Wieczór to najlepszy moment na wzmocnienie skóry, ale też zadbanie o pory. Zaczynam od nawilżającego serum (Drunk Elephant B-Hydra to wciąż jedno z moich ulubionych, znacznie lepiej mi się sprawdza, niż klasyczne hialuronowe), potem stosuję bardzo lekką emulsję nawilżająco-regulującą Whamisa Organic Flowers (tonik z tej serii podrażnił mi skórę zbyt mocnym zapachem, ale tu jest świetnie). Kosmetyk ma postać bardzo lekkiej emulsji (coś jakby krem mocno rozcieńczony tonikiem) i dużą pojemność (tak na oko wystarczy na pół roku). Ale najważniejsze: działa! Widzę, jak ładnie reguluję nadprodukcję sebum, nawilża i łagodzi podrażnienia. Whamisa słynie ze swoich składników fermentowanych i moim zdaniem ta sława jest zasłużona. Jakość petarda.

A ostatni krok mojej pielęgnacji to booster Paula’s Choice z kwasem azelainowym (ten kwas to hit na lato, bo w ogóle nie jest fotouczulający, a złuszcza, działa przeciwbakteryjnie i wyrównuje koloryt cery). Serum ma konsystencję gęstego kremu, dlatego aplikuję go na tym etapie.

Jeszcze tylko krem pod oczy (kto by pomyślał, że ten od Kylie Jenner będzie aż tak dobry!), a w razie niedoskonałości lub  zaczerwienień miejscowo używam kremu Benton Goodbye Redness. Tym się różni od innych preparatów punktowych, że nie wysusza, a łagodzi dzięki wąkrotce azjatyckiej.


Dlaczego to działa?


Rano 4 kroki pielęgnacji, 3 ochrony przeciwsłonecznej. A wieczorem 6, maksymalnie 7 kroków (choć de facto zmieściłabym się w 4, reszta to dodatki). Moja pielęgnacja nie jest minimalistyczna, ale łatwa i szybka w stosowaniu. No i najważniejsze – zabezpiecza skórę na wielu płaszczyznach. Nie dość, że nie podrażnia i nie wysusza (jak wiele typowych kosmetyków matujących i przeciwtrądzikowych), to jeszcze pomaga skórze zachować zdrowy balans.

To, co w niej lubię najbardziej to delikatność, ale też dbałość o pory i koloryt skóry praktycznie na każdym etapie pielęgnacji. Mój set jest dowodem na to, że latem nie trzeba rezygnować ze składników aktywnych, a używanie filtrów nie musi obciążać skóry ani powodować trądziku (nie będzie tego robić, jeśli zadbacie o delikatne złuszczanie, dobry demakijaż wieczorny i lekkie konsystencje swoich serum i kremów).

Oczywiście każda skóra ma indywidualne potrzeby i nie mogę dać gwarancji, że ta rutyna stosowania 1:1 i u Ciebie będzie mieć tak samo dobry efekt. Ale konsystencje, składy i substancje aktywne kosmetyków, które tu opisuję są naprawdę komfortowe dla cer tłustych. Jest więc spora szansa, że pomogą większej ilości osób. Chciałabym, byście pomyśleli o swojej skórze łagodniej. Że sebum to nie jest wróg, z którym trzeba walczyć. Wasza skóra nie jest przeciwko Wam. Po prostu czasem trudno prawidłowo odczytać sygnały, które nam daje by pokazać, czego tak naprawdę jej trzeba (np. reaguje przetłuszczeniem na przesuszenie, poci się pod kremami itd). Dlatego powstał ten wpis.


A jeśli chcecie zobaczyć, jak radzę sobie ze świeceniem się cery w ciągu dnia i reapllikuję filtry, przeczytajcie ten wpis:

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x