Twoje ręce vs. dezynfekcja. Jak i czym pielęgnować dłonie? I co robić, gdy podrażniona alhoholem skóra woła o pomoc?

Ile razy dziennie dezynfekujesz dłonie? Ja ostatnio policzyłam, że używam żelu antybakteryjnego od 5 do 30 razy (tym częściej, im więcej przebywam poza domem). To oznacza, że skóra moich dłoni jest wielokrotnie traktowana alkoholem (który ma rozpuszczać otoczkę tłuszczową koronawirusa, a przy okazji nadwyręża barierę lipidową naskórka). Tym samym prowadzi do przesuszeń, podrażnień, a nawet ran na dłoniach. Dlatego dbanie o skórę rąk w czasie pandemii, to wyraz troski o własne zdrowie. A dobry krem do rąk przydaje się, jak nigdy.


Dziś postaram się podpowiedzieć, jak dezynfekować dłonie, by ich przy okazji nie zniszczyć. Pokażę swoje ulubione kremy do rąk i podpowiem, czego użyć, gdy podrażniona skóra woła o pomoc.



Dezynfekcja to must have, ale warto do niej podejść z głową.


Używanie żeli i płynów do dezynfekcji dłoni to w czasie pandemii konieczność. Wszędzie tam, gdzie wymagają tego przepisy (np. w sklepach, centrach handlowych, w pracy) lub nie ma jak umyć dłoni. Nie ma co ukrywać – preparaty oparte na alkoholu, choć skuteczne przeciwko bakteriom i wirusom, są też zabójcze dla naszego naskórka. A dokładniej jego bariery hydrolipidowej.

I nie chodzi tylko o to, że ręce przestaną być miękkie i będą gorzej wyglądać. Uszkodzenia skóry to mini ranki, przez które do wnętrza organizmu dostaje się brud i patogeny. Dlatego tak ważne jest, by poza niezbędnym krokiem dezynfekowania, pamiętać również o drugim must have w trakcie pandemii – nawilżaniu i natłuszczaniu skóry.

To jest naprawdę turbo ważne!


Jak dezynfekować, żeby nie zniszczyć dłoni?


Cóż, przede wszystkim nie za często. Nie namawiam Was do lekceważenia zagrożenia zakażenia koronawirusem. Chodzi mi raczej o to, by wybierać mycie rąk wodą z mydłem/żelem zawsze, gdy jest to tylko możliwe. Mycie rąk jest nie tylko skuteczne w niszczeniu ewentualnych wirusów na skórze, ale także nie działa aż tak wysuszająco na ręce, jak żele antybakteryjne. Idealnie byłoby zrobić tak: poza domem używać żelu, gdy nie ma innych możliwości, natomiast jak tylko pojawi się opcja dostępu do wody i mydła, skorzystać. W domu, czy pracy, gdzie mamy swobodny dostęp do wody, żele antybakteryjne nie są niezbędne.

Na szczęście z dostępnością żeli antybakteryjnych nie ma już takiego kłopotu, jak w marcu i kwietniu. Można je kupić od ręki w każdej Żabce, Rossmannie, czy przy kasach sklepów spożywczych. I to są często żele o zawartości alkoholu 60-70%, czyli takiej, jaką rekomenduje WHO jako optymalną w zabezpieczeniu się przed koronawirusem. Jeśli jednak z jakichś przyczyn chcecie mieć żel na już, to przypominam o dwóch ważnych rzeczach przy robieniu środków antybakteryjnych w domu:

  • Zawartość alkoholu jest kluczowa. W sieci jest mnóstwo trefnych przepisów na domowe żele i płyny do dezynfekcji. Tymczasem warto trzymać się prostej proporcji: 1 część wody na 2 części czystego alkoholu (np. 2 kieliszki spirytusu + 1 kieliszek wody, toniku, hydrolatu). Nada się też alkohol izopropylowy, który jest w cleanerach do paznokci, czy płynów do czyszczenia ekranów.
  • Najlepsze są proste receptury – nie trzeba dodawać ani olejków eterycznych, ani żadnych tłuszczy. Jeśli potrzebujesz, by Twój żel pachniał, połącz alkohol z tonikiem/hydrolatem, możesz też dodać odrobinę gliceryny. Ale wstrzymałabym się z wkrapianiem olejów do formuły, tłuszcz może utrudnić proces dezynfekcji.

Ach jeszcze mam dla Was jeden pro tip, który podpatrzyłam u producenta żeli antybakteryjnych Merci Handy – do receptury dodają odrobinę skrobi. Dzięki temu po wyschnięciu żelu na skórze pozostaje gładka, aksamitna powłoczka. I nic się nie klei.


A teraz czas na krem!


Nie wiem jak to możliwe, ale choć wszyscy podkreślają wagę dezynfekcji, o konieczności regeneracji i nawilżenia zmęczonej działaniem alkoholu skóry mówi się znacznie mniej. Tymczasem użycie kremu to najlepsze, co możesz zrobić dla dłoni w czasie, gdy często je dezynfekujesz.

Oto kilka moich ulubionych kremów do rąk na co dzień.

Nie natychmiast, nie od razu. Z nałożeniem kremu warto poczekać kilka minut. Tak, aby mieć pewność, że płyn do dezynfekcji zadziałał, alkohol odparował i dłonie są już czyste i suche. Oczywiście po tradycyjnym myciu rąk też warto użyć kremu.

Jeśli nie lubisz gęstych konsystencji, to może być lekki balsam (uwielbiam w tej roli  balsamy do rąk Rituals – zarówno Sakura, jak i Karma pięknie pachną, szybko się wchłaniają, wygładzają i dbają o komfort dłoni bez uczucia natłuszczenia skóry), albo krem (dostępny w drogeriach, a nawet Lidlu, jest winogronowy krem do rąk Yumi Aloe – owocowy, bezproblemowo się wchłaniający, niedrogi). A jeśli preperfujesz kosmetyki naturalne i lubisz piękne, wyrasfinowane zapachy kremów do rąk, D’Alchemy będzie idealny.

Gdybym jednak miała do końca życia używać jednego kremu do rąk, byłby to wspaniały krem Palmers Cocoa Butter 24 Hour Moisture. Ten krem do rąk jest po prostu idealny! Bardzo gęsty, porządnie nawilżający i odżywczy, a jednak nietłusty. Najważniejsze – działa naprawdę długo (uczucie nawilżonej skóry jest ze mną nawet kilka godzin) i sprawia, że dłonie czują się komfortowo i wyglądają zdrowo. Nawet wtedy, gdy przez częste dezynfekcje skóra jest już przesuszona, zaczyna się marszczyć, a wokół paznokci pojawiają się suche skórki. Krem Palmers naprawdę pięknie i szybko regeneruje przesuszenia. I kosztuje 10-12 złotych (kupicie go m.in. w Hebe, ale też w aptekach i drogeriach internetowych).


A kiedy płyny do dezynfekcji zniszczyły skórę i trzeba szybko jej pomóc?


Wystarczy 2-3 dni porządnej regeneracji i natłuszczenia, aby zażegnać problemy z uszkodzeniami i podrażnieniami skóry po dezynfekcji. Warto się wspomagać produktami polecanymi na AZS i alegrie skórne (super się sprawdzają kosmetyki i kuracje dedykowane bobasom-alergikom!). Zmęczone, suche, popękane dłonie warto najpierw ukoić. świetnie działa kąpiel dłoni w przestudzonym wywarze z siemienia lnianego (gotuje się coś o wyglądzie lekkiego kiślu, ziarenka można przecedzić przez sito lub zostawić. Ważne, by wywar z siemienia był letni, nie gorący).

Baaardzo skuteczne jest częste kremowanie rąk preparatem z regenerującym panthenolem (witamina B5). Ja od lat na wszelkie podrażnienia (posłoneczne, po zabiegach, do pielęgnacji pupy niemowlaka) używam kremu La Roche-Posay Cicaplast Baume B5 (40 ml/29 zł), który niezawodnie łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia i swędzenie skóry, a także stanowi coś w rodzaju plastra ochronnego dla skóry. Wspiera w ten sposób naruszoną barierę naskórkową i pozwala skórze szybciej się regenerować.

Aby jeszcze lepiej natłuścić skórę i pomóc jej odbudować barierę ochronną, krem z La Roche stosuję zamiennie z Bioderma Ultra-soothing Balm (specjalny krem do ciała dla bardzo wrażliwej, atopowej, swędzącej skóry, którego głównym zadaniem jest właśnie odbudowa zniszczonego naskórka). Bardzo skuteczny, bezzapachowy, naprawdę bogaty krem do ciała, rąk, stóp i innych suchych miejsc przyda się w każdym domu. Ten dodatkowo występuje w kilku pojemnościach (w tym także w tubce 75 ml), więc z powodzeniem zastąpi zwykły krem do rąk w kryzysowej sytuacji.

Zarówno La Roche, jak i Bioderma wyleczyły już wielokrotnie podrażnienia skóry u moich domowników. Ostatnio świetnie i szybko zadziałały na dłonie męża, który przedawkował środki do dezynfekcji w pracy i skóra zwyczajnie zaczęła mu schodzić z rąk. Po 3 dniach ran już nie było, po 5 dłonie wyglądały, jakby nigdy nie były podrażnione.

Oczywiście nie życzę Wam aż tak hadrkorowych podrażnień, ale mam nadzieję, że w razie kłopotów, po lekturze tego wpisu będziecie mogli łatwiej pomóc sobie lub innym.


Dajcie znać, jak sobie radzicie z przesuszoną skórą po dezynfekcji dłoni. I jakie są Wasze ulubione kremy!


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x