6 podkładów w dobrych cenach! Sprawdzamy nowości Eveline, Catrice i wiele więcej.

Podkłady w dobrej cenie, większość z nich z drogerii. Wiem, że brzmi to dobrze i wiem, że testy niedrogich fluidów lubicie i zawsze na nie czekacie. Tym bardziej, że dzisiaj przychodzę z recenzją „na życzenie”.

Kiedy jakiś czas temu spytałam, co mamy sprawdzić dla Was właśnie z drogerii, to ostałam ogrom próśb o przetestowanie podkładu Catrice – True Skin oraz Eveline – Wonder Match.


Uznałam jednak, że dwa produkty to za mało i dziś pojawia się opinia aż o 6 podkładach.



Catrice,  True Skin, 30 ml za ok. 30 zł


Nawilżający podkład w szklanym flakoniku z pompką wygląda naprawdę nieźle. Jest dość ciężki i sprawia wrażenie droższego niż jest w rzeczywistości. Co prawda jego wodnista formuła ma tendencję do brudzenia wnętrza i aplikatora, to przymykam na to oko. Łącznie marka stworzyła 14 odcieni, ale w Polsce dostępne są 4 kolory. Ja kupiłam 030 Natural Sand i dodam, że stacjonarnie był wyprzednay do cna!

Jego wodnista formuła ładnie wtapia się w skórę i najlepiej aplikuje mi się go gąbeczką. Pozostawia na twarzy lekki, zdrowy połysk, ale wykończenie ma bardziej matowe. Ten błysk to efekt nawilżenia, a nie drobin (takowych nie ma w formule). Bardzo delikatnie pachnie, ale jest to niewyczuwalne na twarzy. Nie oksyduje, nie migruje, dobrze współgra z pudrami i korektorami, które z nim używałam.

Dla mnie ma zaskakująco mocne krycie, bo spodziewałam się czegoś maksymalnie lekkiego, niewidocznego, niemal niewyczuwalnego. Tutaj, bez cienia wątpliwości, mamy średnie do mocnego. Na pewno po kilku godzinach wymaga poprawek, tj. zaczniecie się lekko świecić w strefie t. Ja lubię zebrać nadmiar sebum bibułką i nie dodawać pudru.

Mogę polecić posiadaczkom skóry suchej lub normalnej oraz fankom nawilżających formuł. Nie jest to wielka miłość, ale bardzo miła znajomość.


The Balm, ANNE T. DOTE Tinted Moisturizer,
30 ml za ok. 80zł


Gęsty, bardzo odżywczy krem tonujący schowany w wygodnym opakowaniu, które nadaje się do recyklingu. Super! W składzie, na pierwszym miejscu znajduje się sok aloesowe, a dodatkowo mnóstwo olejków i składników nawilżających. Ja noszę odcień 018 light medium i mógłby być troszkę jaśniejszy, ale…

Tint fantastycznie nanosi się palcami, pod wypływem ich ciepła wtapia się w skórę i dziki temu różnica koloru nie jest aż tak wielka, choć ma lekką tendencję do oksydacji. Wrócę do określenia tint – bardzo bym się kłóciła z twórcami, czy aby na pewno jest to nazwa odpowiednia. Bo to mocno kremowa, dość gęsta formuła! A tint kojarzy mi się z czymś lekki, wodnistym, niemal transparentnym.

Być może przez to, że w formule nie ma SPF (a szkoda!), twórcy nie nazwali go bibikiem? Nie wiem, zostaje mi się głowić, ale daję znać, że to wg mnie nie tint nawilżający, a pełnoprawny krem! Który ma naprawdę solidne, średnie krycie. Podobnie, jak podkład Catrice, po kilku godzinach będzie wymagał korekty (strefa t), ale uważam, że przy bogatym składzie, traktujemy go jako element pielęgnacji.

Ku mojemu zdziwieniu, ma wykończenie dość matowe, ale nie płaskie, wykończenie.


Neo Makeup PERFECT MATTE FOUNDATION,
30 ml za ok. 70zł


Elegnacka butelka, minimalistyczna estetyka i wygodna pompka. Ozdoba toaletki lub kosmetyczki. Wegańska i beztłuszczowa formuła, która według producenta ma spodobać się posiadaczkom cery tłustej, mieszanej i normalnej. Ja używam koloru 003.

Choć sprawia wrażenie gęstego, to podczas aplikacji (lubię gąbeczką) kremowa formuła łatwo wtłacza się i wnika w skórę. Ma solidne średnie krycie i… już mogę zdradzić, że jest totalnym zaskoczeniem tego wpisu. Na plus, oczywiście. Według mnie wcale nie daje mocnego matowego wykończenia, a aksamitne, zdrowe, naturalne. Mimo, że ma spore krycie, to wygląda niezwykle naturalnie na skórze, na mojej – najlepiej, najkorzystniej ze wszystkich omawianych dziś podkładów.

Jest długotrwały, dobrze współpracuje z innymi produktami, nie zmienia koloru. W trakcie dnia lekko się wyświeca, ale nie bardziej niż inne. Znalazłam w sieci informacje, że powoduje wypryski i pogorszenie stanu cery – absolutnie nie potwierdzam. A nosiłam go kilka dni z rzędu, więc miałby czas mnie zapchać/wypryszczyć.

Jest na tyle kryjący, ze nie noszę do niego korektora. Jestem ciekawa, czy ktoś go zna i lubi, tak jak ja polubiłam!


Eveline, Wonder Match, 30 ml za ok. 40zł


Być może jest tak, że ja mam zupełnie inne oczekiwania niż reszta świata, ale… Nie podzielam zachwytów nad fluidem Wonder Match. Choć buteleczka jest estetyczna, pompka praktyczna, wybór kolorów niezły. Ja kupiłam sobie odcień 30 Cool Beigie. Dodam, że musiałam na niego zapolować, bo brakowało go na półkach w moich drogeriach.

Jak na moje potrzeby, to ma stanowczo zbyt duże krycie. Oczywiście to nie jest wada, tylko spostrzeżenie. Nie spodziewajcie się tutaj lekkiego dzienniaka, tylko solidnego, nawet wieczorowego efektu. No i właśnie – nie do końca podobało mi się, jak stapiał się ze skórą. Był na niej widoczny w sposób, za którym nie przepadam. Lekko podkreślił też zgłębienia w skórze (ale to po kilku godzinach, jak już zaczął pracować i się osadzać).

Może to przez to, że nie przepadam już za zastygającymi formułami? Sama nie wiem… Zwłaszcza, że np. na Wizażu ma mnóstwo znakomitych recenzji, choć zdarzają się tam głosy, iż jest to…lekki, dzienny produkt. Oj nie, nie. To już jest produkt mający za zadanie dać drugą skórę/zamalować Waszą.

Próbuję znaleźć jakieś zalety, ale cieżko mi naprawdę. Bo w tej cenie bez trudu znajdziemy w drogerii coś lepszego.


Yves Rocher, Podkład rozświetlająco-detoksykujący,
30 ml za ok. 80zł


Podkład Yves Rocher pochodzi z Bretanii, z miejsca znanego Blessom, bo w zeszłym roku miałyśmy szansę je poznać osobiście. Co oczywiście miło nastawia. Ma szklany flakonik z pompką, wegańską formułę, ponad 80% składników pochodzenia naturalnego. Używam koloru Beigie 100.

Detoksykujący fluid ma dość gęstą formułę i znów zaskakująco duże krycie. Zdecydowanie średnie! Jednak na twarzy wygląda naturalnie, jest niewidoczny, nie podkreśla porów, załamań skóry, niedoskonałości. Bardzo mi odpowiada wilgotne, naturalne wykończenie. Faktycznie kojarzy mi się z makijażem Francuzek, o którym mawiają, że jest effortless.

Łatwo nakładać go palcami, ale i tak preferuję gąbeczkę. Na pewno nie jest to tytan trwałości, więc wymaga wsparcia pudru. Ale za to odwdzięczy się naturalnym wykończeniem i naturalnymi, pielęgnacyjnymi składnikami. Jego zadanie, to także ochrona przez zanieczyszczeniami.


Bell HYPOAllergenic JUST FREE SKIN, 24 g za ok. 32 zł


Zacznę od tego, że są dostępne zaledwie trzy odcienie (!!) i mnie to wkurza. Sama mam 02 Natural, pasuje dobrze, ale uważam, że to stanowczo za mało. Schowany jest we flakonie z pipetą, za czym nie przepadam. I nie przepada również ten produkt, bo zwyczajnie źle się go aplikuje, a zwłaszcza nabiera. W zasadzie, to wylewam sobie go na rękę bo nie mam czasu na gimnastykę z tym aplikatorem.

Na szczęście, jak juz się go wydobędzie z buteleczki, to zyskuje. Daje naprawdę naturalny efekt na skórze, delikatnie ujednolica cerę, faktycznie zachowuje się, jakby go nie było. A jest i wygładza, wyrównuje. Znów – nie jest hiper trwały, ale absolutnie wystarczający.

Będzie fajną opcją dla skór dojrzalszych (nie podkreśli zmarszczek, nawilży, odświeży) i dla bardzo młodych (niewidoczny, naturalny). W formule znajduje się ponad 80% składników naturalnych, w tym sok z aloesu, witaminy. Producenci mówią, że był przebadany dermatologicznie i jest dobry dla wrażliwców. Choć ja tu byłabym ostrożna – naturalne składniki mają znacznie większą tendencję do alergizowania aniżeli te syntetyczne.


A teraz Wasze okdrycia ostatnich miesięcy! Jaki podkład jest naj?


Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x