Najlepszy samoopalacz? Testujemy kosmetyki od TanExpert.

Lato chyli się już ku końcowi, więc na opalone ciała patrzymy z lekkim rozrzewnieniem. Dobrze wiecie, że dla nas najlepsza opalenizna, to ta zdrowa, z tubki, flakonika, pojemniczka. Unikamy, jak ognia wylegiwania się na plaży i szukamy najlepszych samoopalaczy, by perfekcyjnie brązowić skórę.


Podrzucamy dzisiaj trzy produkty do opalania, które łączy jedno – łatwość aplikacji i spektakularny efekt. A jeden z nich ma tempo działania, niczym Usain Bolt!


Zaczniemy od prawdziwej petardy, i to dosłownie. Kropelki do opalania twarzy Diamond Glow dają efekt relaksującego tygodnia wakacji już po pierwszej aplikacji, i to po około 3 godzinach. Co widzicie na załączonych zdjęciach. 

Możecie je zaaplikować w drugim kroku pielęgnacji (po toniku, ale musi on wyschnąć do końca!) samodzielnie nanosząc na twarz lub mieszając z ulubionym serum, albo nawet kremem. Ja wybieram pierwszą wersję i 4-5 kropel wylewam na wielorazowy wacik, dokładnie aplikuję na twarz i szyję, nie zapominam o linii włosów. Następnie wklepuję serum i SPF/albo krem na noc. 

Opalenizna rozwija się z prędkością światła; kolor jest złocisty, naturalny, a wszystko to bez nieprzyjemnego zapachu. Po porannej i wieczornym “opalaniu” musiałam następnego dnia zmienić kolor podkładu z Warm Ivory na Warm Sand (3 odcienie wyżej!). 

Co to w skrócie oznacza? Ze Daimond Glow, to najszybciej działający samoopalacz do twarzy, jaki dotychczas testowałam. Biorąc pod uwagę, jak niewielka ilość potrafi zbudować piękny efekt, będzie niesamowicie ekonomiczny. By podtrzymać efekt wakacji w Tulum, warto go reaplikować maksymalnie dwa razy w tygodniu.

Jeżeli, tak jak i my, lubicie opalać się piankami, to podsuwamy piankę brązującą TanExpert w kolorze Bronze Amber; prostą w użyciu, która tworzy chłodny i elegancki odcień opalenizny na jasnych i średnich karnacjach. Cała sztuka, by równomiernie i dobrze nałożyć samoopalacz w piance polega na przygotowaniu ciała:

  • finalny kolor, jaki uzyskamy przy aplikacji pianki przychodzi po 24h od jej zmycia, więc jeśli np. zależy Ci, by mieć idealną opaleniznę na sobotę, zacznij opalanie już w czwartek
  • dzień wcześniej warto zrobić peeling ciała lub je mocno wyszczotkować
  • ja również preferuję depilację ciała dzień przed pierwszą aplikacją pianki, bo produkt może nam nieestetycznie “wejść” w pory
  • produkt najlepiej nanosić specjalną rękawicą – one ułatwiają równomierne aplikowanie pianki, zmniejszają ryzyko smug i farbowanych dłoni i paznokci
  • piankę wmasowuje na suche ciało, bez balsamu czy olejku
  • nie nakładam samoopalacza przed siłownią (ciało nie może się spocić, mogą zrobić się plamy), basenem czy kąpielą w morzu

Samo nanoszenie pianki samoopalającej jest proste; ja zawsze zaczynam od łydek, ud, rąk, pupy i dekoltu, a resztkami wykańczam trudniejsze miejsca – kolana, łokcie, stopy. Wszystko to robię kolistymi ruchami i staram się nigdzie nie spieszyć, tak by dotrzeć w każde miejsce, a także dać czas, by pianka dobrze wyschła.

Co najmniej kwadrans, tak by nie pobrudzić sobie ubrań. Jeżeli nie masz tyle czasu; lepiej włożyć luźne i ciemniejsze ubrania. Natomiast po wyschnięciu nie ma ryzyka brudnych ubrań. Wielki plus!

W zależności od tego, jak bardzo ma się nam rozwinąć opalenizna, możecie pozostawić ją na godzinę, a nawet pójść w niej spać. Przy pierwszej aplikacji, jeśli zmyjecie piankę po 2-3 godzinach, zobaczycie delikatnie przybrązowioną skórę. Efekt “bardzo długich wakacji” możecie uzyskać nakładając podwójną ilość kosmetyku i zmywając je po około 8 godzinach.

Chociaż ja preferuję stopniowanie; ono i tak jest szalenie szybkie i już po 3 dniach zobaczycie zachwycające efekty. Zostaje on z nami nawet do 14 dni, choć to oczywiście dość indywidualna sprawa. 

I na koniec jeszcze najbardziej klasyczna metoda opalania z tubki, czyli balsam stopniowo brązujący ciało Desert Rose. Tutaj musimy troszkę uzbroić się w cierpliwość i by zobaczyć naprawdę brązowy efekt czekamy trzy, cztery doby – przy aplikacji raz na dzień. Możemy zwiększyć częstotliwość, ale producent radzi, by zachować co najmniej 8 godzin przerwy między kolejnymi reaplikacjami produktu.

Walorem balsamu brązującego jest brak nieprzyjemnego zapachu i co fajne – dodatkowe efekt nawilżający ciało. Swobodnie można zamienić swój olejek czy krem do ciała, właśnie na Desert Rose. I co spodoba się fankom delikatnej opalenizny – poziom opalonej skóry rozkręca się powoli, bardzo naturalnie. I z łatwością możemy zadecydować, kiedy zrobić przerwę, by nie przesadzić. Co jeszcze robi dobrze? Ukrywa podrażnienie po goleniu kropki na nogach. 

Jeszcze do niedawna dobry samoopalacz był dostępny wyłącznie u specjalistów zajmujących się brązowieniem ciała. Dzisiaj bez trudu robimy to samodzielnie; podczas domowego SPA. I co najważniejsze – mamy naprawdę szeroki wybór produktów przeznaczonych do konkretnych partii ciała, karnacji, dostosowanych do naszych preferencji co do konsystencji kosmetyku i stopnia opalenizny, jaką chcemy uzyskać, jak przetestowane przez nas nowości TanExpert. Bomba!


Czas na Was – jaką metodę SAMOopalania lubicie najbardziej?


post powstał we współpracy z TanExpert

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x