Urban Decay: Naked Cherry. Nowa, ale czy lepsza?

Chcemy, by Wasze listy do Mikołaja były bezbłędne i dlatego rozpoczynamy serię wpisów z paletami do makijażu oczu. Na pierwszy ogień nowość od Urban Decay, czyli Naked Cherry.


Wpadajcie do nas codziennie – pojawi się tutaj mnóstwo przepięknych palet. Od tych premierowych, przez bestsellery, po marki drogeryjne i polskie cudeńka.



Urban Decay Naked Cherry
219zł do kupienia tutaj


Opakowanie paletki jest przepiękne. Co prawda odrobinkę ciężkie, ale za to masywne, luksusowe, miłe dla oka. Lusterko w środku jest świetnej jakości, a dwustronnym pędzelkiem zarówno pięknie wyblendujecie, jak i dołożycie cienia (krótsza strona). Cienie nie pachną czereśnią, co byłoby (nomen omen) wisienką na torcie.

W paletce dostajecie dwanaście odcieni, w tym kolory matowe i błyszczące – metaliczne i z delikatną, brokatową drobiną.

  • Hot Spot: dobrze napigmentowany jasnobeżowy, matowy odcień. Sięgam po niego za każdym razem, gdy rozpoczynam makijaż (cień bazowy). Możecie go użyć również jako matowego, jasnego koloru rozjaśniającego makijaż oka.
  • Caution: lekko brzoskwiniowy matowy cień, który według mnie jest zupełnie zbędny. Jak dla mnie jest zbyt jasny, jak na cień transferowy, a jednak za ciemny na bazę. Być może lepiej sprawdzi się na innym odcieniu skóry. Sama praca z nim jest prosta – dobrze się aplikuje i rozciera.
  • Bang Bang: brzoskwiniowo-różowy odcień błyszczący, z delikatnym brokatem. Najlepiej nakładać go zwilżonym pędzlem, wówczas ładnie lepi się do oka, nie pozostawia plam i błyszczy. To bardzo subtelny, dzienny kolor. W tym wypadku nie liczcie na „olśnienie”, ale grzecznego dzienniaczka.

  • Feelz: matowy, chłodny róż o maślanej konsystencji. Łatwo się z nim pracuje, fantastycznie się buduje moc koloru aplikując kolejne warstwy. Cudowny jako kolor bazowy.
  • Juicy: ciepły, brzoskwiniowy, soczysty matowy odcień. Ma dokładnie takie same zalety jak Feelz. Oba kolory uwielbiam i w zależności od nastroju, używam wymiennie.
  • Turn On: różowo-złoty, ciepły odcień o metalicznym wykończeniu. Dużo bardziej widoczny na powiece aniżeli Bang Bang. Kolor być może nieprzełomowy, ale piękny i naprawdę wyraziście błyszczący. Można aplikować go z powodzeniem palcami, jak i zwilżonym pędzlem. Nie zauważyłam żadnego osypywania.

  • Ambitious: rdzawo-brązowy metaliczny odcień. Odrobinkę się osypuje i nałożony na powiekę troszeczkę traci moc. Jednak to może być zaleta – jest przez to bardziej dzienny.
  • Bing: matowy, różowo-fioletowy kolor. Ideał do podkreślenia dolnej powieki czy załamania. Uwielbiam takie zgaszone odcienie i jak dla mnie jest prawdziwą ozdobą palety.
  • Devilish: matowy, śliwkowo- różowy odcień. Podobnie jak Bing – jest bardzo ładny, rozciera się bo fioletu, świetnie się buduje.

  • Young Love – metaliczne odcień z rdzawo-czerwonymi tonami. Maślany, na powiecie jakby bardziej satynowy niż błyszczący. Znów może posłużyć do dziennych makijaży.
  • Drunk Dial – czekoladowy metaliczny kolor. Bardzo nasycony, głęboki kolor.
  • Privacy – matowy, ciemny brąz z fioletowymi tonami. Ma dość suchą formułę, ale prosto się rozciera i z łatwością zbudujemy nim kolejne warstwy koloru.

Jak już zdążyliście zauważyć – zdecydowanie bardziej do serca przypadły mi kolory matowe, i to one według mnie są esencją paletki (i dla porównania pracuje się z nimi dużo przyjemniej niż np. z tymi od Huda Beauty). Błyskotki, niestety, nie są tak mocno roziskrzone, jakbym tego pragnęła.

Owszem – wszystkie kolory są ładne, funkcjonalne. Jedak przyzwyczaiłam się, że cienie metaliczne lub brokatowe naprawdę „dają po oczach”.

To bardzo poprawna paletka dla osób, które chcą poeksperymentować z różowo-fioletowymi tonami, ale nadal pozostają w strefie komfortowego, dziennego makijażu.

Podsumowując –  polubiłam się z Naked Cherry! I używam jej najczęściej w ostatnim czasie, jeśli chce zrobić różowo-fioletowy makijaż dzienny, a wiecie – to mój „go to look”.

Wieczorową porą, albo kiedy mam ochotę na szaleństwo, sięgam przede wszystkim po moje cztery, ulubione matowe kolory (Feelz, Juicy, Bing, Devilish) i doprawiam je bardziej spektakularnymi błyskotkami.

Zwrócę Waszą uwagę jeszcze na jedną tendencję – Naked Cherry, podobnie jak paletka Huda Beauty The New Nudes (recenzja tutaj), sugeruje nam, że zmieniło się oblicze tego, co zwykliśmy nazywać cieniami nudziakowymi.


Czy faktycznie różo-fiolety, to nowe nudziaki? Co sądzicie?


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x